11 stycznia we wrocławskim Teatrze Polskim zebrały się tłumy, aby uczcić pamięć zmarłego przed rokiem Tadeusza Szymkowa. Publiczność miała okazję zobaczyć "Antygonę w Nowym Jorku", nad którą Szymków rozpoczął pracę tuż przed śmiercią.
Tadeusz Szymków uznawany był za jednego z najlepszych wrocławskim aktorów. Zagrał w wielu spektaklach Teatru Polskiego, a także w kilkudziesięciu filmach i serialach, m.in. Rozmowach kontrolowanych, Ekstradycji 3, Fali zbrodni, Fundacji czy Zamianie. Fascynowała go także literatura, bowiem jak okazało się po jego śmierci, od jakiegoś czasu pisał powieść. Zostanie ona wydana w najbliższym czasie.
Teatr Polski we Wrocławiu, aby uczcić rocznicę jego śmierci zorganizował spotkanie na Scenie Kameralnej. Jak się okazało, miejsce to było zbyt małe i wiele spośród przybyłych osób stało przez ponad dwie godziny między rzędami. Swoją obecnością zaszczycili, m.in. Krzysztof Mieszkowski - dyrektor Teatru Polskiego, Kazimierz Putyra - burmistrz Jelcza-Laskowic, Edwin Petrykat - aktor.
Na swoich stronach internetowych oraz w licznych innych zapowiedziach tego wydarzenia Teatr Polski informował, że w spotkaniu wezmą udział przyjaciele zmarłego aktora - Bogusław Linda i Cezary Harasimowicz. Jednak z niewyjaśnionych przyczyn żaden z nich nie pojawił się tego dnia we Wrocławiu.
Organizatorom udało się dodzwonić do Cezarego Harasimowicza. Dzięki pomysłowości Petrykata i zdobyczom techniki, rozmowę mogli usłyszeć wszyscy zgromadzeni. Reżyser przekonywał, że Tadziu nigdy go nie opuścił i co tydzień do niego przychodzi. Tadeusz Szymków ciągle trwa - dodał. Nazwał zmarłego aktora współczesnym Don Kichotem. Powiedział także, że obecnie wielu twórców kina żałuje, że nie wykorzystało go do swoich produkcji. Tadeusz grywał głównie na drugim planie w teatrze, ale całe życie czekał aż światło punktówki zostanie skierowane na niego. Zrobił to w końcu najwyższy reżyser - Bóg. Tadziu czekał na to całe życie. Po tych słowach, w oczach niektórych starszych kobiet pojawiły się łzy. Harasimowicz jeszcze dodał na koniec: No i co z tego, że nie żyje? To, co on rozpoczął trwa przecież w nas wszystkich.