Facebook Google+ Twitter

Wrocławski lekarz po 70 latach odnalazł kolegę z dzieciństwa

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-09-10 09:40

Bogdan Horoszowski i Stanisław Solecki bawili się razem w piaskownicy. W pierwszej klasie siedzieli w jednej ławce. Po 70 latach człowiek raczej nie spodziewa się, że spotka przyjaciela z dzieciństwa...

Bogdan Horoszowski i Stanisław Solecki bawili się razem w piaskownicy. W pierwszej klasie siedzieli w jednej ławce. Po 70 latach człowiek raczej nie spodziewa się, że spotka przyjaciela z dzieciństwa... / Fot. Mikołaj NowackiNigdy nie mów nigdy
Bogdan Horoszowski i Stanisław Solecki bawili się razem w piaskownicy. W pierwszej klasie siedzieli w jednej ławce. Kiedy się rozstawali, Bogdan wręczył przyjacielowi swoje zdjęcie i dziecinnym pismem nagryzmolił dedykację: „Dla kochanego kolegi”. Był rok 1937.

Tamten pan się skontaktował
Po 70 latach człowiek raczej nie spodziewa się, że spotka przyjaciela z dzieciństwa. Zwłaszcza takiego, który brał udział w powstaniu warszawskim. I ślad po nim zaginął.

Kiedy wśród zaproszonych na rocznicę wybuchu powstania wymieniono „Bogdana Horoszowskiego, który przyjechał do Warszawy ze Stanów Zjednoczonych”, Solecki, wrocławski lekarz, wykrzyknął: – Tak samo nazywał się mój dawny kolega!

Przyglądał się ze zdumieniem, ale trudno było rozpoznać w panu pod osiemdziesiątkę chłopca, z którym bawił się przed wojną. Po chwili nie miał wątpliwości – zbieżności jest za dużo, by mogły być przypadkowe. Pasowało nie tylko imię i nazwisko, ale też wiek.

Zadzwonił do Muzeum Powstania Warszawskiego, prosząc o numer Horoszowskiego. Muzeum odmówiło, powołując się na ustawę o danych osobowych. Napisał więc pismo, w którym podał swoje dane i poprosił, by w takim razie „tamten pan” koniecznie się z nim skontaktował.

Trzy dni później zadzwonił telefon i pan Stanisław po raz pierwszy od 70 lat usłyszał głos przyjaciela.

Mieszkali obok siebie
Spotkali się i wymienili historiami swojego życia. Zdziwiło ich, jak wiele razy mijali się o włos.

Przed wojną obaj mieszkali w Grudziądzu. Ojciec Bogdana Horoszowskiego był wojskowym. W 1937 roku dostał rozkaz przeniesienia się do garnizonu w Sokółce pod Białymstokiem. To wtedy Bogdan i jego najlepszy kolega Stasiu Solecki widzieli się po raz ostatni. Ponieważ miejsce przeprowadzki było wojskową tajemnicą, Horoszowski nie mógł zdradzić, dokąd wyjeżdża. Zostawił tylko zdjęcie z dedykacją. Stanisław ma je do dziś.

Bogdan chodził do szkoły w Sokółce aż do rozpoczęcia wojny. Był przekonany, że przyjaciela zostawił na drugim końcu Polski. Tymczasem Stasiu mieszkał kilkanaście kilometrów od niego, bo kilka miesięcy później jego rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Białegostoku.

Razem szli przez Małkinię
Po wybuchu wojny Horoszowscy przedostali się do Grodna. Gdy pojawili się tam Sowieci, ojciec powiedział do dziewięcioletniego Bogdana: „Teraz ty będziesz głową rodziny”.

Następnego dnia zabrało go NKWD i ślad po nim zaginął. Bogdan został z mamą, nianią, młodszą siostrą i psem Żabą. Zdołali uciec z transportu na Sybir – jedno po drugim wyskoczyli w biegu z pociągu. Kilka dni szli przez pola. „W stronę Niemców. Byle dalej od bolszewików” – powtarzała matka. Doszli do Małkini. Stamtąd przedostali się do Warszawy.

W tym samym czasie i niemal identyczną trasą (też przez Małkinię) przechodził Staś Solecki z rodzicami i trójką rodzeństwa. Znajomy major uprzedził ich, że mają być wywiezieni na Syberię. Tak jak Horoszowscy szli piechotą przez pola. W Małkini wsiedli w pociąg do Warszawy. Tam Staś po raz pierwszy usłyszał wieści o koledze – jedno z rodziców trafiło na znajomych, którzy ponoć widzieli w stolicy Bogdana z matką.

Powstanie
W Warszawie Bogdan zapisał się do Szarych Szeregów. Dziś szczegółowo i z wielką dumą opowiada niezwykłe historie ich bohaterskiej walki, kojarzące się z „Kamieniami na szaniec”.

O tym, jak oblewał kwasem tych, którzy chodzili do kina na propagandowe filmy. Jak ukradkiem wyjął niemieckiemu policjantowi pistolet z kabury. Jak podkładał podkowy na tory, żeby wykolejać wojskowe pociągi.
Wziął też udział w powstaniu. Mimo że miał tylko 14 lat. Wieści o tym dotarły nawet do Stanisława, który razem z rodzicami schronił się u krewnych w Krośnie. Były to też ostatnie informacje o koledze, jakie miał usłyszeć przez najbliższe sześćdziesiąt kilka lat. Nie wiedział więc, że Bogdan szybko dostał się w ręce Niemców, cudem uniknął rozstrzelania, został wywieziony na roboty do Niemiec. I że uciekł stamtąd podczas nalotów aliantów, a potem wrócił do Warszawy.

Wystawa Ziem Odzyskanych
Bogdan i Stanisław nie wiedzieli, że mieli okazję zobaczyć się po wojnie raz jeszcze. Kto wie, może się nawet zobaczyli, ale już nie poznali. Gdy mieli po 18 lat w tym samym czasie odwiedzili Wystawę Ziem Odzyskanych we Wrocławiu.

Po wojnie Bogdan uczył przysposobienia obronnego, pracował w ośrodku badań technicznych i wreszcie w 1958 roku uciekł do Ameryki. Stanisław dostał się na Akademię Medyczną we Wrocławiu i pracował jako lekarz.
W 1949 roku, gdy oddawano do użytku trasę WZ, przyjechał do Warszawy i na Powązkach szukał grobu Horoszowskiego. Nie znalazł. Nie znalazł go też wiele lat później, gdy otwarto już Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie na obeliskach wypisano nazwiska poległych. Ale i tak przekonany był, że już nigdy się nie zobaczą.

Do pewnego wieczora w sierpniu 2007 roku. Gdy włączył telewizor…

Katarzyna Wachowiak
-
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.