Pozycja materiału w rankingach:

Znalazłam dziś stary zeszyt, a w nim krótką notkę. To było kilka lat temu, ale pytanie, które sobie wtedy postawiłam, jest nadal nierozstrzygnięte. Jak pomagać mądrze i współczująco?
Zobacz także:
Artykuły
(35)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(4.61)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Piotr Wierzbicki 18.02.2010 22:16
Czy ja potrafię współczuć? Nawet nie mam na to siły a to co mam, jest lepiej spożytkować na rozwiązanie problemu. Czasami staram się dobrze doradzić. Co z tego? Człowiek usadowiony przez wiele lat w okowach określonej mentalności nie da się z tego wyrwać. Jemu jest lepiej w "brudzie i gnoju". Mieliśmy lokatora ok. 57 lat. Został wypędzony z domu. Warunkiem pozostania u nas była abstynencja. Wytrzymał trzy lata. W innym miejscu w przeciągu 0,5 roku doprowadził się do zupełnego upodlenia. Przedtem pracował u własnej siostry zarabiając netto miesięcznie 2500 zł, musiała wyrzucić go z pracy. Żeby wydostać się z takiego stanu, musi wpierw sięgnąć dna. Wielu ma niewydolne płuca i zanim wypłyną na powierzchnię, giną pod wpływem uduszenia.
Ewa Kuryło 19.03.2008 22:42
Magda, masz rację. Tylko czasami właśnie bardzo trudno ocenić jak to naprawdę z jakimś człowiekiem jest...
Autor usunął profil 19.03.2008 17:52
Już parę razy widziałam co ci ludzie robią z pieniędzmi. Kiedyś dałam parę złotych małej dziewczynce, która żebrała koło Kościoła, a ona poszła potem do kiosku i kupiła mamie papierosy. Innym razem kupiłam jedzenie i chciałam je dać kobiecie z dziećmi, ale powiedziała, że chce tylko pieniądze. Jednak nie straciła nadziei, że są jeszcze ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy i nie wstydzą sie o nią poprosić. Upewniła mnie w tym pewna staruszka, która zaczepiła mnie obok baru szybkiej obsługi i poprosiła, żebym kupiła jej coś do jedzenia :)
Ewa Kuryło 17.03.2008 21:37
ale też naszą empatię niszczy taki "rachunek" i badanie: zaufać - nie zaufać. Oto jest pytanie! I już nie mamy takiego prostego odruchu...
Łukasz Kmita 17.03.2008 19:19
Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest dawanie jedzenia osobom żebrzącym na ulicy - mamy pewność, że jeśli ów człowiek naprawdę tego potrzebuje, pomoc przyjmie bez wahania. Zwykły naciągacz jedzenia nie przyjmie, bo tak naprawdę jego potrzeby są zupełnie inne - czyt. alkohol, papierosy czy prochy. Ciężko jest wymyślić jakiś złoty środek na to, jak pomagać, by nie szkodzić. Kilka razy naciąłem się na takich ludzi, wydawało mi się, że potrzebują pieniędzy na jedzenie, a kilka godzin później widziałem ich, leżących na deptaku i totalnie zalanych - chciałem szczerze pomóc, a nieświadomie wbiłem kolejny gwóźdź do ich trumny. Myślę, że każdy ma swój rozum i ma w sobie na tyle instynktu, by stwierdzić, jak i czy pomóc.
[+] :)
Ewa Kuryło 16.03.2008 23:54
Znam tę staruszkę. Tak mała, krucha. Raz byłam świadkiem jak ten typ ją podwoził - autobusem. Może lepiej nie dawać pieniędzy a np. jedzenie? To też jest rozwiązanie. Naciągacz raczej nie przyjmie, a potrzebujący właśnie tego potrzebuje. Oczywiście nie tylko tego, ale to jest najbezpieczniejsze dla dającego. Wtedy mamy pewność, że np. nie przyczyniamy się do alkoholizmu.
Agnieszka Dąbrowska 16.03.2008 22:48
Problem polega też na tym, że pomoc materialna którą ofiarujemy najbiedniejszym nie zawsze do nich bezpośrednio trafia. W Warszawie na Krakowskim Przedmieściu prawie codziennie siedzi na przeciwko Uniwersytetu żebrząca starowinka, serce się kraje na Jej widok i nie sposób przejść obojętnie. Ale jak się okazało co rano podwozi ją tam jakiś typ, który pierwsze co robi kiedy po nią popołudniu wraca to zabiera puszkę- słyszałam to od wielu studentów którzy ten obrazek przerabiają dzień w dzień.
Sparzyłam się też dając pieniądze na schronisko dla bezdomnych zwierząt pewnej "wolontariuszce", która raz w miesiącu chodziła po całym moim bloku i zbierała pieniądze. Miała legitymację, ogólnie wzbudzała zaufanie. Jednak pewnego dnia moja sąsiadka zadzwoniła do schroniska dla którego owe dziewczę zbierało kasę i okazało się, że panna legitymację ma lewą, a pieniądze które zbierała nigdy nie trafiły do schroniska...
Podobnych przykładów znam jeszcze parę
Ale czy one powinny przekreślić chęć pomagania innym- chyba nie.
Trudno jest pomagać. Dużo ludzi, którzy tak naprawdę potrzebuje pomocy nie chce albo też nie potrafi jej przyjąć. Może się wstydzą, może czują się skrępowani, nie wiem.
Zadałaś trudne pytanie, na które cały czas i ja nie znam odpowiedzi...