Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10565 miejsce

Wspólnota sąsiedzka. Istnieje czy nie istnieje?

W zeszłym tygodniu byłam po części uczestnikiem pewnego zdarzenia. Nigdy nie byłam świadkiem czegoś podobnego, wychowałam się bowiem w czasach, kiedy ulubioną nauką wszystkich rodziców było „nie mów nikomu, co się dzieje w domu”.

 / Fot. United States Federal GovernmentSiedziałam sobie w wannie, kiedy nagle zgasło światło (które w zasadzie zapaliłam odruchowo, wchodząc do toalety – było to ok. godziny 13). Długo nie musiałam czekać na telefon od sąsiadki, z pytaniem, czy u mnie też nie ma prądu. Dostałam od niej instrukcję, by spojrzeć przez okno, i tak też zrobiłam. Okazało się że wielki tir, jadący ze sporą prędkością, przypadkiem przewrócił słup stojący na ulicy, czego efektem były pozrywane kable i brak prądu na całym osiedlu. Jednak to, co mnie zaskoczyło, a jednocześnie lekko rozczarowało, wydarzyło się nieco później.

Na poboczach pojawili się sąsiedzi, każdy przy swojej posesji – co wydaje się zupełnie normalnym w takiej sytuacji. Po niedługiej chwili było już całkiem spore „zbiegowisko”. Ktoś dowiedział się, że prądu nie będzie przez wiele godzin. Ku mojemu zdziwieniu, sąsiedzi nie poszli do swoich domów, ale zostali, jakby łącząc się w bólu. Zdziwienie moje było o tyle duże, ponieważ kilku z tych ludzi nie widziałam od wielu lat, a niektórych spotkałam pierwszy raz. To sąsiedzi, którzy ograniczają swój świat do swojego podwórka – często zapominając nawet powiedzieć „dzień dobry”, kiedy któryś z sąsiadów przechodzi obok posesji.

I to właśnie ci sąsiedzi, nagle, jakby umotywowani jakimś poczuciem solidarności, byli dla siebie mili, rozmawiali ze sobą, śmiali się i częstowali papierosami. Obserwując tę sytuację, przypomniał mi się fragment powieści Wiesława Myśliwskiego, pt. „Kamień na kamieniu”, w której autor przedstawił sytuację odwrotną – jak to ludzie, którzy żyli w sąsiedztwie wspólnym życiem, zostali podzieleni przez nowe technologie (gumowe opony, samochody, a przede wszystkim asfaltową drogę).

Na moim osiedlu ludzie zjednoczyli się, podobnie jak zjednoczeni byli ci, z początku fragmentu Myśliwskiego. Nigdy nie byłam świadkiem czegoś podobnego, wychowałam się bowiem w czasach, kiedy ulubioną nauką wszystkich rodziców było „nie mów nikomu, co się dzieje w domu”. Być może kiedyś, na moim osiedlu, ludzie także byli dla siebie życzliwi, tak jak tego dnia.
Kiedy moje zauroczenie sięgało zenitu, okazało się, że to pozorne zjednoczenie, było tylko chwilowe, ludzie sprzyjali ze sobą, bo tak wypadało. Ściemniło się, towarzystwo rozeszło się do swoich telewizorów i komputerów.

Po ciemnej nocy (elektrycy nie zamontowali latarni, która zwykle oświetlała drogę), nastał nowy dzień, niczym nie różniący się od poprzednich, a więc tak naprawdę stary dzień. O wspólnocie sąsiedzkiej szybko zapomniano. Można znów swobodnie inwigilować, czy „rąbać tyłki” sąsiadom, bez konieczności mówienia „dzień dobry”.

Tekst na licencji Creative Commons

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Ano tak to już jest, że jednostka ludzka w chwili zagrożenia z zewnątrz lgnie do drugiej jednostki ludzkiej. Taki stan rzeczy miałam okazję obserwować gdy pod koniec kwietnia jakiś "dowcipniś", a właściwie szaleniec podłożył pod blok, w którym mieszkam, paczkę z ładunkiem wybuchowym. Po zneutralizowaniu zagrożenia wszystko - jeśli idzie o relacje sąsiedzkie - wróciło do "normy", choć są oczywiście wyjątki. Kilka osób, które danym mi było poznać owej pamiętnej nocy, jednak mówi mi "dzień dobry".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzeba było awarii, aby ludzie oderwali się od telewizorów i laptopów i zeszli odnowić starą znajomość, popatrzeć na siebie z bliska i bez pośpiechu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ściemniło się, towarzystwo rozeszło się do swoich telewizorów i komputerów." przecież prądu nie było. a może do laptopów? na blueconect.
Wspólny interes łączy sąsiadów tak jak wspólny wróg.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To, że potrafimy się jednoczyć chociaż na chwilę jest jedną z największych wad obecnego społeczeństwa polskiego. Wystarczy wspomnieć o bogactwie krajów, które się buduje przez pokolenia a u nas tolerujemy a czasami nawet podziwiamy tych, którzy potrafią oszukać skarb państwa, wymigać się od podatku lokalnego albo na lewo podłączyć się do sieci energetycznej. Dodatkowo nie szanujemy tego co już osiągnęliśmy bo nadal pokutuje w nas poczucie homosowieticusa o majątku wspólnym czyli niczyim :(

Komentarz został ukrytyrozwiń
sylwia
  • sylwia
  • 12.06.2011 23:17

Artykuł doskonale mogący służyć za materiał do debaty na temat współczesnych technologii. Cały ten Internet, skądinąd genialny wynalazek, odczłowieczył społeczeństwo do tego stopnia, że, jak to zostało napisane, ludzie zapominają mówić sobie zwykłe "dzień dobry". Wygodniej "zaczepić się" na facebooku, czyż nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

W mojej opinii takie specyficzne grupy to jakiś rodzaj unikatu na skalę europejską, a trochę system przyzwyczaił nas, że potem chowamy się do nory i tam pozostajemy - ale to nie szkodzi, że wolimy partyzantkę - grunt - POTRAFIMY się jednoczyć chociaż na chwilę. A za artykuł 5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielu ludzi twierdzi (przynajmniej wśród moich znajomych), że kiedy trudno jest o czymś mówić, dużo łatwiej jest pisać. Ja nie jestem takiego zdania, (choć pisać lubię :)) ale sama świata nie zmienię...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Oświecony
  • Oświecony
  • 12.06.2011 22:40

To jest już normą, ludzie zapomnieli ze sobą rozmawiać. Mam tego przykład z autopsji. Młodzi ludzie dużo rozmawiają przez telefon. A na spotkaniu twarzą w twarz, zapominają języka i nie bardzo wiedzą o czy rozmawiać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.