
Na Okęciu czekali rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, żony, mężowie i dzieci. Nie zabrakło wiernych kibiców, komitetów powitalnych z klubu sportowego Posnania, klubu z Bydgoszczy czy Warszawianki. Jedni czekali na kulomiota Tomka Majewskiego, liczna grupa z Bieżunia spoglądała na drzwi, czy może nie stoi w nich dyskobol Piotr Małachowski. Niektórzy, kiedy dowiedzieli się, że samolot z Pekinu przyleci z godzinnym opóźnieniem, zrezygnowali. Najwytrwalsi czekali do końca.
,,Becia'' tak na nią wołająGrupa w czerwonych strojach to młodzież z UKS ,,Kopernik'' Bydgoszcz, z którego wywodzi się srebrna medalistka w kajakarstwie - Beata Mikołajczyk. Na kajakarkę czekali stęsknieni rodzice. Mama Beaty nie posiadała sie z radości, a zarazem nie potrafiła powstrzymać łez. - Wzruszenie daje o sobie znać - mówiła dla Wiadomości24.pl. - Jestem dumna z mojej córki i nigdy w nią nie wątpiłam, a medal jest tylko potwierdzeniem.
Dumni byli wszyscy. Rodzice nigdy nie wątpią w swoje pociechy i wspierają je do końca.
Przezwisko - nazwisko Tomka MajewskiegoRodzice zdobywcy złotego medalu, Tomka Majewskiego mówili, że tak jak duży jest Tomek, tak duże jest jego serce. - To kochany chłopak, dobry, życzliwy, pomocny - opowiadała mama, a tata dodawał: - Sport dla niego jest bardzo ważny i zajmuje mu większość czasu, jednak jeszcze studiuje. Obydwoje są szczęśliwi z syna.

Uśmiech nie schodzi z ich twarzy.
Przyjaciele Tomka są dumni z kolegi. Byli pewni jego zwycięstwa. - Tomek jest wielki, dosłownie i w przenośni - mówią dla Wiadomości24.pl. Jego przyjaciel, Michał mówił: - Znamy się od przedszkola. To najlepszy kumpel jakiego znam. Bliscy Tomka znaleźli dla niego nową ksywkę ,,Złotko''. Przezwisko - nazwisko, odpowiednie do jego dokonań w Pekinie.
Chcemy podziękować siatkarzomTrio z Pułtuska przyjechało do Warszawy, by spotkać się z siatkarzami i podziękować im za wspaniałą walkę. Dziewczyny były zadowolone z występu polskich siatkarzy w Pekinie, a że nie wygrali: - No cóż, nasi siatkarze są świetni, pokonali Rosję, a piąte miejsce też jest dobre - mówi jedna z nich.

O każdym z nich mają swoje zdanie. Choć są młode doskonale orientują się w polskiej siatkówce.
- Przyjechałyśmy zobaczyć Świderskiego i Kadziewicza - mówią. - Może uda się dostać autograf czy zrobić zdjęcie z chłopakami. Według nich, chłopaki walczyli dzielnie, a o wygranej przesądził punkt. - Siatkarze pokazali się z dobrej strony - dodają wiernie kibicujące.
Bieżuń czekał na srebrnego Małachowskiego
Piotr Małachowski, srebrny medalista w rzucie dyskiem, doczekał się hucznego powitania. Kiedy olimpijczyk pojawił się na horyzoncie orkiestra strażacka grała dla swojego bohatera. Piotra przywitała mama, ciocie, władze i stęsknieni kibice, którzy nie szczędzili sobie gardeł, a wiwatom na cześć medalisty nie było końca. Pytani o to, co zrobią po przywitaniu mówili: - Pójdziemy się napić z Piotrkiem. W końcu nie wiadomo, kiedy znów będzie taka okazja. Pani Małachowska, mama Piotra wierzy, że syn teraz uskrzydlony zwycięstwem nie

będzie kazał nam długo czekać na kolejny medal. Jednak ma nadzieję, że teraz będzie się mogła nim trochę nacieszyć - mówi dla Wiadomości24.pl, jednocześnie wycierając łzy, jak twierdzi: - Jestem wielką szczęściarą.
Czy Ola pójdzie w ślady Blanika?Malutka Ola trzyma bukiecik kwiatów. Powiedziała nieśmiało, że to dla pana, który skacze. Mama pomaga jej wytłumaczyć, na kogo czeka. Warszawianka Ola przyjechała z rodzicami. Ola

trzyma swój bukiet, mama swój, a tata robi zdjęcia. Mama Oli opowiada, że przyjechały, by przywitać polską reprezentację, podziękować za wspaniały występ w Pekinie. Liczą, że zamienią słowo, zrobią fotki i dostaną autograf. Wspominają, że nie mogli być w zeszłym tygodniu, kiedy wrócili pierwsi sportowcy. - Nie mogliśmy być z powodów rodzinnych - mówi mama Oli. - Czekamy na wszystkich, ale w szczególności na Leszka Blanika i Piotra Małachowskiego. Cała rodzina uwielbia sport, zwłaszcza sporty zimowe, rower. Aleksandra pasjonuje się gimnastyką.
Agnieszka Wieszczek tłukła szkło "na szczęście''
Na brązowa medalistkę z Pekinu czekali rodzice, rodzina, znajomi i jej kibice. Dziewczyna zaskoczyła wszystkich dobrą formą. Na lotnisku było wielkie oblewanie sukcesu szampanem, słychać było tłuczenie szklanek. Agnieszka dostała mnóstwo kwiatów, upominków, dużego misia od taty, jak mówi: - To ulubiona maskotka córki.
Babcia zrobiła wnuczce złoty medalNa polską żeglarkę w klasie Laser Radial na lotnisku czekała silna ekipa. Kasia Szotyńska wracała z Pekinu z bratem, razem swoim trenerem - Bartkiem. Na Okęciu była babcia, ciocie i rodzice, a także przyjaciółka Kasi. Czekali cierpliwie. 9. miejsce Szotyńskiej to dobry wynik - twierdzą najbliżsi. W Pekinie żeglarzom nie wiały pomyślne wiatry. Tak naprawdę wiatru w ogóle nie było.

Tata Kasi, pan Marek Szotyński był dumny z córki: - Zawsze wierzyłem w Kasię, tylko ona nie doceniała siebie - mówi dla Wiadomości24.pl. - Po igrzyskach w Pekinie uwierzyła we własne możliwości. Córka narodziła się na nowo, nie na darmo mówi się o Chinach, że są kolebką cywilizacji i początkiem czegoś nowego - dodaje Szotyński.
Przyjaciółka Kasi opowiedziała nam jaka Kasia jest prywatnie. To ciepła, kochana osoba. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim, pisze wiersze. - Gra na pianinie i jest wszechstronnie uzdolniona - dodaje jej ciocia - dziewczyna od ósmego roku życia uprawia sport, razem z bratem są urodzonymi sportowcami. Opowiada jak Kasia zwiedziła cały świat. Dzięki własnej, ciężkiej pracy doszła do obecnego miejsca. Kasia może liczyć w sumie tylko na wsparcie rodziny. Jej sponsorami są najbliżsi. Głównie jej tata wspiera ją finansowo. Jak powiedział dla Wiadomości24.pl: - Kasia spełnia jego niespełnione ambicje - żartuje. - Tak naprawdę córka kocha ten sport i to jest najważniejsze.
Brat Szotyńskiej ją trenuje, ale dawniej sam startował w różnych dyscyplinach. Z kolei jej babcia, choć miała

problemy (wspierała się na wózku) mówiła, że nie mogła przegapić powrotu Kasi z Pekinu. Była z niej dumna. Wiernie kibicowała wnuczce. Wspomniała, że boli ją tylko „uważanie sportowców po medalach”, a tutaj - w szczególności - chodzi o ducha walki, o dawanie z siebie wszystkiego. - Gratuluje wszystkim sportowcom, a przyszłam powitać ukochaną wnusię - mówi. - Zrobiłam dla niej złoty medal, należy jej się - dodaje dumna babcia.
Bezpański bagaż był bombąByły powitania, wywiady, kwiaty, autografy, zdjęcia, wszystko w radosnej atmosferze i ścisku tłumów. Jedni chcieli zobaczyć, inni podziękować zawodnikom polskiej reprezentacji, jeszcze inni porozmawiać. Atmosferę jakże radosną dla wielu przerwał komunikat: - Proszę o opuszczenie pomieszczenia, pozostali sportowcy wyjdą bocznym wyjściem. Tak też się stało. Straż graniczna i policja wyprosiła wszystkich. Była możliwość spotkania się z pozostałymi. Nie było to jednak przywitanie godne bohaterów olimpijskich. Zamieszanie, jak wynikało z rozmów między sobą, wywołała podłożona bomba. Zjawisko często spotykane na lotnisku zazwyczaj okazuje się bagażem bez właściciela. Zawsze jednak zachowywane są wszelkie środki bezpieczeństwa. Ale czy można mówić o bezpieczeństwie w przypadku, kiedy podejrzenie bomby sprowadza się do wyproszenia ludzi z budynku. Czy przed budynkiem, kilka metrów dalej jest bezpieczniej? Widocznie tak bezpieczeństwo postrzegają władze lotniska.