Drobna decyzja Redakcji serwisu Wiadomości24 stała się wyzwalaczem rozważań o polskości.
Zobacz także:
Artykuły
(6)
Galerie
(7)
Średnia ocen
(4.59)
Wiek: 40 | Miejscowość: Miechów / Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Fotograf, reporter, felietonista, filmowiec, realizator dźwięku; w przeszłości: redaktor miesięcznika, radiowiec; zainteresowania: psychologia, astronomia, improwizacja jazzowa; języki angielski, rumuński; www.kubic.info
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tadeusz Śledziewski 05.10.2010 20:33
A co powiecie na taką ciekawostkę jak węzeł drogowy, który jest wyraźnie kolizyjny. Dlaczego został wykonany mimo, że jego wykonanie w poprawnej wersji nie stanowiło żadnych trudności? Zobaczcie zdjęcia.
http://www.twojelink
Marta Jenner 05.10.2010 14:48
Ratomirze, ja też nie uważam tego za okoliczność łagodzącą - staram się tylko dociec przyczyn. (I proszę, daruj sobie tę "panią";)
Ratomir Wilkowski 05.10.2010 14:40
P. Marto - myślę, że jest to zbyt często nadużywane usprawiedliwienie... być może jest jakaś część społeczeństwa, która się tym podświadomie kieruje ale przecież nie większość... Doskonale rozumiem też, że w ramach tzw. niepoprawności politycznej buntować się można przeciw absurdalnym przepisom jak np. wprowadzenie prohibicji w czasie audiencji papieża, ale nie tłumaczy to już łamania przepisów zmierzających do ochrony naszej wspólnej, otaczającej nas, przyrody...
Marta Jenner 05.10.2010 14:25
Ratomirze, PRL uwikłał nas w szereg absurdalnych przepisów, więc nauczyliśmy się lawirować, żeby uniknąć ich egzekwowania. Nikt nie widział wówczas w takim postępowaniu czegoś nagannego. Niestety, przenieśliśmy czy raczej poszerzyliśmy to na wszelkie przepisy, również te jak najbardziej słuszne czy potrzebne. Stąd u jednych wrogie podejście do przedstawicieli prawa lub osób, które zgłaszają, że zostało ono naruszone, a u innych - strach przed przypięciem etykietki "konfidenta" i ostracyzmem.
Ratomir Wilkowski 05.10.2010 14:16
PS. Po za tym mi wcale nie zależy nad wyegzekwowaniem "kultury, w tym również osobistej, społecznej" - w domu niech sobie każdy robi największy nawet bałagan i "brak kultury" byleby w przestrzeni społecznej stosował się do obowiązujących przepisów porządkowych.
Ratomir Wilkowski 05.10.2010 14:14
> Kultury, w tym również osobistej, społecznej - nie można wyegzekwować na drodze sądowej.
Ale jak wyżej/niżej - jako przedstawiciele tego samego narodu za granicą potrafimy zachowywać się zgodnie z przepisami, czego już nie potrafimy we własnym kraju... Co jest tego powodem? Najczęściej właśnie brak konsekwencji i rygoru w przestrzeganiu prawa.
Piotr Kubic 05.10.2010 14:07
Pani Marto, oczywiście, ma Pani rację pisząc o tym, że trzeba przejść do czynów :-) Myślę, że to są te dwa kroki, dość trudne na początku: 1) zdać sobie sprawę i nazwać coś po imieniu, 2) zacząć to zmieniać, najlepiej małymi krokami. Jest w tym to, co piszę Pan Ratomir - jakaś powszechna, milcząca zmowa, że nie zwracamy sobie nawzajem uwagi, że lepiej być cicho - bo to nic nie da, bo nam się jeszcze oberwie, bo sami będziemy musieli zaprzestać naszych złych działań.
To milczące porozumienie można przełamywać - z pozytywnym nastawieniem, uśmiechem - nawet jeśli na początku wygląda to jak "głos wołającego na puszczy"... Pozdrawiam serdecznie!
PS. Kultury, w tym również osobistej, społecznej - nie można wyegzekwować na drodze sądowej. Są materie na tyle delikatne, że tylko nasze wewnętrzne przekonanie, wewnętrzna potrzeba, świadomość i wrażliwość, są w stanie je wykreować i obronić... :-)
Ratomir Wilkowski 05.10.2010 13:08
Wczoraj w radiu usłyszałem ciekawą wypowiedź odnośnie braku poszanowania natury. Osoba z którą rozmawiał redaktor stwierdziła, że Polacy nie mają jakiegoś szczelnego defektu genetycznego że są śmieciarzami, że lobią żyć w brudzie i nieładzie bo jak ci sami Polacy wyjadą za granice, gdzie są b. restrykcyjnie i konsekwentnie przestrzegane przepisy prawa to się do nich stosują... Że jak w takim raju sąsiad zanieczyszcza środowisko to czymś naturalnym jest, że stosowne służby są o tym powiadamiane i jest to całkowicie normalne, a u nas jak sąsiadowi wybija szambo to strach mu cokolwiek powiedzieć bo albo będzie robił jeszcze gorzej (i specjalnie) albo przypną nam łatkę donosiciela... Bo w naszym sądownictwie jak mantra powtarza się wers "niska szkodliwość społeczna" i odchodzi się od wymierzenia kary... Wysypanie śmieci do lasu - "niska szkodliwość społeczna", srające pieski na chodnikach - "niska szkodliwość społeczna", kradzież radia z samochodu lub tel komórkowego - "niska szkodliwość społeczna"... I taki mamy tego efekt...
Marta Jenner 05.10.2010 12:11
Panie Piotrze, doskonale pana rozumiem, bo niejednokrotnie odczuwałam zażenowanie, zwłaszcza wobec znajomych z krajów, w których wspomniana przez Pana stacja byłaby rzeczywiście ewenementem, a nie normą:(
Ale może pora od wstydu przejść do bardziej radykalnych emocji?
Zdarza nam się mówić: Wstyd MI za was! Sądzę, że jest to słuszne, jeśli ten wstyd ma jakiś związek z postępowaniem samego mówiącego. Mogę się wstydzić za własne dziecko, kiedy robi coś złego (widocznie źle je wychowałam) czy za moich uczniów (jeśli zaniedbałam obowiązki jako dydaktyk czy wychowawca). Ale jaki sens ma czerwienienie się za kogoś, na kogo nie miałam wpływu? Tu bardziej sensowny jest gniew, a i to pod warunkiem, że się na nim nie skończy, że stanie się on bodźcem do podjęcie radykalnych działań.
Pan X. bierze łapówki i zatrudnia w podległym sobie urzędzie najbliższych krewnych. Pan Y. trwoni pieniądze podatników na chybione inwestycje. Pani Z. marnuje powierzone jej mienie publiczne. Czy to coś da, że będę się za nich wstydzić i bić w piersi?