
Wniosek o zamknięcie zoo to skutek kontroli, którą przez blisko miesiąc prowadzili urzędnicy wojewody. Zarządzono ją m.in. po naszych publikacjach. – Wyniki są przerażające – mówi wojewoda. – W złych warunkach żyje aż 71 gatunków ssaków, ptaków, gadów i ryb.
Wiewiórecznik, lemur czerwonobrzuchy, lemur mongoz, niedźwiedź brunatny, surykatka, żeneta północna, mangusta pręgowana, hipopotam karłowaty, jeżatka afrykańska, jeżozwierz indyjski i angusti złocisty nie mają wybiegów na powietrzu. Na dworze nie mogą też przebywać wiewiórki trójbarwne. Na dodatek ich pomieszczenie też jest za małe.
W ciasnych klatkach gnieżdżą się niedźwiedzie himalajskie i okularowe, żubry, rudawki wielkie, daniele czy pancerniki włochate. Puma, pawian masajski, fenek, kapibara i tchórzofretka mają za małe wybiegi. W zoo nie mieszczą się żółwie, kajmany, strusie, emu, sowy uszate, puszczyki i młode bieliki. Za mało miejsca w akwariach ma 16 gatunków ryb. Słoń indyjski w basenie na wybiegu nie ma wody. – A krokodyle żyją w tak małych klatkach, że nie mogą wyprostować ogonów. To tak, jakby człowiek przez całe życie musiał mieć podwinięte nogi – mówi Halina Liberacka, wojewódzki konserwator przyrody.
Niszczenie symbolu
Antoni Gucwiński ma siedem dni na odniesienie się do treści raportu. Później protokół trafi do ministra środowiska, który zdecyduje, co zrobić dalej. – Będę sugerował zamknięcie ogrodu. Oczywiście nie natychmiast – tłumaczy wojewoda. – Cierpienie zwierząt jest ewidentne. Wrocław szczyci się, że w tutejszym zoo jest najwięcej gatunków. Ale nie może się to odbywać kosztem zwierząt. Dla wielu z nich życie w tym ogrodzie to więzienie – przekonuje Grzelczyk.
– Niszczenie zoo to zbrodnia. Przecież to symbol Wrocławia – denerwuje się Antoni Gucwiński, dyrektor ogrodu. Nie zgadza się z zarzutami wojewody i podważa wyniki kontroli. Przekonuje, że zwierzętom nie dzieje się krzywda. – Urzędnicy skarżą się, że słoń nie ma w basenie wody. O tej porze roku to normalne. Mógłby się zaziębić – mówi. – Jasne, że część zwierząt ma wybiegi mniejsze niż nakazują przepisy. Ale przepisy powstały półtora roku temu, a zoo ma 140 lat.
O zamknięciu zoo nie chcą też słyszeć urzędnicy z magistratu. To miasto jest właścicielem ogrodu. – Nie zgadzamy się z ustaleniami tej kontroli – mówi Rafał Guzowski, dyrektor nadzorującego pracę zoo wydziału infrastruktury i gospodarki. – Ogród odwiedza pół miliona osób rocznie. To o czymś świadczy – przekonuje. Przypomina, że wcześniej kontrolę w zoo prowadził powiatowy lekarz weterynarii. – Z jego protokołu wynika, że zwierzętom nie dzieje się krzywda. Są w dobrej kondycji, są dobrze odżywiane i rozmnażają się – podkreśla Guzowski.
Ale inspekcja weterynaryjna również stwierdziła, że w zoo jest za dużo zwierząt. – Dlatego już wcześniej ogłosiliśmy, że chcemy ograniczyć liczbę gatunków i osobników w ogrodzie. Ale o jego zamknięciu nie ma mowy – przekonuje Guzowski.
Safari z dala od miasta
– Drobne zmiany nie pomogą. Nic nie da też powiększenie ogrodu o tereny stadionu Ślęzy – odpiera wojewoda. – Na świecie buduje się safari, wielkie parki z dala od miast. We Wrocławiu to rozwiązanie byłoby idealne – sugeruje Grzelczyk. – A przy Wróblewskiego mogłoby powstać malutkie zoo, w którym zostałaby część gatunków – proponuje.
Urząd wojewódzki już dwa lata temu wysyłał do Ministerstwa Środowiska raport, z którego wynikało że w ogrodzie jest za ciasno. Ale urzędnicy z Warszawy nie przejęli się tym. – Kontrola wykazała, że zoo spełnia wymogi wynikające z rozporządzenia ministra – mówi Sławomir Mazurek, rzecznik ministra.
– Postaram się, by tym razem wyniki potraktowano inaczej. Będę przekonywał ministra, by posłuchał moich sugestii – zapowiada Krzysztof Grzelczyk.
Prokuratura w ogrodzie
Nie ma wyników śledztwa, które w sprawie warunków panujących w zoo prowadzi prokuratura. Poznamy je za kilka tygodni. Prokuratorzy czekali dotąd na protokoły kontrolne opracowane przez inspekcję weterynaryjną i urząd wojewódzki. Po ich lekturze zdecydują, czy postawią komuś zarzuty.
Szukają nowego dyrektora
Antoni Gucwiński będzie dyrektorem zoo tylko do końca roku. Kilkanaście dni temu wrocławscy urzędnicy wręczyli mu wypowiedzenie. Chcą, by odszedł na emeryturę. Nazwisko jego następcy poznamy najpóźniej w grudniu.