Facebook Google+ Twitter

Wspomnienie o Annie Walentynowicz

Zapewne wiele osób doceniamy dopiero po śmierci. Tak jest i z Anną Walentynowicz.

Znałem panią Walentynowicz od ponad 20 lat. Kiedy ją poznałem, byłem jeszcze młodym człowiekiem (urodziłem się w 1968 roku), pełnym wiary w solidarnościowe ideały. Fakt, że później z pewnym dystansem patrzyłem na starszą panią wygłaszającą monologi o Wałęsie.

Ceniłem ją jednak zawsze. Pamiętam, jak ludzie byli zdziwieni, że jej biogram pojawił się encyklopedii, bo to tylko suwnicowa (ale w 2-tomowym słowniku ludzi opozycji w PRL jej biogram już pominięto, przykre). Kiedy ludzie wytykali jej (późno)młodzieńczy udział w berlińskim zlocie młodzieży socjalistycznej, jakby szukając kamienia. Zawsze to powtarzałem, powtórzę więc i dzisiaj. Każdemu życzę, żeby kiedy wyrzucą go pracy, ktoś stanął za nim w obronie. Może dzisiaj wydaje się to niepojęte, ale za tą prostą suwnicową stanął cały wydział i od tego zaczął się wielki zryw Solidarności. Od żądania przywrócenia Anny Walentynowicz do pracy!

Była to osoba, która zapłaciła najwyższą cenę za swoją działalność opozycyjną. Kiedyś, gdy nie miałem córki, wydawało mi się, że też byłbym niezłomny. Dzisiaj jednak nie byłbym siebie taki pewien, gdyby konsekwencje mojej działalności opozycyjnej miała ponosić moja córka. A tak wredne metody wobec Anny Walentynowicz zastosowało SB. Nie mogąc jej złamać, uderzono w nieletniego, jedynego syna, którego jako samotna matka wychowywała. Demoralizowano go, podsuwano mu nieodpowiednie towarzystwo. O, zgrozo! Dzisiaj uświadamiam sobie, jak to musiało ją boleć.

Była niebywale uczciwą kobietą, nie pchała się do koryta, żyła bardzo skromnie. Mogła po 1989 roku zostać posłem lub senatorem, każda partia (nie tylko o Solidarnościowym rodowodzie) wystawiłaby ją na swoich listach wyborczych i to w taki sposób, że jej miejsce w parlamencie byłoby gwarantowane. Jednak tego nie zrobiła. Mówi się o tym, że Wałęsa będąc prezydentem zaproponował jej stanowisko ministra spraw zagranicznych. Być może myślał, że skoro on może być prezydentem, to i Walentynowicz może być ministrem spraw zagranicznych. Ale ona nie była taka głupia. Chociaż uważam, że jako bardzo wrażliwa działaczka byłaby dobrym ministrem pracy i spraw socjalnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Jestem pisowcem
  • Jestem pisowcem
  • 12.04.2011 22:32

http://blog.rp.pl/feusette/2011/04/12/samolocik-i-mikrofon-%E2%80%93-zestaw-malego-dyplomaty/

w artykułach tego młodego dziennikarza, jest o tych samych ludziach, którzy gnębile rodzinę Pani Anny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
B.Z.
  • B.Z.
  • 11.04.2011 22:08

A ja znam wiele osób, które nie wierzą w to, że ktokolwiek może być bezgranicznie uczciwy i lojalny wobec innych. To jest straszne.

Znam osoby uczciwe, dlatego daję wiarę zawatrej w felietonie treści.

pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mam zdania swojego na temat Pani Walentynowicz, ale podziwiam ludzi co mają swoje zdanie i mówią o tym otwarcie. Nie mniej była wielką postacią polskiej Solidarności i w pewnym sensie jest bohaterką narodową. Miło, że autor napisał o niej tak ciepło w tragiczną rocznicę jej śmierci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.