Facebook Google+ Twitter

"Wrogowie publiczni"

Film Michaela Manna to dzieło sztuki - ma wszystko, czym powinien cechować się dobry dokument plus świetnie zrealizowane sceny walki.

"Public Enemies" (oficjalny plakat) / Fot. UniversalPraca operatora dąży do naturalizmu. Wiernie oddaje detale przedmiotów z epoki, na przykład: biżuterii, popielniczek, faktury ściany. Tym samym daje pewne pojęcie o codzienności mieszkańców Ameryki lat 30. XX w. Kamera często dosłownie najeżdża na twarze aktorów (wyzwanie, któremu sprostali charakteryzatorzy). Odniosłem wrażenie, że szerokich kadrów jest w filmie bardzo mało - pojawiają się tylko wtedy, kiedy mają do spełnienia funkcję kompozycyjną, na przykład mają wywołać przytłaczający efekt ogromem więzienia.

Wspomniany naturalizm dochodzi do głosu także w scenach umierania. Film pokazuje śmierć w sposób brutalny, lecz bez epatowania widza. Wstrząsa, aby wysłać impuls do myślenia, jak w przypadku widoku krwi wsiąkającej w brunatną wykładzinę na zaciemnionym korytarzu. Zresztą, wszystkie kadry zostały skomponowane z pieczołowitością fotografa. Za nawiązanie do tej pokrewnej dziedziny sztuk wizualnych należy chyba również uznać ziarno (szum, jak na kliszach o wysokiej czułości), pokazujące się na ekranie przy niektórych scenach filmowanych nocą.

Skoro zaś mowa o roli światła, to jego wykorzystanie do budowania dynamiki w ujęciach z eksplodującymi dzikim ogniem lufami broni maszynowej zasługuje, moim zdaniem, na najwyższe uznanie. Tym większe, że kontrastuje wprost znakomicie z wyważoną szaro-brązową tonacją kolorów, jaka dominuje w ciągu prawie całego seansu.

Dźwięk


Jest suchy - to pierwsze, co przyszło mi do głowy. Nie mam jednak bynajmniej na myśli, iż został potraktowany po macoszemu. Wręcz przeciwnie, współgra z obrazem i delikatnie sugeruje przewidzianą przez reżysera interpretację poszczególnych wydarzeń. Śmiało można go porównać do specyficznego brzmienia muzyki odtwarzanej z płyty gramofonowej.

No właśnie, ścieżka dźwiękowa składa się z dwóch bodaj najlepiej kojarzonych ze Stanami Zjednoczonymi gatunków muzycznych: country bluesa oraz jazzu. I znów, utwory dobrane są nieprzypadkowo, w zależności od potencjału emocjonalnego danej sceny.

Współpraca realizatora dźwięku z operatorem kamery to konieczność, zwłaszcza przy tak bliskim filmowaniu - słychać wtedy mlaskanie bohaterów, przełykanie śliny albo szorstki, basowy, przypominający pomruki, szept gangsterów. Wszystko razem tworzy niesamowity, nieco klaustrofobiczny nastrój.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 30.07.2009 22:06

Ja bez takich uniesień, film warto zobaczyć, niektóre sceny są kręcone sztucznie, jakby techniką serialową, to mnie raziło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.