Pozycja materiału w rankingach:
Poszukującym pracy dobrze znane są porady dotyczące konstruowania CV i zachowania się podczas rozmowy rekrutacyjnej. Czy pracodawcy są równie dobrze przygotowani do swojej roli?
Fakt, że wielu pracodawców zapoznaje się z aplikacjami kandydata dopiero na samym spotkaniu, jest już dla nas czymś normalnym. Nie irytuje nas nawet fakt, że firmy chcąc o nas wiedzieć jak najwięcej przeglądają nasz profil na Naszej Klasie. W ogóle mało kto zastanawia się, dlaczego wiele firm ukrywa się za agencjami doradztwa personalnego. Czy może być gorzej? Oto trzy jeszcze gorsze wpadki pracodawców.Zobacz także:
Artykuły
(8)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(3.90)
Wiek: 28 | Miejscowość: Poznań | Kraj: Polska
O mnie: Stowarzyszenie "Absolwenci na walizkach" www.absolwencinawalizkach.pl
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Dariusz Grochocki 04.08.2009 12:54
zarządzanie zapasami, magazynowanie - wymieniłem tutaj 2 nurty logistyki, którymi szczególnie zajmował się Łukasz M. w tej firmie wdrażając konkretne rozwiązania. Wiadomo, człowiek magazynuje sobie zapasy już od wielu tysięcy lat :) Pozdrawiam
Marcin Świerczek 04.08.2009 11:44
miałeś ciekawy temat z potencjałem, ale moim zdaniem tekst jest po prostu słaby, kilka opisanych przypadków to za mało. poza tym zabiła mnie ten fragment: "Podczas praktyk Łukasz M. wykorzystując najnowsze rozwiązania systemów logistycznych (jak zarządzanie zapasami, magazynowanie)" LOL rzeczywiście zdobycze myśli logistycznej.
Marek Jurkiewicz 03.08.2009 13:46
Jestem weteranem poszukiwania pracy i mógłbym podać wiele podobnych przykładów. Ale zacznę od tego, że nie istnieje na dzisiejszym rynku pracy coś takiego jak testy kompetencyjne - o przyjęciu/nieprzyjęciu kandydata decyduje jakiś taki "spontaniczny wybór" (chociaż nie wiem, może wróżby z fusów porannej kawy albo, jak w starożytności, auspicje?), a jeśli można dopatrzeć się jakiejkolwiek formy oceniania, to wyłącznie po wyglądzie. Pytania na rozmowach dotyczą wyłącznie spraw prywatnych. Czasami jest sprawdzana znajomość języków obcych, wygląda to w ten sposób: - "A jak u pana jest ze znajomością angielskiego?" (każdy może odpowiedzieć "Super", nawet jak nie zna ani słowa).
1) Znana, łódzka uczelnia, haerówka do haerówki: "To my z nim teraz mamy przeprowadzić rozmowę??". Kandydowałem tam 2,5 roku później i rekrutacja wyglądała dużo bardziej profesjonalnie. Ale w ogłoszeniu podano zupełnie inne stanowisko, niż rzeczywiście było przedmiotem rekrutacji, a zamiast nazwy uczelni - "Duża grupa finansowa". Spytana, haerówka tłumaczyła, że w ten sposób przechytrzyli konkurencję, tacy są sprytni! Być może, ale ja jestem przekonany, że chodziło o coś innego - widocznie to stanowisko było wówczas obsadzone, planowali tę osobę zwolnić i nie chcieli, żeby się o tym dowiedziała przed znalezieniem następcy.
2) Pan przedsiębiorca, który skończył widocznie jakiś kurs weekendowy albo przeczytał książkę "Jak zostać grafologiem w 1 dzień", poprosił mnie o napisanie "czegoś o sobie" na kartce, a później, dumny z siebie niesłychanie: "Acha! Słuchasz pan muzyki... rockowej!" A następnie kilka zupełnie chybionych strzałów na temat moich rzekomych cech charakteru.
3) Na porządku dziennym są debilne pytania w rodzaju "Jakim zwierzęciem/rośliną/napojem chciałby pan być?", "Co pan będzie robił za 5/10/15/20 lat?", "Jakie są pana 3 słabe i 3 mocne strony" - wszystkie pochodzące z gotowca, wystarczy poszukać w internecie, są takie zestawienia "10/20 najczęściej zadawanych pytań na rozmowach kwalifikacyjnych". Ja mam umysł typowo analityczny, a do pracy na stanowiskach, na które kandydowałem nie potrzeba być filozofem. I trudno, żebym odpowiadał szczerze - "Jak nie będę miał normalnej pracy, to za 5 lat nie będę żył".
4) Normą jest żegnanie się z kandydatem (na zakończenie interview) słowami "W ciągu 2 tygodni skontaktujemy się ze wszystkimi kandydatami, bez względu na wynik rekrutacji". Ta "magiczna" formułka jest cynicznym kłamstwem, może raz mi się zdarzyło, że ktoś się ze mną skontaktował, żeby dać odpowiedź odmowną, ale ta pani nie mówiła akurat wcześniej o "2 tygodniach". Samemu nie można zadzwonić - rekruterki dzwonią do kandydatów z zaproszeniem na rozmowę z zastrzeżonego numeru (jest taka usługa "numer prywatny"), żeby kandydat nie mógł później oddzwaniać, bo co im będzie dupę truł.
5) Obok "2 tygodni", innym, słowem-kluczem oznaczającym "Nie chce mi się z tobą gadać" jest "chwila". Pierwszy raz się z nią zetknąłem podczas rozmowy telefonicznej z pewnym tak zwanym "pracodawcą", który po nieuzyskaniu odpowiedzi, która by go satysfakcjonowała, nagle się rozłączył: "Słabo słyszę, oddzwonię za chwilę". Nie muszę chyba dodawać, że oczywiście nie oddzwonił.
6) Podobny przypadek - kiedyś po roku od rozmowy zadzwoniła do mnie pani z pewnej firmy z branży BPO i pytała, czy aplikowałem (nie lubię tego słowa, ale takiego języka używają haerówki) do nich. Powiedziałem, że tak i nawet rok wcześniej byłem na rozmowie. Paniusia, zmieszana: "Ojej... Oddzwonię za chwilę".
7) Odpowiedziałem na ogłoszenie w sprawie pracy, zamieszczone przez pewną firmę z branży finansowej. Po 2 dniach do mnie dzwoni i to nie pani, a pan! Imię i nazwisko, nazwa firmy. Ucieszyłem się, bo to taka miła niespodzianka - pan z HR! A może to sam dyrektor? Ale chwilę później czekało mnie rozczarowanie - ów pan był akwizytorem funduszu emerytalnego, pragnącym mnie nakłonić na dodatkowe ubezpieczenie. Próbował podawać mi jakieś swoje statystyki, że bez III filaru "Tracimy tyle pieniędzy". Ucichł po tym, jak mu powiedziałem: "To jest mój prywatny numer i nie może pan go znać, chyba że zdobył go pan niezgodnie z prawem". Tłumaczył się jakoś mętnie i się rozłączył.
8) Zadzwoniono do mnie ze znanego banku i zaproszono na rozmowę. Osoba dzwoniąca dodała "I proszę wziąć swoje CV". Powiedziałem, że oczywiście wezmę, ale trochę mnie ta uwaga rozbawiła, więc spytałem: "A nie macie mojego życiorysu? Przecież zadzwoniła pani do mnie, więc widocznie je pani ma". - "No tak, ale nie mogę wydrukować, bo przekroczyliśmy limit wykorzystania papieru".
9) Niezwykle ciekawy przypadek - w trakcie procesu rekrutacyjnego zwolniono osobę przeprowadzającą rekrutację. Miałem dostarczyć uzupełniające dokumenty, ale gdy przyszedłem, dowiedziałem się, że ta pani "jest na zwolnieniu". Zadzwoniłem za parę dni i okazało się, ze ona już tam nie pracuje.
Ratownicy górscy zostali bez pieniędzy. TOPR zaciągnął kredyty
(odsłon: +1194)