Facebook Google+ Twitter

Wstyd jako dowód patriotyzmu

Drobna decyzja Redakcji serwisu Wiadomości24 stała się wyzwalaczem rozważań o polskości.

Fotoreportaż Moja stacja PKP został umieszczony przez redakcję Wiadomości24 w dziale "Ciekawostki". Trochę z niedowierzaniem popatrzyłem na tę kwalifikację, a pierwszą moją reakcją był śmiech. Raczej gorzki.

Może nie należy wysnuwać z tego faktu dalej idących wniosków, ale... Chciałem się roześmiać, bo przecież stacja o zamkniętych żelaznymi sztabami kasach biletowych wcale nie jest żadną ciekawostką. Ani też rzadkością. Przeciwnie. Tak jest w dziesiątkach i setkach miejsc w całej Polsce. Czy ciekawostką są ściany pomazane przekleństwami albo reklamy, żałosne, bo zawieszone na odpadającym tynku?

Te zdjęcia niosą uczucie mojego wstydu, po chwili zastanowienia musi stać się to dość jasne. Bo to jest nasz obraz - nas samych. To rzeczywiście "ciekawostka"! A może sam wstyd - za siebie, swoich sąsiadów, rodaków, polityków, lekarzy, nauczycieli, sędziów piłkarskich itd. - też jest ciekawostką? To znaczy - rzeczą tak niezwykłą, bo dawno już przywykliśmy - ktoś powie, że przez lata socjalizmu - do bezwstydu?

Zastanawiające, że dotąd nie wiedziałem, jak mógłbym być patriotą, ale może właśnie tak należałoby pojmować dziś patriotyzm - jako zdolność do odczuwania zażenowania z powodu tego porządku, tej mentalności, która doprowadza miejsca naszej wspólnej użyteczności do tak okropnego stanu.

Tu nie chodzi tylko o tę stację. Chodzi o szosy, które po roku od budowy trzeba remontować, o osiedla bez dróg dojazdowych i o dziesiątki podobnych przykładów - bezmyślności, marnotrawstwa, nieprofesjonalizmu, a może po prostu - prywaty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

A co powiecie na taką ciekawostkę jak węzeł drogowy, który jest wyraźnie kolizyjny. Dlaczego został wykonany mimo, że jego wykonanie w poprawnej wersji nie stanowiło żadnych trudności? Zobaczcie zdjęcia.
http://www.twojelink

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ratomirze, ja też nie uważam tego za okoliczność łagodzącą - staram się tylko dociec przyczyn. (I proszę, daruj sobie tę "panią";)

Komentarz został ukrytyrozwiń

P. Marto - myślę, że jest to zbyt często nadużywane usprawiedliwienie... być może jest jakaś część społeczeństwa, która się tym podświadomie kieruje ale przecież nie większość... Doskonale rozumiem też, że w ramach tzw. niepoprawności politycznej buntować się można przeciw absurdalnym przepisom jak np. wprowadzenie prohibicji w czasie audiencji papieża, ale nie tłumaczy to już łamania przepisów zmierzających do ochrony naszej wspólnej, otaczającej nas, przyrody...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ratomirze, PRL uwikłał nas w szereg absurdalnych przepisów, więc nauczyliśmy się lawirować, żeby uniknąć ich egzekwowania. Nikt nie widział wówczas w takim postępowaniu czegoś nagannego. Niestety, przenieśliśmy czy raczej poszerzyliśmy to na wszelkie przepisy, również te jak najbardziej słuszne czy potrzebne. Stąd u jednych wrogie podejście do przedstawicieli prawa lub osób, które zgłaszają, że zostało ono naruszone, a u innych - strach przed przypięciem etykietki "konfidenta" i ostracyzmem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

PS. Po za tym mi wcale nie zależy nad wyegzekwowaniem "kultury, w tym również osobistej, społecznej" - w domu niech sobie każdy robi największy nawet bałagan i "brak kultury" byleby w przestrzeni społecznej stosował się do obowiązujących przepisów porządkowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

> Kultury, w tym również osobistej, społecznej - nie można wyegzekwować na drodze sądowej.

Ale jak wyżej/niżej - jako przedstawiciele tego samego narodu za granicą potrafimy zachowywać się zgodnie z przepisami, czego już nie potrafimy we własnym kraju... Co jest tego powodem? Najczęściej właśnie brak konsekwencji i rygoru w przestrzeganiu prawa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, oczywiście, ma Pani rację pisząc o tym, że trzeba przejść do czynów :-) Myślę, że to są te dwa kroki, dość trudne na początku: 1) zdać sobie sprawę i nazwać coś po imieniu, 2) zacząć to zmieniać, najlepiej małymi krokami. Jest w tym to, co piszę Pan Ratomir - jakaś powszechna, milcząca zmowa, że nie zwracamy sobie nawzajem uwagi, że lepiej być cicho - bo to nic nie da, bo nam się jeszcze oberwie, bo sami będziemy musieli zaprzestać naszych złych działań.

To milczące porozumienie można przełamywać - z pozytywnym nastawieniem, uśmiechem - nawet jeśli na początku wygląda to jak "głos wołającego na puszczy"... Pozdrawiam serdecznie!

PS. Kultury, w tym również osobistej, społecznej - nie można wyegzekwować na drodze sądowej. Są materie na tyle delikatne, że tylko nasze wewnętrzne przekonanie, wewnętrzna potrzeba, świadomość i wrażliwość, są w stanie je wykreować i obronić... :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wczoraj w radiu usłyszałem ciekawą wypowiedź odnośnie braku poszanowania natury. Osoba z którą rozmawiał redaktor stwierdziła, że Polacy nie mają jakiegoś szczelnego defektu genetycznego że są śmieciarzami, że lobią żyć w brudzie i nieładzie bo jak ci sami Polacy wyjadą za granice, gdzie są b. restrykcyjnie i konsekwentnie przestrzegane przepisy prawa to się do nich stosują... Że jak w takim raju sąsiad zanieczyszcza środowisko to czymś naturalnym jest, że stosowne służby są o tym powiadamiane i jest to całkowicie normalne, a u nas jak sąsiadowi wybija szambo to strach mu cokolwiek powiedzieć bo albo będzie robił jeszcze gorzej (i specjalnie) albo przypną nam łatkę donosiciela... Bo w naszym sądownictwie jak mantra powtarza się wers "niska szkodliwość społeczna" i odchodzi się od wymierzenia kary... Wysypanie śmieci do lasu - "niska szkodliwość społeczna", srające pieski na chodnikach - "niska szkodliwość społeczna", kradzież radia z samochodu lub tel komórkowego - "niska szkodliwość społeczna"... I taki mamy tego efekt...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, może nic nie da, a jednak wstyd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze, doskonale pana rozumiem, bo niejednokrotnie odczuwałam zażenowanie, zwłaszcza wobec znajomych z krajów, w których wspomniana przez Pana stacja byłaby rzeczywiście ewenementem, a nie normą:(
Ale może pora od wstydu przejść do bardziej radykalnych emocji?
Zdarza nam się mówić: Wstyd MI za was! Sądzę, że jest to słuszne, jeśli ten wstyd ma jakiś związek z postępowaniem samego mówiącego. Mogę się wstydzić za własne dziecko, kiedy robi coś złego (widocznie źle je wychowałam) czy za moich uczniów (jeśli zaniedbałam obowiązki jako dydaktyk czy wychowawca). Ale jaki sens ma czerwienienie się za kogoś, na kogo nie miałam wpływu? Tu bardziej sensowny jest gniew, a i to pod warunkiem, że się na nim nie skończy, że stanie się on bodźcem do podjęcie radykalnych działań.
Pan X. bierze łapówki i zatrudnia w podległym sobie urzędzie najbliższych krewnych. Pan Y. trwoni pieniądze podatników na chybione inwestycje. Pani Z. marnuje powierzone jej mienie publiczne. Czy to coś da, że będę się za nich wstydzić i bić w piersi?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.