Facebook Google+ Twitter

Wspomnienia z niebieskim mundurkiem i togą w tle

Toczący się w mediach spór o kompetencje i rzetelność wykonywania zawodu prokuratora, policjanta i detektywa, spowodował, że wróciły do mnie wspomnienia z niebieskim mundurkiem i togą w tle.

Policja i prokuratura to organy do których nie mam za grosz zaufania. Nie wierzę ani jednym, ani drugim– chociaż wśród pracowników obu instytucji, tak jak zresztą w każdym zawodzie, trafiają się perełki. Uważam, że ustawy i procedury stanowią doskonałe alibi dla działań znacznej części pracowników w mundurach i togach. Przeciętny obywatel może się jedynie cieszyć, jeżeli nie znajdzie się na ich celowniku. W innym przypadku za kratki potrafią wprowadzić każdego, i co najgorsze- zawsze mają rację, a jak nie mają, to i tak prawda jest po ich stronie.

W pamięci na zawsze pozostanie mi pewien październikowy dzień 2009 roku i tylko dolegliwości związane z chorobą Alzhaimera mogą wymazać związane z nim przeżycia i wspomnienia. Wszystko przez moją skłonność do stawania w obronie pokrzywdzonych– tym razem był to młody Senegalczyk, którego na skutek zmontowanej intrygi wyrzucono z trzecioligowego klubu piłkarskiego. Lokalne władze umyły ręce, zostawiając rozwiązanie sprawy w gestii prezesa– cwaniaka.

Niestety, pomagając jednemu, w łapy mściwego lokalnego układu wepchnęłam własnego syna. Do aresztu trafił kilka godzin po tym, jak temat klubowej zmowy nagłośniłam medialnie, a także upubliczniłam prosząc o pomoc pewną europosłankę, która z kolei do wyjaśnienia sprawy zobligowała kolegę posła i obecnego na spotkaniu burmistrza. Nie wiedziałam wówczas, że drogi wszystkich znających sprawą osób zbiegną się w jednym miejscu– hali sportowej, na której jako wolontariusz udzielał się mój syn, a prezes- cwaniak robił za konferansjera. Wiadomość o mojej aktywności otrzymał wraz z pojawieniem się na prowadzonym przez niego koncercie gości.

Syn- drugi rok z rzędu- był współgospodarzem tego lokalnego przedsięwzięcia rozrywkowego, którego celem- jak się później dowiedziałam- była promocja
lokalnej elity politycznej. Rola jaką pełnił, była znacząca, bo wymagała fizycznego zaangażowania. Krótko mówiąc odwalał czarną robot– używając siły mięśni przy budowaniu sceny, na której później rej wodził wcześniej wspomniany prezes.

Około 400 nastolatków nieświadomych konsekwencji płynących ze znowelizowanej ustawy o imprezach masowych korzystało z pełnego luzu–
i to dosłownie. W hali sportowej, w której święto muzyki i tańca się odbywało, krążyły puszki z piwem, dostarczane z prowizorycznego barku, za który służyło okienko w damskiej toalecie. Nad całością czuwało pięciu ochroniarzy z firmy należącej do krewnego burmistrza, a dowodzonych przez kuzyna komendanta policji. Całości zabezpieczenia dopełniało czterech strażaków z ochotniczej straży pożarnej bez wymaganych ustawowo uprawnień do zabezpieczania tego typu spotkań.

Można by pokusić się o zestawienie zachowań organizatorów, uczestników i gości z zapisami ustawy o imprezach masowych. Sądzę, że poszczególne jej ustępy pozwoliłyby każdemu z obecnych coś przypisać. Stało się jednak tak, że konsekwencjami obciążono jedynie dwóch uczestników gorącej sobotniej nocy. Jednemu za zbytnie wczucie się w klimat muzycznych zmagań – radośnie wywinął kurtką młynka- wymiar sprawiedliwości zaserwował dwa dni aresztu i dwa tysiące grzywny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.