11 stycznia we wrocławskim Teatrze Polskim zebrały się tłumy, aby uczcić pamięć zmarłego przed rokiem Tadeusza Szymkowa. Publiczność miała okazję zobaczyć "Antygonę w Nowym Jorku", nad którą Szymków rozpoczął pracę tuż przed śmiercią.
Szymków przed śmiercią rozpoczął pracę nad dramatem Janusza Głowackiego Antygona w Nowym Jorku. W jego głowie narodził się pomysł, by razem z amatorami z Jelcza-Laskowic, wystawić tę sztukę w miejscowym parku. Nagła śmierć nie pozwoliła mu zrealizować tych planów, jednak dzieło to postanowił dokończyć Robert Gonera. Premiera odbyła się 5 września 2009 roku. Właśnie w rocznicę śmierci Tadeusz Szymkowa artyści z Jelcza-Laskowic postanowili wystawić ten spektakl ponownie, tym razem wrocławskiej publiczności.
Mimo że w sztuce grali amatorzy, nie odbiegała ona swoim poziomem od tych, wystawianych na co dzień we wrocławskich teatrach. Największe wrażenie robił Piotr Zubowski grający Pchełkę. Docenić warto także Ryszarda Herbę, który wcielił się w postać Rosjanina - Saszy. Nie zachwyciła natomiast Anna Zaborska, która kompletnie nie odnalazła się w roli Anity. Ciekawa była także scenografia autorstwa Elżbiety Wernio, dzięki której mogliśmy się razem z bohaterami przenieść w świat nowojorskich bezdomnych. Wielkie gratulacje należą się także reżyserowi, a właściwie reżyserom! Antygona... bardzo spodobała się publiczności zgromadzonej w Teatrze Polskim i nagrodziła ją stojącymi owacjami.
Edwin Petrykat powiedział, że przyszedł do niego przed spotkaniem wrocławski portrecista i wręczył mu fotografię Szymkowa, mówiąc: gdzieś się zamotał i go dzisiaj znalazłem. Mam nadzieję, że w naszej pamięci na zawsze pozostanie ten wybitny aktor, a jeśli się gdzieś nam zamota, to szybko przypomnimy sobie o tym, jak wiele zrobił dla polskiego teatru i kina. Powtarzając za Harasimowiczem, myślę, że takie spotkania wejdą w jakąś tradycję.