Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40987 miejsce

Wolny rynek usług medycznych!

To jest głos w toczącej się obecnie dyskusji na temat publicznej służby zdrowia, widziany z globalnej perspektywy.

Demonstracja przeciwko podporządkowaniu UE neoliberalnej ideologii / Fot. Marek SzolcW dobie neoliberalnej globalizacji można zauważyć tendencję do tzw. urynkowienia (komercjalizacji) zdecydowanej większości dziedzin życia. Oznacza to, że wszystko staje się towarem. Jest to efekt dostosowania się państwa do zaleceń WTO w sprawie handlu usługami (GATS). Zdaniem „apostołów i kapłanów religii wolnego rynku” (neoliberalizmu), komercjalizacja powinna dotyczyć wszystkich obszarów naszej gospodarki - a więc również sektora usług publicznych (edukacja, pomoc społeczna, służba zdrowia, komunikacja itp.).

Dzisiejsi apostołowie i kapłani wolnego rynku starają się nas uczyć, jak należy prowadzić szkoły, zdobywać pracę, zwalczać bezrobocie, prowadzić szpitale. Pragną oni dosłownie decydować o wszystkim, gdyż na wszystko mają gotową receptę. Ich zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, aby szpitale funkcjonowały tak samo, jak zwykłe hipermarkety. Dlatego też, pod hasłem uzdrowienia sytuacji w służbie zdrowia, dążą do tego, aby placówki te były traktowane podobnie jak firmy handlowe.

Prowadzić to musi do sytuacji, w której osiągnięcie rentowności - a często też maksymalnego zysku, stanie się ważniejsze od dobra pacjenta. Warto o tym pamiętać, że podstawowym celem publicznej służby zdrowia jest leczenie i ratowanie życia ludzi - a nie osiąganie rentowności. Zgodnie z retoryką rynkową placówki zdrowotne w celu utrzymania się na rynku miały rywalizować między sobą o pozyskanie pacjenta, no i rywalizują, tyle że nie o pacjenta, lecz o środki Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia.

Podobnie jak też w innych sektorach gospodarki, tak i tutaj wygrywają Ci, którzy potrafią najlepiej przystosować się do tzw. wymogów gospodarki rynkowej. Zgodnie z zaleceniem powszechnie stosowaną receptą jest więc stałe ograniczanie tzw. własnych kosztów funkcjonowania poprzez prywatyzację, ograniczenie płac, pogorszenie warunków zatrudnienia lub też zwolnienia. Jedną z form ograniczenia tych kosztów są też zaległości płacowe wobec pracowników. Temu wszystkiemu nie powinniśmy się jednak dziwić - gdyż tak działa dosłownie pojmowany „wolny rynek”.

Sami pacjenci również odczuwają na własnej skórze skutki tej działalności, zwłaszcza wtedy, gdy muszą czekać miesiącami na specjalistyczne badania lub też je dodatkowo opłacać. W ten sposób faktycznie został ograniczony dostęp większości pacjentów do korzystania z świadczeń zdrowotnych. Jednak powszechnie nie używa się tego słowa. Zamiast tego używa się określenia - limitowanie usług medycznych. To limitowanie przyczyniło się do uratowania wielu placówek służby zdrowia przed widmem bankructwa. Używając rynkowego języka - w celu ograniczenia popytu na towary, jakimi są usługi medyczne wprowadzono limity. To wszystko wygląda tak, jakby chciano wprowadzić „zdrowie na kartki”. Czy jednak zdrowie ludzi może być limitowanym towarem?

Oczywiście, poprzedni rząd, w oparciu o opinie tzw. niezależnych ekspertów, znalazł cudowną receptę na uratowanie służby zdrowia. Tą receptą był projekt ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji - czyt. likwidacji zakładów opieki publicznej.

Zgodnie z tym projektem, wychodzącym naprzeciw oczekiwaniom prywatnych „inwestorów”, zagrożone publiczne szpitale zostaną sprywatyzowane lub też postawione w stan upadłości. Chodzi więc o to, aby na zdrowiu i życiu pacjentów mogli oni zrobić dobry interes. Dla potwierdzenia tego, że tutaj chodzi wyłącznie o biznes, a nie o zwykłych pacjentów, warto przypomnieć kim są i kogo reprezentują ci tzw. niezależni eksperci. A oto i oni: Marek Gojarek – były pracownik sieci prywatnych przychodni Medicover czy też Adam Kruszewski – dyrektor inwestycyjny Zagranicznego Funduszu Inwestycyjnego Enterprise Investors (jest to jeden z największych funduszy inwestycyjnych działających w Polsce. Posiada między innymi udziały w spółce Apteki Polskie zarządzającej największą w naszym kraju siecią prywatnych aptek „Apteka 21” oraz w spółce Medycyna Rodzinna, prowadzącej prywatne przychodnie).

Wśród ekspertów znalazł się również nie kto inny jak Michał Boni – były minister pracy i polityki społecznej a od 1995 roku dyrektor programu reform polityki społecznej przy fundacji Batorego (do czego te reformy doprowadziły najlepiej wiedzą sami bezrobotni). W latach 1998 - 2001 szef zespołu doradców Ministra Pracy i Polityki Społecznej, obecnie pełni funkcję konsultanta w funduszu inwestycyjnym Enterprise Investors oraz zasiada w radzie dyrektorów Polsko - Amerykańskiej Fundacji Wolności.

Wśród firm, które chcą aktywnie uczestniczyć w procesie reformowania nierentownej publicznej służby zdrowia jest firma Magellan. Jest to spółka finansowa uważająca się za lidera na rynku restrukturyzacji zadłużenia oraz obrotu wierzytelnościami (długami służby zdrowia). Tak więc reforma służby zdrowia miała doprowadzić zarówno do zalegalizowania handlu usługami zdrowotnymi, jak też długami zakładów opieki zdrowotnej.

Celem tej reformy miało być urynkowienie usług medycznych - czyli likwidacja publicznej służby zdrowia.
Ataki na publiczną służbę zdrowia nie są w UE niczym nowym. Od 2004 roku w różnych krajach UE rozpoczęła się zmasowana medialna nagonka na wadliwe funkcjonowanie usług publicznych - w tym też służby zdrowia.Jak stwierdzili uczestnicy Europejskiego Forum Społecznego publiczna służba zdrowia jest celowo niedoinwestowana aby doprowadzić do jej prywatyzacji, poprzez powszechną medialną krytykę. Media jednak nie domagają się podniesienia jakości publicznej służby, lecz jej uzdrowienia za pośrednictwem prywatyzacji.
Zdaniem EFS, zwolennicy wolnego rynku robią wszystko, aby nie dopuścić do publicznej debaty na temat przyczyn i skutków prywatyzacji usług medycznych.Takie głosy można było zarówno słyszeć ze strony delegatów z Włoch jak i Węgier.

Na całe szczęście obecny rząd stanowczo przeciwstawia się koncepcji uzdrowienia publicznej służby zdrowia za pomocą prywatyzacji. Zdaniem niezależnego publicysty - Jacka Żakowskiego, zły stan publicznej służby zdrowia wynika głównie z tego, że elity nigdy nie były zainteresowane podniesieniem jakości publicznej służby zdrowia, gdyż korzystały z prywatnych usług medycznych. Wynika z tego, że obywatele zostali pozostawieni sami sobie. Stąd, myślę, wziął się proceder powszechnej korupcji. Lekarzom to jednak nie przeszkadzało dopóty, dopóki rząd nie wypowiedział wojny tym lekarzom, którzy żądali łapówek.Uważam że można podnieść jakość usług medycznych w publicznej służbie zdrowia poprzez jej dofinansowanie za pomocą : likwidacji ulg podatkowych dla globalnych koncernów - nazywanych zagranicznymi inwestorami, wprowadzenia 30% podatku od towarów luksusowych, stanowczego egzekwowania płacenia podatków przez ludzi najbogatszych, likwidacji dotowania przez samorządy funkcjonowania prywatnych szkół, przedszkoli, czy placówek medycznych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Cała UE oparta jest na publicznej służbie zdrowia. Największe zadowolenie pacjentów z funkcjonowania służby zdrowia jest w Francji, gdzie aż w 95% służba zdrowia ma charakter publiczny a jedynie 5% to usługi prywatne. W prywatnej slużbie zdrowia nie tyle wazne jest dobro pacjenta, co jego pieniądze. Najlepiej to widać na przykładzie USA, gdzie wprowadzono rynkowy model opieki zdrowotnej. Bardzo obrazowo o tym na jakich zasadach dzialają w tym kraju prywatne kliniki opowiada film pt. " Polisa śmierci"
Chociaż Amerykańska służba zdrowia przoduje pod względem nasycenia technologiami medycznymi, to jednoczesnie Stany Zjednoczone to jedno z nielicznych państw wysokorozwiniętych, gdzie bardzo duża liczba obywateli - ponad 40 milionów - nie posiada żadnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgadzam się! przecież żeby osiągnąć "maksymalny zysk", o którym piszesz, sprywatyzowane placówki będą musiały postawić dobro pacjenta na pierwszym miejscu, bo będzie miedzy nimi konkurencja. Te w których standard będzie niski albo ceny usług zbyt wysokie wypadną z rynku.
Tymczasem publiczna służba zdrowia może mieć pacjenta gdzieś, bo i tak jest on na nią skazany, a dopływ pieniędzy z budżetu - gwarantowany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ładnie napisany felietonik. Z końcowymi uwagami sie nie zgadzam, ale reszta bardzo dobrze ujęta.
Dodam o siebie ,że czerwoni do przejęcia placówek służby zdrowia szykowali się już od początku lat 90, to wtedy były realizowane pomysły rozdawnictwa, wciskania wręcz sprzętu medycznego "na borg", doskonale wiedzieli,że w ten sposób utopią szpitale, tak jak wcześniej udało się to zrobić z wieloma zakładami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.