Facebook Google+ Twitter

Wpadki pracodawców

Poszukującym pracy dobrze znane są porady dotyczące konstruowania CV i zachowania się podczas rozmowy rekrutacyjnej. Czy pracodawcy są równie dobrze przygotowani do swojej roli?

 / Fot. sxc.huFakt, że wielu pracodawców zapoznaje się z aplikacjami kandydata dopiero na samym spotkaniu, jest już dla nas czymś normalnym. Nie irytuje nas nawet fakt, że firmy chcąc o nas wiedzieć jak najwięcej przeglądają nasz profil na Naszej Klasie. W ogóle mało kto zastanawia się, dlaczego wiele firm ukrywa się za agencjami doradztwa personalnego. Czy może być gorzej? Oto trzy jeszcze gorsze wpadki pracodawców.

Atrakcyjna posada dla praktykanta - przypadek pierwszy



Agnieszka P. została zaproszona na spotkanie w sprawie pracy przez agencję reklamową. Jest to firma stosunkowo młoda, jednakże w swoich dokonaniach ma już obsługę bardzo znanych marek. To budzi zaufanie. Na spotkaniu okazuje się, że "kwota netto do uzgodnienia", wynagrodzenie wynosi zero złotych w formie bezpłatnych trzymiesięcznych praktyk. Zadaniem praktykanta będzie samodzielne wdrażanie nowej usługi firmy. Od kiedy firma powierza tak odpowiedzialne zadanie, jak realizowanie nowej strategii sprzedażowej firmy, zupełnie nowej osobie i to w dodatku praktykantowi? To rzuca cień podejrzenia na uczciwość tego pracodawcy. Jeżeli Agnieszka P. wykaże się zaangażowaniem i kreatywnością podczas praktyk właściciel firmy podpisze z nią umowę o pracę.

Podobna historia przydarzyła się Łukaszowi M., który jako student logistyki i zarządzania podjął praktyki w pewnej firmie z branży spożywczej. Podczas praktyk Łukasz M. wykorzystując najnowsze rozwiązania systemów logistycznych (jak zarządzanie zapasami, magazynowanie) wyraźnie przyczynił się do polepszenia organizacji firmy. Łukasz M. nie tylko wykorzystywał wiedzę zdobytą na studiach, ale i na bieżąco w tej sprawie konsultował się z niezależną jednostką badawczo-rozwojową Instytutem Logistyki i Magazynowania. Zadowolony właściciel firmy widząc efekty pracy praktykanta obiecał mu pracę. Nie dotrzymał jednak słowa.

Nieraz zdarza się, że wykorzystuje się w ten sposób praktykantów łudząc ich podjęciem dalszej współpracy, okraszonej stosownym wynagrodzeniem. Po wykonaniu trudnych zadań, przysłowiowej "brudnej roboty", nie otrzymuje się nawet referencji, a "dziękuję" cichym głosem wydobywa się znad biurka dyrektora.

Wyjątkowo budująca rozmowa - przypadek drugi



Maciej W. poszedł na rozmowę rekrutacyjną do znanego wydawnictwa prasowego. Chciałby tam pracować jako sprzedawca powierzchni reklamowej. Po godzinnym spotkaniu, rozmowach z dwoma dyrektorami, gąszczu trudnych pytań, pracodawca oświadcza, że obecnie nie szukają nowych pracowników, tylko budują sobie bazę osób. Posłuży to w przyszłości w procesie rekrutacyjnym. Czy Maciej W. przyszedł na spotkanie, aby pomóc pracodawcy w budowaniu bazy danych?

Po ofercie pracy nie sposób odgadnąć prawdziwych intencji pracodawcy. W tym przypadku rekruter nie uszanował czasu kandydata, który mógł w tym czasie zrobić coś pożytecznego. Oświadczenie rekrutera o „budowaniu bazy” to wbicie sobie noża w kolano. Świadczy to o braku profesjonalizmu w rekrutacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

zarządzanie zapasami, magazynowanie - wymieniłem tutaj 2 nurty logistyki, którymi szczególnie zajmował się Łukasz M. w tej firmie wdrażając konkretne rozwiązania. Wiadomo, człowiek magazynuje sobie zapasy już od wielu tysięcy lat :) Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

miałeś ciekawy temat z potencjałem, ale moim zdaniem tekst jest po prostu słaby, kilka opisanych przypadków to za mało. poza tym zabiła mnie ten fragment: "Podczas praktyk Łukasz M. wykorzystując najnowsze rozwiązania systemów logistycznych (jak zarządzanie zapasami, magazynowanie)" LOL rzeczywiście zdobycze myśli logistycznej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem weteranem poszukiwania pracy i mógłbym podać wiele podobnych przykładów. Ale zacznę od tego, że nie istnieje na dzisiejszym rynku pracy coś takiego jak testy kompetencyjne - o przyjęciu/nieprzyjęciu kandydata decyduje jakiś taki "spontaniczny wybór" (chociaż nie wiem, może wróżby z fusów porannej kawy albo, jak w starożytności, auspicje?), a jeśli można dopatrzeć się jakiejkolwiek formy oceniania, to wyłącznie po wyglądzie. Pytania na rozmowach dotyczą wyłącznie spraw prywatnych. Czasami jest sprawdzana znajomość języków obcych, wygląda to w ten sposób: - "A jak u pana jest ze znajomością angielskiego?" (każdy może odpowiedzieć "Super", nawet jak nie zna ani słowa).

1) Znana, łódzka uczelnia, haerówka do haerówki: "To my z nim teraz mamy przeprowadzić rozmowę??". Kandydowałem tam 2,5 roku później i rekrutacja wyglądała dużo bardziej profesjonalnie. Ale w ogłoszeniu podano zupełnie inne stanowisko, niż rzeczywiście było przedmiotem rekrutacji, a zamiast nazwy uczelni - "Duża grupa finansowa". Spytana, haerówka tłumaczyła, że w ten sposób przechytrzyli konkurencję, tacy są sprytni! Być może, ale ja jestem przekonany, że chodziło o coś innego - widocznie to stanowisko było wówczas obsadzone, planowali tę osobę zwolnić i nie chcieli, żeby się o tym dowiedziała przed znalezieniem następcy.

2) Pan przedsiębiorca, który skończył widocznie jakiś kurs weekendowy albo przeczytał książkę "Jak zostać grafologiem w 1 dzień", poprosił mnie o napisanie "czegoś o sobie" na kartce, a później, dumny z siebie niesłychanie: "Acha! Słuchasz pan muzyki... rockowej!" A następnie kilka zupełnie chybionych strzałów na temat moich rzekomych cech charakteru.

3) Na porządku dziennym są debilne pytania w rodzaju "Jakim zwierzęciem/rośliną/napojem chciałby pan być?", "Co pan będzie robił za 5/10/15/20 lat?", "Jakie są pana 3 słabe i 3 mocne strony" - wszystkie pochodzące z gotowca, wystarczy poszukać w internecie, są takie zestawienia "10/20 najczęściej zadawanych pytań na rozmowach kwalifikacyjnych". Ja mam umysł typowo analityczny, a do pracy na stanowiskach, na które kandydowałem nie potrzeba być filozofem. I trudno, żebym odpowiadał szczerze - "Jak nie będę miał normalnej pracy, to za 5 lat nie będę żył".

4) Normą jest żegnanie się z kandydatem (na zakończenie interview) słowami "W ciągu 2 tygodni skontaktujemy się ze wszystkimi kandydatami, bez względu na wynik rekrutacji". Ta "magiczna" formułka jest cynicznym kłamstwem, może raz mi się zdarzyło, że ktoś się ze mną skontaktował, żeby dać odpowiedź odmowną, ale ta pani nie mówiła akurat wcześniej o "2 tygodniach". Samemu nie można zadzwonić - rekruterki dzwonią do kandydatów z zaproszeniem na rozmowę z zastrzeżonego numeru (jest taka usługa "numer prywatny"), żeby kandydat nie mógł później oddzwaniać, bo co im będzie dupę truł.

5) Obok "2 tygodni", innym, słowem-kluczem oznaczającym "Nie chce mi się z tobą gadać" jest "chwila". Pierwszy raz się z nią zetknąłem podczas rozmowy telefonicznej z pewnym tak zwanym "pracodawcą", który po nieuzyskaniu odpowiedzi, która by go satysfakcjonowała, nagle się rozłączył: "Słabo słyszę, oddzwonię za chwilę". Nie muszę chyba dodawać, że oczywiście nie oddzwonił.

6) Podobny przypadek - kiedyś po roku od rozmowy zadzwoniła do mnie pani z pewnej firmy z branży BPO i pytała, czy aplikowałem (nie lubię tego słowa, ale takiego języka używają haerówki) do nich. Powiedziałem, że tak i nawet rok wcześniej byłem na rozmowie. Paniusia, zmieszana: "Ojej... Oddzwonię za chwilę".

7) Odpowiedziałem na ogłoszenie w sprawie pracy, zamieszczone przez pewną firmę z branży finansowej. Po 2 dniach do mnie dzwoni i to nie pani, a pan! Imię i nazwisko, nazwa firmy. Ucieszyłem się, bo to taka miła niespodzianka - pan z HR! A może to sam dyrektor? Ale chwilę później czekało mnie rozczarowanie - ów pan był akwizytorem funduszu emerytalnego, pragnącym mnie nakłonić na dodatkowe ubezpieczenie. Próbował podawać mi jakieś swoje statystyki, że bez III filaru "Tracimy tyle pieniędzy". Ucichł po tym, jak mu powiedziałem: "To jest mój prywatny numer i nie może pan go znać, chyba że zdobył go pan niezgodnie z prawem". Tłumaczył się jakoś mętnie i się rozłączył.

8) Zadzwoniono do mnie ze znanego banku i zaproszono na rozmowę. Osoba dzwoniąca dodała "I proszę wziąć swoje CV". Powiedziałem, że oczywiście wezmę, ale trochę mnie ta uwaga rozbawiła, więc spytałem: "A nie macie mojego życiorysu? Przecież zadzwoniła pani do mnie, więc widocznie je pani ma". - "No tak, ale nie mogę wydrukować, bo przekroczyliśmy limit wykorzystania papieru".

9) Niezwykle ciekawy przypadek - w trakcie procesu rekrutacyjnego zwolniono osobę przeprowadzającą rekrutację. Miałem dostarczyć uzupełniające dokumenty, ale gdy przyszedłem, dowiedziałem się, że ta pani "jest na zwolnieniu". Zadzwoniłem za parę dni i okazało się, ze ona już tam nie pracuje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.