Facebook Google+ Twitter

Wrzuć żywność do kosza, daj człowiekowi

Znalazłam dziś stary zeszyt, a w nim krótką notkę. To było kilka lat temu, ale pytanie, które sobie wtedy postawiłam, jest nadal nierozstrzygnięte. Jak pomagać mądrze i współczująco?

Ludzie wchodzili do kościoła, czasami zatrzymywali się przed zgarbioną staruszką i rzucali monetę do prawie pustego plastikowego pudełka, które trzymała w ręku. Drugą opierała na lasce. Prawie zagradzała sobą wejście, mimo to nie była nachalna. Mruczała tylko coś ledwie słyszalnego, ale gdy przechodzi się prędko jej głos szybko zanika. Nawet nie wiadomo, co dokładnie mówi: modlitwę? podziękowanie? To nie ma znaczenia. Sama jej obecność, ta cicha, wstydliwa chropowatość jej głosu przeszywa od stóp do głów i trafia prosto do serca.

Patrzyłam na nią z daleka. Nauczona nie ufać żebrakom, oddawać pieniądze do bezdusznej puszki organizacji charytatywnych, co wiedzą lepiej... A gdy żywy człowiek, gdy bruzdy na czole i mgliste oczy, które tyle widziały - moja ręka zatrzymana rozsądkiem. Przecież doraźna pomoc nic nie daje, przecież ona może ją zmarnować, przecież mogę jej zaszkodzić. Przecież należy pomóc na trwałe wydobywając z biedy i poniżenia.

Rozsądek trzyma na uwięzi instynkt samozachowawczy. Bo nawet zwierzęta pomagają sobie nawzajem, bo to pozwala przetrwać gatunkowi. Ale one nie myślą.
Tak nasza
Świadomość wszystkich nas przemienia w tchórzy
Rumiany odcień naszej stanowczości
Blaknie, pokryty bladą barwą myśli,
A przecież przedsięwzięcia rozległe i ważkie
Z przyczyny owej w nurt wpadają kręty
I gubią imię czynów

(Szekspir, Hamlet)

Kilka lat takiego treningu bierności do żywych, działania dla puszek niewidocznych i nieznanych, a nawet "przedsięwzięcia rozległe" stępieją w umyśle, zamienią się w skały wspomnień z dziecięcej wrażliwości. Bo z biegiem lat stajemy się coraz bardziej rozsądni, z inną nieco empatią. Może zapominamy, że tak trudno czuć współczucie dla ludzi w ogóle. Empatia potrzebuje tej drugiej strony, tej konkretnej osoby - jej uśmiechu. Kontaktu! Tym się żywi. A tak niebezpiecznie jest zaufać. Cienka jest granica między zaufaniem a naiwnością, pomocą a skrzywdzeniem. A najcieńsza może między rozsądkiem a obojętnością.

Pomiędzy wrażliwym dzieckiem a rozsądnym dorosłym jest nastolatek. Jaki on jest? Co czuje? Dojrzewa. Coraz mniej w nim silnej emocji, coraz więcej brzęku puszek wielkich organizacji. Bije się z myślami i sercem.

Jak zachować w sobie współczucie i jak nie dać się oszukać przebranym żebrakom? Po prostu, jak być człowiekiem? Zastanawiałam się nad tym kilka lat temu, pisząc to w swoim zeszycie i zastanawiam się nadal. Nie wiem. A niedługo święta i pewnie wrzucę żywność do kościelnego kosza dla biednych...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Czy ja potrafię współczuć? Nawet nie mam na to siły a to co mam, jest lepiej spożytkować na rozwiązanie problemu. Czasami staram się dobrze doradzić. Co z tego? Człowiek usadowiony przez wiele lat w okowach określonej mentalności nie da się z tego wyrwać. Jemu jest lepiej w "brudzie i gnoju". Mieliśmy lokatora ok. 57 lat. Został wypędzony z domu. Warunkiem pozostania u nas była abstynencja. Wytrzymał trzy lata. W innym miejscu w przeciągu 0,5 roku doprowadził się do zupełnego upodlenia. Przedtem pracował u własnej siostry zarabiając netto miesięcznie 2500 zł, musiała wyrzucić go z pracy. Żeby wydostać się z takiego stanu, musi wpierw sięgnąć dna. Wielu ma niewydolne płuca i zanim wypłyną na powierzchnię, giną pod wpływem uduszenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magda, masz rację. Tylko czasami właśnie bardzo trudno ocenić jak to naprawdę z jakimś człowiekiem jest...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.03.2008 17:52

Już parę razy widziałam co ci ludzie robią z pieniędzmi. Kiedyś dałam parę złotych małej dziewczynce, która żebrała koło Kościoła, a ona poszła potem do kiosku i kupiła mamie papierosy. Innym razem kupiłam jedzenie i chciałam je dać kobiecie z dziećmi, ale powiedziała, że chce tylko pieniądze. Jednak nie straciła nadziei, że są jeszcze ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy i nie wstydzą sie o nią poprosić. Upewniła mnie w tym pewna staruszka, która zaczepiła mnie obok baru szybkiej obsługi i poprosiła, żebym kupiła jej coś do jedzenia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ale też naszą empatię niszczy taki "rachunek" i badanie: zaufać - nie zaufać. Oto jest pytanie! I już nie mamy takiego prostego odruchu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest dawanie jedzenia osobom żebrzącym na ulicy - mamy pewność, że jeśli ów człowiek naprawdę tego potrzebuje, pomoc przyjmie bez wahania. Zwykły naciągacz jedzenia nie przyjmie, bo tak naprawdę jego potrzeby są zupełnie inne - czyt. alkohol, papierosy czy prochy. Ciężko jest wymyślić jakiś złoty środek na to, jak pomagać, by nie szkodzić. Kilka razy naciąłem się na takich ludzi, wydawało mi się, że potrzebują pieniędzy na jedzenie, a kilka godzin później widziałem ich, leżących na deptaku i totalnie zalanych - chciałem szczerze pomóc, a nieświadomie wbiłem kolejny gwóźdź do ich trumny. Myślę, że każdy ma swój rozum i ma w sobie na tyle instynktu, by stwierdzić, jak i czy pomóc.

[+] :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znam tę staruszkę. Tak mała, krucha. Raz byłam świadkiem jak ten typ ją podwoził - autobusem. Może lepiej nie dawać pieniędzy a np. jedzenie? To też jest rozwiązanie. Naciągacz raczej nie przyjmie, a potrzebujący właśnie tego potrzebuje. Oczywiście nie tylko tego, ale to jest najbezpieczniejsze dla dającego. Wtedy mamy pewność, że np. nie przyczyniamy się do alkoholizmu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Problem polega też na tym, że pomoc materialna którą ofiarujemy najbiedniejszym nie zawsze do nich bezpośrednio trafia. W Warszawie na Krakowskim Przedmieściu prawie codziennie siedzi na przeciwko Uniwersytetu żebrząca starowinka, serce się kraje na Jej widok i nie sposób przejść obojętnie. Ale jak się okazało co rano podwozi ją tam jakiś typ, który pierwsze co robi kiedy po nią popołudniu wraca to zabiera puszkę- słyszałam to od wielu studentów którzy ten obrazek przerabiają dzień w dzień.
Sparzyłam się też dając pieniądze na schronisko dla bezdomnych zwierząt pewnej "wolontariuszce", która raz w miesiącu chodziła po całym moim bloku i zbierała pieniądze. Miała legitymację, ogólnie wzbudzała zaufanie. Jednak pewnego dnia moja sąsiadka zadzwoniła do schroniska dla którego owe dziewczę zbierało kasę i okazało się, że panna legitymację ma lewą, a pieniądze które zbierała nigdy nie trafiły do schroniska...
Podobnych przykładów znam jeszcze parę
Ale czy one powinny przekreślić chęć pomagania innym- chyba nie.
Trudno jest pomagać. Dużo ludzi, którzy tak naprawdę potrzebuje pomocy nie chce albo też nie potrafi jej przyjąć. Może się wstydzą, może czują się skrępowani, nie wiem.
Zadałaś trudne pytanie, na które cały czas i ja nie znam odpowiedzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.