Facebook Google+ Twitter

Wschód - Zachód, czyli Europa w reżyserii Tomasza Mana

"EU" Tomasza Mana to propozycja podróży po dziesięciu stolicach europejskich. Mimo punktu wyjściowego - tekstu bazującego na siermiężnym wręcz banale, Europa zyskuje rumieniec, a spektakl kuszącą lekkość.

"EU" Tomasza Mana w jedenastej odsłonie. / Fot. Fot. materiały dla prasyTomasz Man, autor i reżyser "EU" i grupa katowickich aktorów grających w spektaklu Teatru Śląskiego, to reżysersko-aktorski majstersztyk. W dziesięciu odsłonach stopniowo odkrywany jest portret własny Europejczyka. Nie jest to bynajmniej portret jasny i oryginalny. Tkwi w nim jednak jakaś przekorna, skoro bazująca na stereotypach, prawda...

Dziesięć etiud z życia i grzechu

Wyraźnie podzielony na dziesięć sekwencji spektakl, to dziesięć prób przekonania widzów do emocji i prawdy prezentowanych postaci. Każda z prób rozpoczyna się od określenia miejsca i bohaterów, co gwarantuje porządek poszarpanej narracji sztuki. I każda odegrana zostaje przez aktorów dwojących się i trojących w grze, której stawką jest przekonujący portret mieszkańców starego kontynentu. Nie jest to zadanie łatwe.
Według Mana bowiem są dwie odsłony tego samego obrazu - jedna jasna, druga ciemna. Europejczyk niestały w związkach, osądach i pragnieniach, tkwi w jakiejś niekończącej pogoni za jasną stroną swojego ja. Choć z pewnością naocznie spełnia się w nim tu twierdzenie Brigitte Bardot: "Świat jest tak mały, że prędzej czy później spotkamy się w jednym łóżku", jego życie seksualne zdaje się być jedynie parafrazą grzechu i zwątpienia. I choć zaplątany w rozliczne patologie relacji rodzic-dziecko, mąż-żona, pracodawca-pracownik, policjant-podejrzany: porusza, bawi, a nawet wzbudza sympatię. Mimo chwilami zbyt wydumanych wątków, zdaje się być prawdziwym. Prawie do samego końca..

Niewidzialna granica

Granica przebiega między Wschodem a Zachodem. I tak: jeśli holenderski porno biznesmen szantażuje szefową telewizyjnej agencji informacji, to jest nią Litwinka. Jeśli hiszpański polityk "używa sobie" kobiety i jej córki, są nimi Czeszki. Jeśli niemiecki biznesmen ma kochankę, jest nią niezamożna, a atrakcyjna Polka.
Przykłady można by mnożyć, ale podstawowy wniosek z tego układu sił zdaje się być jeden - granica dzieląca zachód Europy od ziem niegdyś zależnych od ZSRR istnieje nadal... A my, Polacy i nasi wschodni, tudzież południowi sąsiedzi, pozostajemy dla przybywających na naszą ziemię Niemców, Francuzów, czy Włochów "atakowaną Azją", "frontem wschodnim", na którym po prostu należy ochronić "tyłek przed wymarznięciem". Niepodlegający to żadnej wątpliwości stereotyp, ale... czy nie po trochu prawdziwy? Zwłaszcza jeśli ukazany bez uprzedzenia, w formie pełnej zdrowego humoru groteski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.