Michał Listkiewicz był dzisiaj znowu przesłuchiwany we wrocławskiej prokuraturze apelacyjnej.
Były prezes PZPN jest podejrzany o niegospodarność - miał w 2000 roku zdecydować o przelaniu ponad 7 milionów złotych należących do zadłużonego Widzewa Łódź nie na konto klubu, a firmy jego właściciela. Tym samym pieniądze nie trafiły do wierzycieli.
Michał Listkiewicz zarzuty usłyszał 19 listopada, ale dopiero dzisiaj składał obszerne wyjaśnienia. Powiedział, że nie przyznał się do winy i nie zamierza tego zrobić, bowiem czuje się niewinny. Ma nadzieję, że wyjaśnienia okażą się satysfakcjonujące dla prokuratury i dodał, że nie postawiono mu żadnych nowych zarzutów.
Prokurator Jerzy Kasiura zastrzega jednak, że były prezes piłkarskiej centrali będzie jeszcze w tej sprawie przesłuchiwany. Dodał, że Michał Listkiewicz wpłacił do tej pory połowę kaucji, która wynosi 60 tysięcy złotych i która miała wpłynąć na konto sądu do piątku. Były szef PZPN poprosił o jej zmniejszenie lub wydłużenie czasu na zebranie pozostałych pieniędzy. Prawdopodobnie śledczy przychylą się do drugiej prośby.