Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13743 miejsce

Współczesna farmacja a nowoczesne ziołolecznictwo. Część I

Czemu lekarstwa są coraz słabsze? Dlaczego praktycznie na wszystko przypisywane są antybiotyki? Czas na wyciągnięcie konkretnych wniosków.

Zanim przejdę do sedna sprawy, zadam każdemu czytelnikowi dwa pytania:
1. Co byś zrobił, gdyby źródłem Twoich dochodów była produkcja lekarstw, a ktoś stwierdziłby, że wszystkie lekarstwa występują we florze całego świata ?
2. Co byś robił, żeby zwiększyć swoje dochody?

Te pytania nasunęły mi się po ostatnich bliskich spotkaniach z medycyną akademicką. Sprawa dotyczyła bliskiej mi osoby, którą po trzech tygodniach antybiotykoterapii hospitalizowano. Ciekawostką jest fakt, iż stwierdzono infekcję wirusową, a do leczenia zastosowano antybiotyki.
Czym jest antybiotyk? Odpowiem tutaj cytatem z encyklopedii:

Antybiotyki to substancje wytwarzane przez organizmy żywe, głównie przez drobnoustroje (zwłaszcza grzyby i niektóre bakterie), hamujące wzrost innych drobnoustrojów, a nawet zabijające je...

Nie ma tam nawet słowa „wirus”. Te substancje na wirusy nie działają.

Oprócz pisania artykułów medycznych zajmuję się ziołolecznictwem i medycyną alternatywną, ale do głowy by mi nie przyszło, aby antybiotykiem leczyć infekcje wirusowe. Taka właśnie jest współczesna medycyna: „Na wszystko antybiotyk”. Na oddziale nie było miejsca dla chorych. Pacjenci leżeli na korytarzu. Ok. 90 proc. chorych miało problem z zapaleniem dróg oddechowych. Wszystkich łączyła wspólna metoda leczenia: antybiotyk.

Napotkałem też osoby, które znalazły się w szpitalu nie ze względu na chorobę, ale przez alergię wywołaną przez antybiotyk. Uświadomiłem sobie wtedy, że mimo rozwoju technicznego i wielu odkryć w dziedzinach chemii ludzie coraz częściej chorują i coraz trudniej się ich leczy.
W mojej opinii koncerny farmaceutyczne nie dopuszczą do zaakceptowania naturalnych substancji leczniczych i alternatywnych metod leczenia. Nic dziwnego - wobec obecnych cen leków doprowadziłoby ich to potężnych strat finansowych. Pragnę również zauważyć, że leki refundowane przez NFZ to leki za które i tak płacą obywatele, a wszystkie te pieniądze lądują w kieszeniach firm farmaceutycznych.

Jak powstają leki przeciwwirusowe, np. Tamiflu?
Jak pomagają rośliny?
Jakie są postępy współczesnego ziołolecznictwa?
Dlaczego utajono większość badań z połowy XX wieku dotyczących składników naturalnych?

Na te pytania postaram się odpowiedzieć w kolejnych częściach cyklu „Współczesna farmacja a ziołolecznictwo”

fitoterapeuta Adrian Budek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Drugi raz podkreślam, że żadnych pieniążków nie biorę. I rozumiem, że aby polecić komuś owoc dzikiej róży bogaty w witaminę C, sok z buraka bogaty w witaminy i minerały, miętę, rumianek, lipę, zieloną herbatę, hibiskus i inne zioła dostępne nawet w marketach to trzeba mieć specjalizacje? Albo szukać lekarza, który skończył specjalizację z ziołolecznictwa, a takich w Polsce praktycznie niema a jak są to wizyty są odpłatne i to nie tanio. BZDURY i tyle. Oczywiście, że uderzam w lekarzy bo większość jest nagradzana na różne sposoby o których można przeczytać w raportach NIK. Jeśli chodzi o antybiotyki to wiele osób, które znam podczas infekcji wirusowej dostaje antybiotyk z tekstem: to tak żeby zakażenie bakteryjne się nie pojawiło. A leków antywirusowych nie dają. A związki przeciwwirusowe mają takie rośliny jak cebula, czosnek, melisa czyli wszystko dostępne w zwykłym sklepie spożywczym. I po takie rzeczy trzeba robić studia i specjalizacje. To właśnie takie podejście spycha klasyczną fitoterapię na margines. Znam bardzo dużo osób leczących ziołami i nikt nie jest lekarzem. Lekarz jak słyszy o ziołach to od razu wybucha śmiechem. Takie są fakty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znalezione na szybko:
http://www.mmlublin.pl/293266/2010/7/28/raport-nik-firmy-farmaceutyczne-sponsorowaly-lekarzom-ze-szpitala-na-staszica-zagraniczne-wycieczki-wideo?category=news

Nie pobieram żadnych opłat od ludzi którym pomagam. A żeby zrozumieć działanie roślin leczniczych wystarczy opanować taką czynność jak "czytanie". Weźmy np. miętę, wiele osób używa jej przy problemach żołądkowych bez konsultacji z lekarzem, czy uważasz takie osoby za szalone?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę zapoznać się z raportami NIK dotyczącymi wpływu firm farmaceutycznych na lekarskie decyzje, szkolenia i przypisywanie leków.

Komentarz został ukrytyrozwiń
1
  • 1
  • 30.04.2011 23:31

leczeniem powiniem zajmowac sie lekarz a nie fitoteapeuta z nadania kto zweryfiował panską wiedze na temat interakcji zwiazków chemicznych zawartych w roslinach, łatwo jest próbować zarobić pieniązki na hasłach typu stop chemiii syntetycznym lekom itd. ludzie którzy zajmują sie leczeniem ziołami bez skończonych studiów medycznych na kierunku lekarskim tylko ośmieszają fitoterapie, przyczynijąc się do spychania tej dziedziny na margines farmakologii.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Szymon
  • Szymon
  • 19.03.2011 00:53

To lekarze leczą ludzi, a nie koncerny farmaceutyczne. Nie widziałem żadnego antybiotyku zalecanego przez producenta do leczenia chorób wirusowych. Przypadki jakie Pan opisuje dotyczą błędów diagnostyki, sposobu leczenia czy wyboru leku, czyli błędów lekarskich.
Atakuje Pan koncerny farmaceutyczne, ale trafia w lekarzy. Musi Pan inaczej dobierać amunicję.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.