Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31426 miejsce

Wstrząsający brak kropek - "Jesień patriarchy" Marqueza

Książkę Marqueza trudno nazywać wciągającą w tradycyjnym rozumieniu tego terminu, z pewnością jednak można ją uznać za intrygującą, a jeszcze lepiej poruszającą.

Podobno „Jesień patriarchy” jest książką napisaną niemal bez żadnej kropki, otóż niezupełnie, co jakiś czas pojawiają się one w tekście, na tyle jednak rzadko, że czynią ją zupełnie niestrawną dla czytelnika nawykłego do połykania zdań krótkich i okrągłych, przydając jej jednocześnie swoistego, poetyckiego klimatu, który nie wyklucza dosadności i brutalności.

W pewnym sensie taka złożona i wielopłaszczyznowa forma zdaje się odbiciem treści, w której pozornie wszystko jest proste, mamy bowiem okrutnego i złowrogiego dyktatora, kwintesencję a jednocześnie wynaturzenie wszystkich tyranów świata, z maniakalną rządzą władzy nad wszystkim i nad wszystkimi, która będąc wspólną cechą wszystkich ludzi, którzy chcą panować dla samego panowania i być wyżej tylko po to, aby inni mogli być niżej, tych których łączy charakterystyczny rys złego szaleństwa, a jednak nic do końca proste nie jest, gdzieś cały czas czai się coś czego kontrolować się nie da, okazuje się bowiem, że ten, który panuje nad całym otoczeniem niemal od nowa kreując rzeczywistość, urastając do rangi pół-boga, nie potrafi zapanować nad samym sobą, przerasta go fizjologia, starość drąży dziury w jego umyśle i ciele, im większy wywołuje strach tym bardziej sam się boi, najstraszliwsze czyny, których się dopuszcza, są sumą tak jego złości, agresji i brutalności, jak niepewności, niepokoju i trwogi, jesień patriarchy kończy się i kres zbliża się wielkimi krokami, cały świat urządzony przez niego i pod niego czeka na to, co się stanie, jeszcze dyktator ma pełnię brutalnej władzy, jeszcze wydaje absurdalne rozkazy, wciąż decyduje o życiu i śmierci, wciąż rozkazuje zegarom jak odmierzać czas, a coraz bardziej to wszystko przypomina marionetkę, której udało się odwrócić naturalną kolej rzeczy i samej pociągać za sznurki, pozostawiając generała w zgubnym przekonaniu, że to on za tym wszystkim stoi.

Czytelnik postawiony wobec takiej wizji brnie przez kolejne zdania, czasem z utęsknieniem wypatrując jakiejś kropki, chwili oddechu, czasu na niezbędne refleksje, akcja kręci się w kółko, cofa, stoi w miejscu i kręci zamaszyste piruety, nie ma kiedy przetrawić odrazy, wstrętu, nie ma jak zrzucić z siebie choć trochę ciężaru formy i treści, i tylko gdzieś w tyle głowy tli się myśl, że to przecież jest prawda, że to nie fikcja, nie baśń, że tacy ludzie naprawdę istnieją, brutalni szaleńcy bez skrawka sumienia tworzący nowy świat na swój obraz i podobieństwo i że Marquez napisał bardzo dobrą książę, w której prawie nie ma kropek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

zenon fek
  • zenon fek
  • 16.06.2011 00:12

myślę, że Jesień Patriarchy to najbardziej wymagające ale i najlepsze dzieło Marqueza.. książka do której zawsze warto wracac..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.