Facebook Google+ Twitter

Wspomnienie z 10 kwietnia 2010 roku...

To był dzień smutku i wielkiej tragedii dla całej Polski. Ale strata matki była dla mnie wydarzeniem znacznie bardziej tragicznym. Nie byłam w stanie przeżywać cierpienia innych...

śp. Irena Wojtacha / Fot. Z albumu rodzinnegoMatka - jest to najdroższe słowo świata. Matka - zawsze troskliwa, pamiętająca, zawsze przy nas i dla nas. Gdy jest, wydaje się, że tak będzie zawsze. Ale gdy raptem odchodzi - to tak jakby cały świat się zawalił. Ból przeszywa serce. Tak było ze mną, gdy 10 kwietnia 2010 roku życie mojej matki zgasło.

Dziś w szpitalu Rydygiera w Krakowie zmarła Irena Wojtacha


Mama mieszkała na jednym z nowohuckich osiedli. Przez ostatnie lata chorowała, ale nie uskarżała się. Niby powinnam być przygotowana na jej odejście. Ale czy można przygotować się na śmierć osoby najbliższej? Była mi nie tylko matką, ale powierniczką najskrytszych tajemnic. Najlepszym przyjacielem.

Czas refleksji i zadumy


W przeddzień drugiej rocznicy śmierci odwiedziłam jej grób, odmawiając modlitwę. Usłyszałam głos wewnętrzny - "nie martw się, wciąż żyję, tylko w innym wymiarze... Nasze życie jest drogą, pobyt na Ziemi fragmentem tej wędrówki".

Tu doświadczamy bólu i cierpienia, ocieramy się o szczęście. Ale miłość jest tą potęgą, która trwa wiecznie. Bez względu na to czy jesteśmy tu - na Ziemi, czy tam - w Niebie.

Poczułam ciepły dotyk wiatru i szelest gałęzi, ogień w lampkach jakby zajaśniał i rozpalił we mnie płomyk nadziei.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.