Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37912 miejsce

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu – na mongolskim stepie

W Mongolii nawet wypożyczenie samochodu jest niezapomnianą, trochę stresującą przygodą, tak samo jak późniejsza jazda po wyboistych drogach. Szybko jednak zapominam o tych niedogodnościach zauroczony bezkresem i pustką tutejszych stepów.

Rodzina nomadów / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Mongolian_nomads.jpg GNU Free Documentation LicenseNa początku lipca wraz z grupą znajomych pokonuję koleją trasę z Brześcia do Irkucka. Po kilku dniach spędzonych nad Bajkałem znowu wsiadamy w pociąg i dojeżdzamy do Nauszek, skąd bierzemy taksówkę do
rosyjsko-mongolskiego przejścia granicznego w Kjahcie. Następnie wynajmujemy kierowcę, który zawozi nas do stolicy Mongolii, Ułan Bator. Ponieważ jesteśmy mocno oczarowani tym krajem zmieniamy plan podróży i postanawiamy wyruszyć na tygodniową wyprawę w step kosztem części czasu, który chcieliśmy przeznaczyć na zwiedzanie Chin. Aby zorientować się w kwestii transportu wraz z dwoma kolegami udaję się na miejski dworzec autobusowy. Na miejscu okazuje się, że rozkład jazdy składa się z kompletnie niezrozumiałych znaków, obsługa nie mówi w żadnym obcym języku, a ludzie oferujący nam pomoc potrafią jedynie kiwać głową i mówić „yes”. Zderzeni z barierą komunikacyjną udajemy się na oddalony o kilkanaście metrów plac, na którym przesiadują kierowcy samochodów terenowym, gotowi za odpowiednią opłatę zawieźć turystów we wskazane miejsce.

Nasze pojawienie się wywołuje wśród nich duże poruszenie. Czujemy na sobie świdrujące spojrzenia kilkudziesięciu par oczu, obserwujących każdy nasz ruch. Nieporuszeni obchodzimy wszystkie samochody, oceniamy ich stan techniczny i komfort, nie zwracając uwagi na kierowców, którzy głośno zachwalają swoje usługi. W końcu wybieramy pojazd, który wydaje się nam najbardziej solidny i zagadujemy właściciela. Zgodnie z oczekiwaniami jego znajomość języków obcych ogranicza się do kilku rosyjskich zwrotów, o angielskim nie wspominając. Mimo to wyciągamy mapę i próbujemy pokazać trasę, w którą chcemy wyruszyć. W tym czasie otacza nas kilkunastu innych kierowców, którzy pytają się nas o coś po mongolsku, wydzierają sobie mapę z rąk, wodzą po niej palcem, krzycząc przy tym na cały głos. Wszyscy są zainteresowani całą sytuacją i nie czują żadnego skrępowania żeby to okazać.
Park narodowy Trelj / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Ridges,_Terelj_National_Park.jpg GNU Free Documentation License
Gdy każdy zna już mniej więcej przebieg trasy, może przystąpić do negocjacji. Jeden z kierowców proponuje astronomiczną cenę, co wywołuje nasz ironiczny śmiech. Negocjacje stają się bardzo burzliwe, ponieważ bierze w nich udział kilkanaście osób. Bezpośrednie rozmowy toczymy z kilkoma najbliżej stojącymi mężczyznami. Co chwilę każdy z nich zabiera głos i oferuje coraz niższą cenę. Na nasze odpowiedzi reagują grymasem twarzy, łapaniem się za głowę i okrzykami jakbyśmy chcieli ich obrabować. Wszystkie wydarzenia są od razu przekazywane do kłębiących się za plecami mężczyzn, wywołując wśród nich głośne komentarze.
Mongolski step / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Mongolia_Landscape.jpg Creative Commons Attribution 2.0
Po pewnym czasie czujemy, że niższej ceny nie uda nam się już osiągnąć i choć wiemy, że Mongołowie zapłaciliby za taki sam kurs dwa razy mniej, zgadzamy się na postawione warunki. Pytamy się kierowców, który z nich z nami pojedzie i nagle okazuje się, że żaden nie ma na to ochoty, bo nie dość, że trzeba daleko jechać, to dniówka nie jest oszałamiająca. To prawda negocjowali z nami, ale robili to tylko dla rozrywki, znudzeni monotonnym czekaniem na klienta.

Źli, że zmarnowaliśmy mnóstwo czasu, zastanawiamy się nad dalszym planem. Przerywa nam mężczyzna, które deklaruje, że jest gotów nas zawieźć tam, gdzie chcemy. Przyjmujemy jego propozycję z rezerwą, ale postanawiamy spróbować. Mężczyzna prowadzi nas do swojego samochodu, gdzie udaje nam się porozmawiać bez pchających się i wrzeszczących gapiów. Negocjacje prowadzimy na kartce, wypisując na zmianę swoje propozycje. Szybko dochodzimy do porozumienia i umawiamy się, że wyruszymy następnego dnia.

Poruszanie się samochodem po Mongolii okazuje się bardzo uciążliwe. Jedyna w miarę dobra droga i jedyne połączenie kolejowe, przebiega od granicy z Rosją, przez Ułan Bator, do Chin – Mongolia to w końcu kraj buforowy między dwoma potęgami. Ponieważ podróżujemy poza tym szlakiem, przez cały czas musimy znosić liczne wyboje i koleiny. Większość tutejszych dróg, to wyrobione przez samochody w stepie szlaki. Nie ma na nich żadnych oznaczeń ani tabliczek informacyjnych i nie mogę się nadziwić, że nasz kierowca przez cały czas prowadzić samochód we właściwym kierunku. Stan dróg pewnie szybko się nie zmieni, bo choć robót drogowych jest sporo to nie widziałem, żeby na nich ktokolwiek pracował. Nie wydaje się jednak, aby przeszkadzało to Mongołom, którzy poruszają się tu na koniach, nie mających problemów z pokonywaniem wertepów.

Niewygody podróży umila nam ciągnący się za oknem bezkresny step, porośnięty przez niskie krzaki. Widok ograniczają jedynie występujące gdzieniegdzie wydmy i wzgórza, przez co człowiek jest w stanie zobaczyć miejsca oddalone o kilka kilometrów. Otaczająca pustka zabija poczucie przestrzeni. W czasie postoju chcę się wspiąć na pagórek, oddalony na oko o kilka minut marszu. Idę w jego kierunek dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści minut, a cel wydaje się tak samo daleki i nieosiągalny jak na początku.

Płaskość stepu niesie pewne niedogodności, zwłaszcza, gdy odczuwamy pilne potrzeby fizjologiczne, a zamiast toalety musimy zadowolić się niskimi krzaczkami, którymi nie sposób się zasłonić. Co prawda nam zawsze udało się schować za jakąś wydmę, czy drzewo, ale na niektórych wyprawach musiało paść polecenie „Panie na prawo, panowie na lewo i się nie odwracamy”.

Ogrom przestrzeni przygniata i uświadamia mi, że jestem tylko maleńkim i nic nieznaczącym punkcikiem na tym wielkim świecie. Gdy się do tego przyzwyczajam, spoglądam na otaczającą mnie ze wszystkich stron pustkę i nagle dopada mnie poczucie niczym nieograniczonej wolności. Czuję, że mogę zrobić wszystko, na co mam ochotę, przebiec się kilka kilometrów, czy położyć na trawie i nie powstrzyma mnie od tego żadne krępujące na co dzień poczucie, że tak nie wolno, czy nie wypada.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

podoba się :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Fajnie opisane. Takie wyprawy są o niebo ciekawsze niż powiedzmy Lazurowe Wybrzeże.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piekielnie zazdrosna stawiam plusa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.12.2007 09:27

fajna przygoda, tylko pozazdrościć,
chętnie przeczytam relacje z innych Twoich wypraw +

Komentarz został ukrytyrozwiń

super się czyta:) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetna historia, czekam na ciąg dalszy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.