Pozycja materiału w rankingach:
Na ludzkie nieszczęścia i tragedie reagują instytucje charytatywne, organizując akcje pomocowe i zbiórki. Pod te akcje podszywają się oszuści wyłudzający od dobrodusznych ludzi pieniądze. Za oknem piękna pogoda, więc hieny ruszyły na żer.
Fałszywi wolontariusze kwestują na ulicach i pukają do drzwi mieszkań oraz domów, bez najmniejszych skrupułów prosząc o datki na cele charytatywne. Na leczenie ciężko chorego dziecka, ofiary powodzi czy wichury, dożywianie dzieci, specjalistyczny sprzęt ratujący życie, budowę ośrodka rehabilitacyjnego czy hospicjum - na każdą okazję mają przygotowaną wzruszającą historię. Tak naprawdę jednak zbierają pieniądze wyłącznie na... własne przyjemności. Niestety obecnie w całym kraju tego rodzaju oszustwa, choć wyjątkowo perfidne, są już na porządku dziennym, stając się źródłem sporego dochodu i niezłym "sposobem na życie".
– W połowie maja do moich drzwi zadzwoniła kobieta. Młoda. Na szyi miała coś jakby zalakowaną legitymację. Przedstawiła się z imienia i nazwiska jako wolontariuszka z fundacji zbierającej pieniądze na operację przeszczepu szpiku dla rocznego chłopczyka chorego na białaczkę, pokazała też list – opowiada Jerzy Marcol z Czerwionki-Leszczyn k. Rybnika. Kobieta miała również ostemplowaną listę, na którą wpisywała kwotę i dane ofiarodawcy. Darczyńca tę listę podpisywał. Pan Jerzy nie miał powodów, by kobiecie nie wierzyć. – Wzbudzała zaufanie. Poza tym, jak pomyślałem o tym chłopczyku, od razu stanął mi przed oczyma mój wnusio. Dałem 50 zł – mówi mężczyzna.
Anna Zając pogoniła mężczyznę, który przyszedł do jej domu, podając się za wolontariusza Caritasu. – Gęba czerwona i przepita. Taki był z niego wolontariusz, jak ze mnie królowa angielska – mówi kobieta. Pokazał jej jakąś pomiętoszoną kartkę (to miał być niby jakiś list), pomachał przed nosem zdjęciem gromadki dzieci i powiedział, że zbiera dla nich na jedzenie. Ponieważ pani Anna akurat dzień wcześniej zrobiła porządne zakupy, oznajmiła „wolontariuszowi”, żeby poczekał, to zrobi mu paczkę z żywnością. – Ale on stwierdził, że wolałby pieniądze. Wkurzył mnie takim zachowaniem więc mu odpowiedziałam, że ja też wolałabym mieć 2 tysiące emerytury zamiast 900 zł jakie mam, i pognałam won darmozjada – denerwuje się.
Artykuły
(69)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.37)
Miejscowość: Czerwionka-Leszczyny | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarz (cztery lata w gazecie samorządowej, ostatnie osiem w tygodniku regionalnym), wreszcie wolny strzelec.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Podgórski 27.05.2011 22:18
Straszne! Haniebne! Ale co robić? na widok każdej osoby z puszką wołać policję? Chyba nie! ale ja od dawna do żadnych puszek nic nie daję. Wolę dać prawdziwemu żebrakowi do reki. Ponadto jest tyle innych drog ofiarowania i pieniedzy i rzeczy, np. przez fundacje, ale tez sprawdzone.
Pierwszy film zarejestrowany okularami Google już w sieci! [YouTube]
(odsłon: +366)