Facebook Google+ Twitter

Wrażliwość, perfekcja, teatr. Mój zachwyt i wzruszenia. 11. edycja Masski

17 listopada przekonałam się, że anioły istnieją. W sopockim teatrze zaprezentowali się niezwykli artyści, którzy oddali całe spectrum emocji. Tak wiele treści, okazji do zadumy i wzruszeń sprawiło, że brawa nie gasły, a inność była atutem.

Teatr Ubogi Relacji ze wzruszeniem odbiera gratulacje za udany występ. / Fot. Małgorzata Osowiecka"Za rok na pewno wrócę. Z sentymentem" - tak pisałam rok temu, zaraz po 10. jubileuszowej edycji "Masski". I miałam rację - wróciłam. To już drugi mój kontakt z wydarzeniem artystycznym organizowanym przez Stowarzyszenie na drodze ekspresji w Sopocie. Podczas dzisiejszej - 11. już edycji działo się bardzo wiele. Na scenie zaprezentowało się sześć znakomitych, utalentowanych zespołów teatralnych, niektórzy bardziej, inni mniej doświadczeni. Pojawiło się wiele różnych form, wiele różnych treści. Były teatry nastawione na gest, inne wybrały recital jako formę kontaktu z publicznością. Część spektakli była nastawiona na oszczędność i minimalizm, inne były bardzo dynamiczne. Momentami było wzruszająco, momentami zabawnie i kabaretowo, a momentami - nawet perwersyjnie.

 / Fot. w24Publiczność po raz kolejny dopisała - "Czuję się jak na koncercie jazzowym. Publiczność napiera na scenę" - skomentował Jacek Spica, jeden z organizatorów dzisiejszego wydarzenia. Trafił w sedno. Początkowo o wolnym miejscu można było tylko pomarzyć. Później dodał: "Oklaski są fajne, ale czasem nie wiadomo skąd się biorą. Czy z podziwu czy z zupełnie innych powodów". Ja myślę jednak, że te dzisiejsze były brawami pełnymi podziwu. To było widać. Były szczere, gorące i co najważniejsze - długo nie gasły. Nie będę wytykać artystom błędów, których, szczerze mówiąc, nie zauważyłam. Może nawet nie będę rzeczowa, ani obiektywna. Trudno. Zabieram państwa w moją sentymentalną podróż, którą odbyłam 17 listopada na przeglądzie teatralnym Masska.

Teatr Ubogi Relacji w sztuce "Anioły i kawałek ich życia". / Fot. Małgorzata OsowieckaPierwszym teatrem był wyjątkowo dobry i zgrany zespół - Teatr Ubogi Relacji, który postawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Zresztą nie mogło być inaczej. Z takim stażem pracy (niemal 17 lat), z takimi aktorami i z takim pomysłem na scenie muszą dziać się rzeczy wielkie. Przedstawienie "Anioły i kawałek ich życia" to opowieść ważna, nie tylko przez zawarte w niej ponadczasowe treści, które dotyczą każdego z nas. Ale głównie ze względu na pochodzenie samego pomysłu. Pomysłodawcą całej koncepcji jest jeden z aktorów, który jednocześnie zaprezentował się na scenie. Dla Teatru Ubogiego Relacji bardzo ważnym etapem procesu twórczego jest walka z własnymi ułomnościami, które każdy w sobie nosi. A oni potrafią nad tym wspólnie pracować, by potem czerpać ze swoich poszukiwań i odkrywać coraz to nowe możliwości. Taka walka i jej artystyczne efekty są dla nich źródłem satysfakcji i niesamowitej radości. A to było bardzo dobrze widać, kiedy szczęśliwi i wzruszeni schodzili ze sceny. "Anioły wygrywają. Zawsze wygrywają..." - słychać z widowni. Może te słowa dotyczyły tegorocznego zwycięstwa Teatru Ubogiego Relacji podczas gdańskiego Festiwalu Pozapozy (1 miejsce zdobyli właśnie z tym "anielskim" spektaklem). Ja zrozumiałam to jednak inaczej - jako zadumę nad życiem, które czasami bywa pełne łez, ale przecież zawsze znajdą się ludzie, dla których warto żyć. To są właśnie takie nasze osobiste anioły, które spotykamy, kiedy dobro ostatecznie wygrywa ze złem. Zawsze wygrywa. "Każdy z nich jest aniołem" - podsumował pomysłodawca spektaklu "Anioły i kawałek ich życia" Michał Pniewski. Miał rację.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.