Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180598 miejsce

Woodpeckers from Mars

Na naszych oczach rozkręca się przedstawienie w Cyrku Europa.

Halo! Halo! Tu wasz specjalny korespondent z Cyrku Europa. Spieszę poinformować, że spektakl pt. „Winien i ma”, prezentowany od dłuższego czasu przez niemieckich komików i akrobatów z każdą chwilą nabiera rumieńców. Dla porządku pokrótce przypomnę dotychczasowy przebieg przedstawienia.

Tuż przed przerwą widzieliśmy występ naszej największej (choć we własnym kraju kompletnie nieznanej) gwiazdy: zimnej Eryki – skrzypaczki i akrobatki występującej pod pseudonimem „Blond-Bestia”. Za sprawą nieprawdopodobnej zręczności oraz dzięki doskonałej synchronizacji z reflektorem, artystka to pojawiając się, to znów znikając publiczności z oczu, dokonuje istnych cudów w ewolucjach na trapezie.

Mieliśmy również przyjemność obejrzeć zmysłowy taniec z rurą w wykonaniu duetu „Gerard i Aniela”. W tej części programu wystąpił gościnnie światowej sławy pogromca – mistrz Władymir, przez przyjaciół zwany Jego Imperatorską Wysokością, przez resztę zaś „sumą wszystkich smutków”. Ten drobny, przyodziany w niedźwiedzią szubę człowieczek o niewiarygodnie długich rękach, potrafi zadziwić biegłością w strzelaniu z bata. Być może to właśnie ów legendarny osobisty urok sprawia, że bardzo szybko udało się Władymirowi wprawić w stan ekstazy nie tylko tańczącą parę... Scena, gdy na zakończenie pokazu, srogi treser podchodzi do łaszącego się doń Gerarda i - poczęstowawszy kostką cukru - głaszcze po grzywie, a następnie zapina na smycz i przy akompaniamencie huraganowych braw znika za kurtyną, na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Artyści nie na długo pozwalają odpocząć publiczności. Już po chwili widzimy wspaniałą paradę peletonu złożonego z 220 czerwono-zielonych klaunów, przystrojonych w gustowne kapelusiki z piórkiem, wieńczące śliczne, tęczowe czuprynki. Dokonując cudów woltyżerki, wesoła kompania wkrótce dogania zimną Erykę, sprawiającą dotąd wrażenie trochę osamotnionej. Dzieje się to akurat w chwili, gdy nasza Blond-Bestia wspaniałym susem spod ugwieżdżonej kopuły, zeskakuje na arenę. Naręcza świeżych kwiatów lądują u jej stóp, gdy kłaniając się, staje na niewielkim kopczyku usypanym z piszczeli i czaszek. Nie milkną oklaski. Posągowe oblicze akrobatki rozpromienia uśmiech szczęścia. Fragment kwartetu cesarskiego Haydna upewnia w przekonaniu, że dla naszej gwiazdy, skrzypce nie są jedynie rekwizytem.

Tymczasem, wykonując serię figur, w porównaniu z którymi salto mortale to błahostka, pojawia się na scenie arlekin Jochen-Konrad. Ubrany w rodzaj togi z wyłogami oraz skromny tupecik pokazuje wszystkim ogromne, starannie oprawione arkusze. A na nich wręcz roi się od wygrawerowanych gotykiem paragrafów i merdających tasiemkami odcisków lakowych pieczęci. Arlekin, chwytając brunatną teczkę z gracją torreadora,  prowokuje do ataku chudą krowę, wepchniętą nagle na scenę. Przez moment Jochen-Konrad udaje zaskoczenie. Następnie podbiega do krowy, wyciąga z teczki stołeczek i kucnąwszy zaczyna doić. Podczas tej czynności chwacko podśpiewuje ucieszną piosnkę o podłych kłusownikach i gajowym-kosmicie, depcących konwencje i prawa człowieka. Aniela z Eryką oraz chór klaunów pomagają mu w refrenie.

Niestety, ten piękny spektakl nie jest wolny od zgrzytów. Grupa pijanych złodziei samochodów, którym w ramach wdrażanego przez dyrekcję cyrku programu resocjalizacyjnego nieopatrznie podarowano bilety, w pewnej chwili wszczyna awanturę. Osobnicy samym swoim wyglądem budzący niesmak, pozwalają sobie na impertynencje i twierdzenie, że naturalność koloru włosów skrzypaczki-akrobatki nastręcza wątpliwości. W pijanym widzie bełkoczą coś o wypalonych ruinach, rabunkach (sic!) i stosach trupów. Kilku, najwyraźniej nie całkiem przebudzonych, próbuje popisywać się znajomością języka artystów, wznosząc okrzyki: „Juristen böse Christen!". Niektórzy, wygrażając pięściami skandują: „Eryka do kurnika!”, „Marsjanie na Marsa!”, albo: „Veto! Nie pozwalam!”.

Na zakończenie przedstawienia kierownik trupy wygłasza przygotowane wcześniej oświadczenie. Zdecydowanie potępia w nim próby przypisywania któremukolwiek z niemieckich cyrkowców jakichkolwiek związków z szajką znaną powszechnie pod kryptonimem „Dzięcioły z Marsa” („Woodpeckers from Mars”).

Przypomnijmy, chodzi o bandę, której hersztem był niejaki Nadleśniczy i która na przestrzeni trwającego dwanaście lat tysiąclecia, bez czyjejkolwiek wiedzy i zgody zarządzała całym tym cyrkiem. Pod oświadczeniem, które raz na zawsze ucina niemądre dywagacje, podpisali się wszyscy uczestnicy obecnego przedstawienia. Od najmniejszego karzełka, aż po Anielę z Eryką. Kiedy jeszcze z pomocą mistrza Władymira uda się poskromić złodziei i pijaków, będzie można odetchnąć z ulgą.

Ale uwaga! Show must go on. Właśnie fanfary sygnalizują koniec przerwy. Za chwilę dalszy ciąg tego świetnego spektaklu. Obyśmy nie pękli. Rzecz jasna - ze śmiechu... Brawa dla artystów!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Carramba!!! A jednak "oszołomy" z N. Dziennika miały rację, wskazując ukryte cele polityki niemieckiej :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Chadecki deputowany do Bundestagu Jochen-Konrad Fromme kwestionuje traktat poczdamski i wzywa Polskę, by wyznała swoje powojenne winy", napisała na pierwszej stronie dzisiejsza "Rzeczpospolita". Więcej na ten temat tutaj:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_061212/pierwsza_strona_a_1.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.