Facebook Google+ Twitter

World Trade Center - 5 lat życia w strachu

Kolejne zamachy w Madrycie, Londynie, pokazały, że zderzenie cywilizacji, o którym pisał słynny politolog Samuel Huntington, faktycznie następuje, a spory kulturowe zdominować mogą międzynarodową politykę najbliższych lat.

11 września – świat zamarł w bezruchu

8:46 czasu nowojorskiego. Samolot linii American Airlines uderza w północną wieżę kompleksu World Trade Center. 17 minut później kolejny samolot wlatuje w drugą wieżę. Nie ma już wątpliwości – to zamach terrorystyczny. Następny samolot spada na Pentagon. Kolejny, zmierzający do Białego Domu, nie dociera do celu. Obie wieże WTC runą w gruzach, by ostatecznie pochłonąć 3 tys. ofiar.

Podkreślano zimną krew, jaką zachowali amerykańscy obywatele, bohaterstwo służb ratunkowych, których liczni funkcjonariusze pięć lat po zamachu poważnie chorują w wyniku akcji. Wielu z nich zginęło niosąc pomoc. Powszechnie chwalony był też ówczesny burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani, prawdopodobny kandydat w wyborach prezydenckich w 2008 roku. Świat obeszły momentalnie obrazy z miejsca zdarzeń, pokazujące chaos, kurz, dym, same zamachy, przede wszystkim zaś zaskoczenie.

Zachodni świat pogrążył się w żałobie. Uderzenie w światowe centrum handlu, poza oczywistymi szkodami, miało też wymiar symboliczny. Potężny cios w samo serce cywilizacji sprawił, że Zachód poczuł się zjednoczony, jak nigdy wcześniej. Co jednak wkrótce miało się zmienić i być może już się nie powtórzy.

Wojna z terroryzmem

Rozpoczęły się poszukiwania winnych. Mówiono o Palestynie, o wewnętrznych amerykańskich organizacjach paramilitarnych. Później doszła nawet teoria o spisku służb specjalnych, który miałby usprawiedliwić przyszłe działania amerykańskich władz. Niektórzy podejrzewali z kolei Izrael, twierdząc, że w momencie zamachu w budynkach nie było ani jednego Żyda. Dość szybko ogłoszono, że pewne ślady prowadzą do nieznanego szerszej publice saudyjczyka Osamy bin Ladena.

Już w październiku 2001 r. Stany Zjednoczone z poparciem licznych koalicjantów rozpoczęły wojnę przeciwko afgańskim talibom, którym dowodził właśnie bin Laden. Choć regularna wojna skończyła się dość szybko, jego terrorystyczna organizacja Al-Kaida nadal utrzymywała swe wpływy w świecie islamskich fanatyków. Nie udało się też zabić samego bin Ladena, który dość regularnie przemawia z taśm za pośrednictwem arabskich telewizji. W październiku 2004 r. bin Laden przyznał się do organizacji zamachów. Jego pozycja słabła jednak, także w świecie arabskim, a zdeterminowany sojusz antyterrorystyczny wydawał się bliski zwycięstwa.

Zachód się dzieli

Wojska stacjonują jednak w Afganistanie do dziś, borykając się z licznymi problemami. Niemal codziennie toczą się walki z bojówkami, z których znaczna część reprezentuje po prostu gangi narkotykowe. Projekt szybko wprowadzanej, stabilnej demokracji upadł. W dodatku wojna w Iraku, rozpoczęta w marcu 2003 fundamentalnie podzieliła koalicjantów, których stosunki poważnie się ochłodziły. Tzw. "jastrzębie" w administracji prezydenta Busha, uznali, że wojna z terroryzmem, od pewnego czasu wykorzystywana już jako hasło propagandowe, prowadzące Busha do kolejnego wyborczego zwycięstwa, wymaga bezwzględnego użycia siły.

Amerykańscy neokonserwatyści popadli w głęboki dysonans z Europą, w szczególności zaś z Niemcami i Francją (co po części wynikało też pewnie z egoistycznych ambicji, a także ekonomicznych interesów członków koalicji). Na podstawie przestarzałych materiałów wywiadowczych próbowali na forum ONZ uzasadnić interwencję posiadaniem przez Saddama Husajna broni masowego rażenia i dążeniami do rozbudowania tego arsenału. Znaleziono jednak niewiele więcej niż stare głowice chemiczne. Oczywiście nie jest to ostateczny dowód, że broni tej tam nie było. Mogła bowiem zostać zniszczona lub dobrze ukryta.

Rozmawiać czy nie?

Tak czy inaczej, jednostronne działania USA na arenie międzynarodowej nie przysporzyły im sympatyków i wzmocniły falę nienawiści do zachodniego mocarstwa w świecie arabskim. Może się okazać, że doktryna "zero dialogu z terrorystami" jest całkowicie błędna, a bez rozmów nie da się walczyć z problemami, które USA chcą rozwiązać. Taktyka oparta na sile wzmaga bowiem wrogość adwersarza, co jest widoczne choćby w Palestynie, a ostatnio też w Libanie. Niemal ślepe popieranie Izraela, wynikające w dużej mierze z niezwykle silnego w Stanach lobby żydowskiego, nie zawsze jest właściwe.

Z drugiej strony, miękkość, która może być odebrana jako oznaka słabości, też nie musi sprzyjać sukcesowi. W dodatku doświadczone przykładem Iraku państwa arabskie przechodzą proces stopniowej demokratyzacji. Można się spierać, czy jest to wynik strachu, a może efekt domina, da się jednak zauważyć pewne pozytywne procesy w tym regionie.

Niestety, jak pokazał przykład rządzonej przez Hamas Palestyny czy Iranu z prezydentem Ahmadineżadem, demokracja w krajach arabskich nie zawsze musi przynieść oczekiwane rezultaty. Iran z kolei, zapewne pod wpływem polityki USA, dąży do jak najszybszego zbudowania broni masowego rażenia. Kraj ten jest ważny także ze względu na pokaźne złoża ropy. Mało prawdopodobne wydaje się, by wojska amerykańskie weszły tam z interwencją, choć dialog z prezydentem tego kraju, który próbuje prowadzić ONZ i Europa jest bardzo trudny.

Zderzenie cywilizacji

Ameryka po części wrogów wypracowuje sobie sama. Kolejne zamachy w Madrycie, Londynie, pokazały jednak, że zderzenie cywilizacji, o którym pisał słynny politolog Samuel Huntington, faktycznie następuje, a spory kulturowe zdominować mogą międzynarodową politykę najbliższych lat. Strach stał się nieodłącznym towarzyszem codzienności. Globalny terroryzm niekorzystnie wpływa też na wahania indeksów giełdowych, a przede wszystkim cen ropy. Jej wysokie ceny wzmacniają z kolei autorytarne reżimy, które swą siłę opierają głównie na niej. Rzekome względy bezpieczeństwa stały się usprawiedliwieniem dla ograniczania swobód obywatelskich, a nawet, jak w USA, podsłuchiwania rozmów telefonicznych. Nietrudno dojść do wniosku, że stan ten może okazać się niebezpieczny dla poziomu zaufania pomiędzy ludźmi i prowadzić do nadużyć ze strony władz. Erozję wielokulturowych społeczeństw obserwować można już dziś, choćby na przykładzie niedawnych zamieszek na paryskich przedmieściach.

Na miejsce dwóch wież WTC powstaną nowe budowle. Cokolwiek zostanie tam postawione, wiadomo, że będzie to twór monumentalny, doniosły symbol. Symbol mający obrazować siłę demokracji i fakt, że zachodnich ideałów nie da się łatwo obrócić w pył. Oblekając jednak polityczne interesy w piękne hasła niewiele można zdziałać. Stany Zjednoczone biorąc na siebie przywództwo w konflikcie, jakiego dotychczas nie było, powinny być świadome ogromnej odpowiedzialności, jaka na nich ciąży. Nie działać pochopnie, odrzucić kult siły, zrozumieć, że ogniem i mieczem można wygrać bitwę. Ale wojna trwa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Owszem, wielu zgineło - policjanci i strażacy. Piszemy o nich *bohaterowie*. Nie chcę pomniejszać ich zasług, ale definicja bohatera raczej nie obejmuje człowieka, który został posłany na pewną smierć (choc nie wiedziweli o tym także zwierzchnicy) i nieświadomie został bohaterem. Oni nie wiedzieli, że zaraz wieże runą .gdyby wiedzieli to pedziliby na łeb na szyje ku wyjściu. Podczas powodzi w Nowym Orleanie mieliśmy zanadto wiele przykładów policjantów i strażaków, którzy skrewili. A to byli/są tacy sami Amerykanie (i tu, i tam). A dla wielu Arabów bohaterami są (wiecie kto)? Jesli ktoś gasi reaktor w Czarnobylu i zna zagrożenie, ale się poświęca dla innych (i ginie) to jest bohaterem. Nie jest ten, co nie ma pojecia o bohaterstwie, a pędzi na akcję po kielichu i gasi pożar, a ginie po paru miesiącach. Oczywiście, należy szanować tych ludzi, ale nie zmieniajmy znaczenia *bohater*.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tak już bywa , że czlowiek czasem niemysli, a jak okaże sie, że popełnił błąd to niewie mgdzie uciekać aby kara go niedosięgła
I tak jest w tym przypadku również

Komentarz został ukrytyrozwiń
Velin
  • Velin
  • 11.09.2006 15:02

Tomek oby tak dalej :)...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Reakcja
  • Reakcja
  • 11.09.2006 11:49

A ja wam wszystkim moge tylko jedno powiedziec , ze to nie byla robota Al Kaidy choc pozniej i to ze sporym opoznieniem do tego zamachu sie przyznala dajac tej organizacji rozglos w swiecie . Ja juz USA nic a nic nie wierze , szybciej uwierze Lepperowi ze talibowie ladowali z agentami CIA w Polsce , Bush jest najwiekszym klamca od upadku Hitlera i Stalina , w propagandzie przescignol ZSRR i to stukrotnie, Bush dazy do panstwa kontrolowanego tzn. kazdy obywatel bedzie na biezaco inwigilowany i tylko patrzec jak amerykanie beda znaczeni chipami lub jakims innym wzorem , Po drugie zamachy w Madrycie i Londynie nie byly ispirowane przez Al Kaide co jest w 100% udowodnione , po trzecie , gdzie jest bron masowego razenia w Iraku jak zapewnial caly swiat prezydent Bush wraz ze swoja klika , do dzisiaj nie znaleziono nic co wygladaloby na takowa bron , i na koniec musze stwierdzic ze Prezydent stanow zjednoczonych G.W.Bush jest najwiekszym klamca swiata i dalej bedzie oszukiwal swiat co doprowadzi do wybuchu trzeciej wojny swiatowej .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.