Facebook Google+ Twitter

Wspomnienia z dzieciństwa

O kresach różnie piszą,ale moja prawda o ziemi rodzinnej wyssana z piersi matki..

Z Głębokiego żydowskiego miasteczka ojciec towar do sklepu przywoził. Konia zaprzęgał w nocy, brał kromkę chleba za pazuchę i wyruszał w drogę. ! Podroż niebezpieczna, wiodła przez las, w którym zbójcy zabierali dobytek. Czekalismy na jego powróz duszą na ramieniu .
Właziłem na sosnę i upatrywałem , na drodze nie było żywego ducha. Tylko magla znad Berezki pełzła po łąkach zasłaniając most i kopki siana,a na łąkach rżały konie, pastuchy przy ognisku grali na fujarkach i śpiewali
.
Zapadał mrok,wioskę ogarniała milcząca ciemność, w nielicznych oknach migały jak maleńkie gwiazdeczki palące się łuczywka.Rozczarowany wracałem do domu. Z mamą modliliśmy się o szczęśliwy powrót ojca,
A przyjeżdżał nad ranem!
Nie rozbierając się zasypiał. Chodziliśmy po pokoju wtedy jak myszki!

.
Pewnego razu Ojciec zabrał mnie do miasta.,
Siedząc obok niego byłem dumny,u moich nóg leżała żelazna laska.Do obrony przed zbójcami ojciec wykuł ją w swojej kuźni .
Dzień pełen wrażeń upłynął szybko,do domu
jechaliśmy,gdy na niebie zapalały się pierwsze gwiazdy
Na ulicach pusto i głucho tylko na peryferiach migały płomyki w klasztornych oknach Rozwieracza ,tam stacjonowały odziały korpusu ochrony pogranicza ,a dalej już las ,
ciemno, choć oko wykuł , nawet ogona konia nie mogłem dostrzec.
A strach ma wielkie oczy, nie ,balem się jednak nie zbójców,a wilków ,upiorów porywających dzieci.
Drżałem przytulając się do ojca.Nie bój się synku- ,tu nie ma wilków ludzie są gorsi od nich. Mówiąc to przeżegnał się
- czaiła się tajemnicza ciemność, furmanka przechylała się na boki, koła skrzypiąc wpadały w koleiny ogarniał mnie strach. OJCIEC podał lejce:
„ Jedz śmiało!
- potrzymam beczkę z naftą.Bez bez niej lampy nie świecą, przez komin duchy włażą .W takie noce bez balem się wyjść za stodołę!
Wtedy jak z pod ziemi wyskoczyli bandziory !
Jeden chwycił konia za uzdę i usiłował wprowadzić furmankę na zboczę.
Pozostali wskoczyli na wóz. Ojciec laskę i jak szablą siekał na lewo i praw, bandzior spadł pod koła wozu, drugi osunął się na mnie i zaczął błagać : „nie zabijaj”Pozostali uciekli do lasu! Ojciec krzyknął:Wio,wio.wio! Koń- pomknął galopem na br bandziora ojciec wyrzucił z wozu, a mnie mocno przytulił - jechaliśmy w milczeniu do domu.
Niebo usłane gwiazdami ,a księżyc oświetlał drogę.. daleko szczekały psy. Dojeżdżamy do Wudziła ,
to wioska w której zatrzymują formaki,powiedział , chwyciła laskę... na wzgórzu mrugały światełka nas owala i zręcznośc ulana ,od jego ciosów padali chuligani, , zwinny jak wiatr w polu” nie miał równego sobie n a wsi i okolicach mówiła dumnie mama.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.