Facebook Google+ Twitter

Wspomnienie pogrzebu: biało-czerwone morze zalało plac św. Piotra

Są takie zdarzenia w życiu człowieka, których nie zapomina się nigdy. Śmierć Ojca Świętego jest jednym z takich zdarzeń. Uczestnictwo w jego pogrzebie było jak misterium.

Szukałem Was, teraz Wy przyszliście do mnie - fot. W. JanowiczSobotni wieczór nie był taki, jak wszystkie inne. Wpatrywałem się w telewizor oczekując nawet najkrótszej informacji o tym, że papież czuje się lepiej. O godzinie 21.37 dokonało się – Jan Paweł II odszedł do domu Ojca, zasiadł przy tronie niebieskim. Nie było rozpaczy, raczej żal za kimś bliskim, członkiem rodziny i powiernikiem trosk. Ale duch nie umiera nigdy!

Muszę jechać


Decyzja o pożegnaniu Ojca Świętego w Rzymie przyszła natychmiast. Najpierw samolot – bez szans. Autobus – jeszcze nie wiadomo. W końcu jest! Biuro podróży decyduje się zorganizować wyjazd. - Teraz do Rzymu jedzie wszystko co jeździ i nie jeździ – mówi pilot.

Cztery miliony ludzi w kolejce. fot. W. JanowiczMoi towarzysze podróży wydają się być skupieni. W tej autobusowej mikrospołeczności są ludzie starzy i bardzo młodzi, każdy w innej sytuacji życiowej. Wszyscy nasłuchują wieści z Watykanu. Nie są zbyt optymistyczne – bazylika zamknięta, nie wpuszczają pielgrzymów. Korki mają się zacząć już 150 km przed Rzymem.

Przekraczamy włoską granicę. Policja informuje nas, że na pewno nie dojedziemy do Rzymu. Mijamy Wenecję. Tu miał się zacząć korek. Na razie jednak nic tego nie zapowiada. Po 20 godzinach jazdy jesteśmy na obrzeżach Rzymu. Tu także ruch jest niewielki. Rzymska obwodnica jest zapełniona, ale nie pielgrzymami, tylko mieszkańcami, spieszącymi się do pracy.

Już jest u boku Ojca Niebieskiego fot. W. JanowiczJedna z uczestniczek naszej pielgrzymki, kobieta w średnim wieku dostaje ataku astmy. Nie może oddychać. Wyprowadzona z autokaru siada na pasie zieleni między jezdniami. – Już dobrze, wytrzymam, biskup Karol Wojtyła mnie bierzmował, muszę go pożegnać – mówi urywanym głosem. Posuwamy się w żółwim tempie. Decydujemy, że zamiast jechać najpierw do hotelu, od razu skierujemy się na plac św. Piotra. Policja kieruje nas na parking Stadio Olimpico. To wydaje się niemożliwe, ale docieramy tam jako pierwsi.

Autobus linii nr 32 dowozi nas pod Watykan. Via Conciliacione wypełniona tylko do połowy. Upał. Wszędzie rozstawione punkty z wodą, szpitale polowe, karetki, nosze. Zastanawiałem się jak można wystać w kolejce na upale 6-10 godzin? Odpowiedź przyszła sama: można nawet 20. Adrenalina i niesamowity nastrój uodparnia organizm człowieka.

Plac św. Piotra: tłumy, tłumy, tłumy. Fot. W. JanowiczWielonarodowy tłum czeka w skupieniu, nikt nie narzeka, nie pcha się. Panuje wielki gwar we wszystkich językach świata. Na miejscu są prasa, telewizja, radio – reporterzy wypatrują potencjalnych rozmówców.

Po 4,5 godz. oczekiwania, wchodzimy do bazyliki św. Piotra. Błysk fleszy miesza się ze stanowczymi głosami obsługi "Andiamo! Andiamo!" (Naprzód! Naprzód!). Każdy choć przez chwilę chce w skupieniu pożegnać papieża, przystanąć nad jego ciałem. Jesteśmy tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Ojciec Święty już nie cierpi, jest spokojny, blisko Boga.

Po wyjściu z bazyliki napięcie opada, a jego miejsce zajmuje zmęczenie.

Szloch po stracie najlepszego Ojca, chwila gdy wynoszą trumnę, fot. W.JanowiczPiątek, dzień pogrzebu Jana Pawła Wielkiego


Godzina 5.45 – pobudka. Śniadanie „kontynentalne”: chleb, masło, dżem. Jedziemy do Rzymu. Tłumy, tłumy! Czy wejdziemy na plac św. Piotra? O godz. 8.30 jesteśmy na początku Via Conciliacione, około 1000 metrów od placu. Olbrzymie „telebimy” widoczne są z każdego miejsca. Wielu pozostaje tutaj, obserwując uroczystości z oddali.

O godz. 10 zaczyna się msza. Nadal tkwimy w tym samym miejscu. Na telebimach głowy państw, królowie, oficjele. Są teraz tak mali, tak nieistotni.

Biało - czerwone morze. fot. W. JanowiczDo naszej grupy podchodzi człowiek ubrany w czarny garnitur. Elegancki, w średnim wieku. Na ramieniu opaska w hiszpańskich barwach. Chwyta kogoś za rękę i zaprasza za sobą. Udaje nam się przemknąć aleją wzdłuż Via Conciliacione, omijając gęsty tłum za barierkami. Bliżej, bliżej, bliżej...

Stoimy dokładnie w środku placu św. Piotra. Nie ma tu tłoku. Podniosła atmosfera i wzruszenie udziela się wszystkim. Dojrzali mężczyźni, którzy rzadko ronią łzy tutaj płaczą jak dzieci.

Biało-czerwone morze


Biało-czerwone morze biało-czerwonych flag łopoce na wietrze. Polacy są wszędzie, choć nie tylko oni. Naliczyłem 16 narodowych flag. Gdy padają słowa "Przekażcie sobie znak pokoju", ludzie ściskają się, płaczą, nie ma znaczenia kolor skóry czy wyznanie. Dwóch Żydów z flagą Izraela, stojących przed nami, ze łzami w oczach ściska ręce sąsiadów, odzianych w biało-czerwone barwy wypowiadając głośno: "Szalom, szalom!".

Koniec mszy, plac św. Piotra pustoszej. Skrajne zmęczenie koczujących pod gołym niebem przez 3 dni daje znać o sobie. Leżą opatuleni w śpiwory.

W drodze powrotnej kupiłem jedną z włoskich gazet. Zdjęcie przedstawiało jedynie las polskich biało–czerwonych sztandarów. Nad nimi wznosiła się majestatycznie kopuła bazyliki Św. Piotra, a podpis pod zdjęciem brzmiał „ W dniu 8 kwietnia biało–czerwone morze zalało plac Św. Piotra”.
Odszedł nasz tata, Ojciec Święty, ale Duch Święty zstąpił na ziemię, na tę ziemię i odnowił jej oblicze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Sama relacja w porządku, bo nie patetyczna, ale zdjęcie zabalsamowanego papieskiego trupa mogłeś już sobie darować. Jest po prostu niesmaczne.
Okazuje się, że da się pisać o JP2 bez egzaltacji i patosu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za Marcinem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cudowne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krótko, ale na temat:) przypomniałem sobie tę atmosferę, która panowała w Rzymie, gdy tez dwa lata temu mogłem uczestniczyć w pogrzebie Naszego Wielkiego Rodaka. To pozostanie na zawsze w mojej pamięci...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.