Facebook Google+ Twitter

Wolontariusze - misjonarze dobrej woli

Nie pytam ile wezmę, tylko ile mogę dać. Wolontariusze to osoby, które wyznają taką właśnie zasadę i doskonale im się to udaje w realiach dzisiejszego, nieco zwariowanego i szalonego świata.

Wolontariusze PCK. / Fot. Grzegorz Gałasiński Dziennik ŁódzkiDzisiejszy świat wymaga od nas życia na pełnych obrotach. Praca, która miała być dla nas nie tylko źródłem utrzymania, ale również pewną formą spełnienia przeradza się często w zwykłą pogoń za pieniędzmi, a my biorąc udział w tym wyścigu, poświęcając się mu bez reszty pragniemy jak najszybciej dobiec do mety, myśląc tylko o zaspokojeniu własnych materialnych potrzeb, tylko o tym jak najszybciej wyprzedzić innych. Bo to wszak jest rywalizacja. A my musimy być lepsi niż inni, zarabiać więcej itd.

Goniąc tak zdarza się często, że zapominamy o rzeczach naprawdę ważnych, zatracamy zwykłe ludzkie wartości, które przecież powinny być dla nas na pierwszym miejscu. Ktoś może w tym momencie powiedzieć: ale rzeczywistość, w której dane nam jest egzystować nie pozostawia nam przecież wielkiego wyboru, musimy tak żyć, odkładając na bok wszelkie sentymenty, mając na względzie tylko i wyłącznie zysk i materializm. Czy faktycznie? Oczywiście, że nie!

Nie pytam ile wezmę, tylko ile mogę dać

Wolontariusze to osoby, które wyznają taką właśnie zasadę i doskonale im się to udaje w realiach dzisiejszego nieco zwariowanego i szalonego świata. A ja spotkałem ich bardzo wielu: Marcin, Magda, Marta i w końcu Małgosia.

Idea wolontariatu nie jest oczywiście żadną nowością, jest zapewne tak stara jak sama ludzkość. Wydaje się jednak, że dziś, w obliczu czasów, w których żyjemy nabiera ona całkiem nowego znaczenia. Wolontariusze świadomie i dobrowolnie ofiarują swą pomoc i nie pobierając żadnego wynagrodzenia, pracując na rzecz innych osób oraz uprawnionych do tego organizacji i instytucji na zasadach określonych w ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie – tak w wielkim skrócie można zdefiniować wolontariat. Zajmują się nim w przeważającej części przypadków ludzie młodzi, ale oczywiście nie ma tutaj żadnych ograniczeń wiekowych.
– Wolontariuszem może zostać każda osoba, nawet niepełnoletnia. Wówczas jednak potrzebna jest pisemna zgoda rodziców. Jeżeli zaś chodzi o przygotowanie i kwalifikacje wolontariusza do danego rodzaju wykonywanych świadczeń, to są one oczywiście mile widziane, obowiązkowe jednak tylko wówczas, gdy wymagają tego przepisy prawne – mówi Magda Czarkowska, która od wielu lata jest wolontariuszką w hospicjum.

Jak się okazuje, wbrew pozorom coraz więcej osób na całym świecie poświęca swój czas na pracę w ramach wolontariatu. A jak to wygląda w Polsce? Z przeprowadzonych przez firmę SMG/KRC kilka lat temu badań, wynika, iż na przykład w roku 2002 aż 3 miliony Polaków pracowało, jako wolontariusze. Odbywało się to na różnych zasadach, bowiem niektórzy, na przykład, przez jeden dzień zbierali pieniądze dla WOŚP, z kolei inni pracy społecznej poświęcali się systematycznie, codziennie przez cały rok. Ale i tak ta liczba jest wręcz powalająca.
– Od pewnego czasu pomagam osobom nieuleczalnie chorym w jednym z białostockich hospicjów. Taki wolontariat to potężne emocje, cieszę się, że jestem w stanie komuś pomóc, to ogromna satysfakcja – stwierdza Marcin Zieliński, który jakiś czas temu przypadkowo, podczas rozmowy powiedział mi o tym, że jest wolontariuszem. – Przebywając z ludźmi nieuleczalnie chorymi odkrywam świat, o którym wcześniej nie miałem pojęcia. Niejednokrotnie pomiędzy wolontariuszami a ich podopiecznymi tworzy się niezwykła więź. To wspaniałe i naprawdę trudne do opisania w słowach. Mogę powiedzieć, że moja praca w hospicjum to po prostu wbrew pozorom... nauka życia – dodaje.

Teraz zdradza mi szczegóły swej pracy w hospicjum. Marcin opowiada o niej z niezwykłą pewnością w głosie, widzę wyraźnie, że jest mocno poruszony. Podobne emocje zauważam rozmawiając z inną wolontariuszką, Martą Grzymkowską z Lublina, która przez wiele lat pracowała między innymi z osobami niepełnosprawnymi.
– Będąc z tymi ludźmi mogę się od nich nauczyć przede wszystkim cierpliwości, pogodzenia z życiem, pogody ducha, takiej codziennej radości, ale również tolerancji i otwartości. Nie wiem czy ja nie wzięłam od niech więcej niż im dałam – mówi Marta.

„Misia” na Madagaskarze

Późne popołudnie, dzwonię do mieszkającej w Warszawie Małgosi Przepiórki obecnej prezes założonej przez siebie fundacji „My baobab”. Umawiam się na spotkanie w restauracji mieszczącej się w jednym z centrów handlowych. Małgosia jest studentką Instytutu Romanistyki UW i podyplomowych studiów na kierunku Rozwój w dobie globalizacji. Global Developement. W roku akademickim 2005/2006, korzystając z urlopu dziekańskiego, przez rok pracowała jako nauczyciel i wychowawca w zespole szkół (podstawówka, gimnazjum, liceum techniczne) w Mahajanga na Madagaskarze z ramienia Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. Po powrocie z misji Małgosia powołała do życia fundację, „My baobab”, która stawia sobie za cel działanie na rzecz rozwoju inicjatyw społecznych i świadomości społecznej oraz wspieranie Madagaskaru i innych krajów Afryki.

To będzie bardzo interesująca i emocjonująca rozmowa. Stoję już przy wejściu do restauracji, zbliża się godzina umówionego spotkania. Wchodzę do środka, widzę, że Małgosia już na mnie czeka. Energicznie podnosi się z krzesła i pozdrawia mnie ręką. To 23-letnia wysoka, elegancko, ale swobodnie ubrana dziewczyna z upiętymi w koczek blond włosami. Urocza, pełna energii i pomysłów. Kelnerka podaje nam aromatyczną kawę. Tak, teraz możemy zacząć już rozmowę.
– Rozpoczęłam studia w Warszawie i na pierwszym roku dowiedziałam się o wolontariacie misyjnym “Don Bosco”, który ma swą siedzibę na ulicy Korowodu. Będąc na drugim roku zaczęłam tam regularnie chodzić, poznawałam wolontariuszy, którzy byli lub nadal są i przyjeżdżają tylko na wakacje, aby odpoczywać i leczyć się w tym właśnie ośrodku. Rozmawiałam z nimi, dowiadywałam się więcej o tym, co robią itd. Oprócz tego wykonywałam także konkretną pracę, taką jak np. tłumaczenie listów dzieci adopcyjnych czy przygotowywanie animacji misyjnych, które później pokazujemy w szkołach i kościołach. Mówimy ludziom o tym jak wyglądają misje, aby to już nie było dla nich takie obce i egzotyczne. Taki okres przygotowawczy trwał rok, oprócz tych systematycznych spotkań w siedzibie „Don Bosco” pracowałam również jako wolontariusz w Warszawie. Podczas tego czasu dowiedziałam się wielu bardzo ważnych rzeczy na temat wolontariatu misyjnego. To zaczęło się mniej więcej w październiku, a w kwietniu dowiedziałam się już, że jest zapotrzebowanie na wolontariuszy znających język francuski na Madagaskarze. A ja znam francuski, przemyślałam wszystko, poukładałam sobie to w głowie i podjęłam decyzję o wyjeździe na misje – opowiada Małgosia.

Międzynarodowy wolontariat „Don Bosco”, w którym działa Małgosia powstał w 2002 roku z inicjatywy Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie. Jak czytamy na stronach internetowych MWDB, “Don Bosco” jest odpowiedzią młodych ludzi na wezwanie papieża Jana Pawła II, zapraszające do wypełnienia swojego powołania w świecie: "...jesteście niezbędni nie przez to, co możecie uczynić dzięki waszym zdolnościom i sile fizycznej, ale przez to, co możecie uczynić dzięki wierze w Boga ... Wolontariat, ten wspaniały fenomen naszych czasów, powinien być żywy pośród was. (...) żaden młody człowiek, będący w waszym wieku, jeśli nie poświęci - w takiej czy innej formie - jakiejś cząstki swego czasu na służbę innym, nie może nazywać siebie chrześcijaninem" – mówił papież.

Wolontariuszem “Don Bosco” może zostać każdy młody człowiek, który chce poświecić swój czas na pomoc biednym i potrzebującym na całym świecie. Elastyczność, czyli umiejętność dostosowywania się do różnych warunków – to według Małgosi najważniejsza cecha osobowości, którą powinien posiadać wolontariusz jadący na taką misję.
– Jest tak dlatego, że zazwyczaj nie znamy realiów jakie panują w krajach, do których jesteśmy wysyłani. Trzeba się szybko i łatwo oswajać i dostosowywać do momentu, chwili, temperatury, to bardzo ważne, a pracy jest naprawdę mnóstwo. Trzeba być otwartym i akceptować kraj, do którego zostaliśmy wysłani – opowiada z wielkim przejęciem Małgosia.

Po chwili dowiaduję się, iż oprócz wspomnianej “elastyczności” niezbędna jest również świadomość, że wolontariusz nie jedzie na misje tylko dla siebie, aby się rozwijać i poznawać nowe kraje. Misja jest przede wszystkim dla innych, a osoba, która się na nią decyduje musi doskonale zdawać sobie z tego sprawę.

“Ja tam jadę dla innych”

To zawsze musi być dla misjonarza na pierwszym miejscu.
– Dzięki właśnie takiemu nastawieniu, otwartości oraz pewnego rodzaju akceptacji, o których wspomniałam wcześniej, my wolontariusze jesteśmy w stanie otrzymywać ogromne bogactwo, które wnoszą w nasze życie mieszkańcy kraju, do którego zostajemy wysłani na misje. To są właśnie rzeczy, o których trzeba pamiętać – mówi Małgosia.

Po chwili przechodzę do następnego pytania. Chcę się dowiedzieć, czym zajmowała się moja rozmówczyni jako wolontariuszka na trwającej rok misji w Afryce.
– Pracowałam ze społecznością mieszkającą w jednej z bardzo biednych dzielnic Mahajangi na Madagaskarze. Aby móc pracować związałam się z siostrami salezjankami, które stworzyły tam bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę szkolnictwa i pomocy, która związana jest z Kościołem i różnego rodzaju organizacjami pozarządowymi, ponieważ rząd Madagaskaru nie jest w stanie pomóc mieszkańcom biednych dzielnic. Zobaczyłam wówczas jak ciężką pracę wykonują siostry oraz inni przebywający tam ludzie. To dla mnie wspaniałe i poruszające doświadczenie – tłumaczy Małgosia.

Dowiaduję się, że pracowała w szkole z dziećmi, od rana do wieczora uczyła języka angielskiego i francuskiego, dosłownie, ponieważ jak mówi moja rozmówczyni, lekcje zaczynały się o 6:30 a o18:30 kończyły. Ciężka praca, trud, wysiłek, ale to nie ma znaczenia. Ważne, że można pomóc, zrobić coś dla innych, uczucie, że nie jestem tam dla siebie oprócz, ogromnej satysfakcji, daje również ogromny power. To właśnie dzięki niemu Małgosi udało się wytrwać ten rok na Madagaskarze.
– Chciałabym ponownie pojechać na misję do Afryki. Dlaczego? W momencie, gdy się tam raz pojedzie i zobaczy się jak można pięknie żyć, pomimo tego, że dla nas, przyzwyczajonych do naszych europejskich wartości, tryb życia i obyczaje Malgaszy wydawać się mogą czystym szaleństwem, to w momencie, gdy zaczyna się żyć z tymi ludźmi i brać, to co jest najlepsze z ich zachowań i kultury, a w zamian dawać ogrom siebie to tworzy się bardzo silna, wyjątkowa więź – mówi wolontariuszka.

Projekt „My baobab”. A cóż to takiego?

Rozmawiamy jeszcze kilka minut o założonej przez Małgosię Fundacji “My baobab”, moja rozmówczyni z autentyczną pasją w głosie opisuje jej cele, dla których została powołana.
– Fundację zdecydowaliśmy się założyć po powrocie z Madagaskaru razem z innymi wolontariuszami z ramienia Międzynarodowego Wolontariatu "Don Bosco". Jest to inicjatywa osób, które mają przynajmniej roczne doświadczenie pracy charytatywnej w państwach Afryki (Madagaskar, Kenia, Zambia, Uganda). Jak już wiesz, nazwaliśmy ją „My baobab”. Zajmuje się ona realizacją projektu „Stypendia uniwersyteckie na Madagaskarze”, w ramach którego finansujemy wyjazd na studia młodym utalentowanym maturzystom – mówi Małgosia.

Opowiada jeszcze o trudach biurokratycznych jakie musiała pokonać, aby założyć fundację.
– Dopiero po roku udało nam się zebrać wszystkie, niezbędne dokumenty i rozpoczęliśmy działalność – mówi. Dowiaduję się jeszcze, że dzięki fundacji we wrześniu br., pierwsza grupa studentów zaczęła już naukę na uczelniach. Po inne szczegóły Małgosia odsyła mnie na strony internetowe “My baobab”.
– Dobra wola i chęć pomocy innym – tyle wystarczy, jeżeli ktoś chce pracować w ramach naszej fundacji. Takie osoby powinny znać również numer mojego telefonu – dodaje z uśmiechem.

Dziękuję za rozmowę, chwila ciepłego pożegnania i prezes fundacji szybkim, dynamicznym krokiem kieruje się do wyjścia. Ma jeszcze dziś do załatwienia kilka fundacyjnych spraw, uśmiechając się macha mi jeszcze na pożegnanie.

Ludzie dobrej woli

Jestem już w domu, otwieram stronę fundacji Małgosi i zagłębiam się w lekturze.
"Pragniemy zacząć od projektu stypendialnego dla uzdolnionych uczniów z placówek, w których pracowaliśmy. Mieliśmy okazję dobrze ich poznać i nie możemy się zgodzić, aby ich talenty zostały zmarnowane tylko z powodu braku środków finansowych na kontynuowanie nauki na szczeblu uniwersyteckim. Kraje Afryki, aby mogły w pełni samodzielnie się rozwijać potrzebują wykształconych obywateli, którzy wezmą odpowiedzialność za przyszłość swojego kraju" – czytam.

Co ciekawe, dowiaduję się także, że działalność projektów prowadzonych przez „My baobab” nie będzie ograniczać się tylko do sfery edukacji.
"Chcemy też wspierać, na miarę naszych możliwości, wszelkie inicjatywy na rzecz rozwoju świadomości społecznej oraz sytuacji ekonomicznej Madagaskaru i innych krajów Afryki. Chodzi tu o projekty dotyczące ochrony środowiska, opieki medycznej i niesienia doraźnej pomocy ofiarom klęsk żywiołowych. Wiemy, że potrzeby są nieograniczone, ale wierzymy, że przy pomocy ludzi dobrej woli, choć w części uda nam się przynieść ulgę tym, którzy sami nie są w stanie poradzić sobie ze skalą przeciwności, z jakimi przyszło im się zmierzyć".

Podążając wzrokiem za kolejnymi linijkami tekstów na stronach fundacji „My baobab” nagle przypominam sobie o zbliżających się świętach Wielkiej Nocy, czuję dobrze mi znaną świąteczną atmosferę, klimat miłości, w którym nikt nie powinien czuć się samotny i zostawiony samemu sobie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

na pewno:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dziękuję :)macieklew

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja mam 15 lat i marze o tym aby wyjechać do Afryki jako wolontariuszka. bo w końcu człowiek nie urodził się sam dla siebie tylko także po to by pomagać innym, a to byłby ważny krok w moim życiu. tylko co mam zrobić żeby moc wyjechać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za temat i sposób napisania. Jednak tekst trochę za długi. Ale i tak plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy materiał i bardzo ważny temat...

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo "pracowity" materiał, chylę czoła. Ale zarówno wolontariat, jak i różnego rodzaju fundacje, to często też przykrywka dla niezłych szwindli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) bardzo dobry artykul:) gratuluje pomyslu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za temat i włożoną pracę.Tekst w sam raz na te święta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.