Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

69935 miejsce

"Wrogowie publiczni"

Film Michaela Manna to dzieło sztuki - ma wszystko, czym powinien cechować się dobry dokument plus świetnie zrealizowane sceny walki.

"Public Enemies" (oficjalny plakat) / Fot. UniversalPraca operatora dąży do naturalizmu. Wiernie oddaje detale przedmiotów z epoki, na przykład: biżuterii, popielniczek, faktury ściany. Tym samym daje pewne pojęcie o codzienności mieszkańców Ameryki lat 30. XX w. Kamera często dosłownie najeżdża na twarze aktorów (wyzwanie, któremu sprostali charakteryzatorzy). Odniosłem wrażenie, że szerokich kadrów jest w filmie bardzo mało - pojawiają się tylko wtedy, kiedy mają do spełnienia funkcję kompozycyjną, na przykład mają wywołać przytłaczający efekt ogromem więzienia.

Wspomniany naturalizm dochodzi do głosu także w scenach umierania. Film pokazuje śmierć w sposób brutalny, lecz bez epatowania widza. Wstrząsa, aby wysłać impuls do myślenia, jak w przypadku widoku krwi wsiąkającej w brunatną wykładzinę na zaciemnionym korytarzu. Zresztą, wszystkie kadry zostały skomponowane z pieczołowitością fotografa. Za nawiązanie do tej pokrewnej dziedziny sztuk wizualnych należy chyba również uznać ziarno (szum, jak na kliszach o wysokiej czułości), pokazujące się na ekranie przy niektórych scenach filmowanych nocą.

Skoro zaś mowa o roli światła, to jego wykorzystanie do budowania dynamiki w ujęciach z eksplodującymi dzikim ogniem lufami broni maszynowej zasługuje, moim zdaniem, na najwyższe uznanie. Tym większe, że kontrastuje wprost znakomicie z wyważoną szaro-brązową tonacją kolorów, jaka dominuje w ciągu prawie całego seansu.

Dźwięk


Jest suchy - to pierwsze, co przyszło mi do głowy. Nie mam jednak bynajmniej na myśli, iż został potraktowany po macoszemu. Wręcz przeciwnie, współgra z obrazem i delikatnie sugeruje przewidzianą przez reżysera interpretację poszczególnych wydarzeń. Śmiało można go porównać do specyficznego brzmienia muzyki odtwarzanej z płyty gramofonowej.

No właśnie, ścieżka dźwiękowa składa się z dwóch bodaj najlepiej kojarzonych ze Stanami Zjednoczonymi gatunków muzycznych: country bluesa oraz jazzu. I znów, utwory dobrane są nieprzypadkowo, w zależności od potencjału emocjonalnego danej sceny.

Współpraca realizatora dźwięku z operatorem kamery to konieczność, zwłaszcza przy tak bliskim filmowaniu - słychać wtedy mlaskanie bohaterów, przełykanie śliny albo szorstki, basowy, przypominający pomruki, szept gangsterów. Wszystko razem tworzy niesamowity, nieco klaustrofobiczny nastrój.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 30.07.2009 22:06

Ja bez takich uniesień, film warto zobaczyć, niektóre sceny są kręcone sztucznie, jakby techniką serialową, to mnie raziło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.