Facebook Google+ Twitter

Wszędzie dopłaty, dotacje, a gdzie jest gra rynkowa?

Wszyscy zarzucają nas do dokoła Unią Europejską: dotacje Unijne dla rolników, szkolenia dofinansowane z Unii Europejskiej, Inwestycje drogowe dofinansowane z Unii Europejskiej, Fundusze Strukturalne, Kapitał Ludzki.

Do wszystkiego dopłaty, dotacje, dofinansowania. Wszystko to tak wygląda jak byśmy nie byli sami w stanie nic stworzyć bez Unii Europejskiej. Mi jako młodemu ekonomiście przypomina to gospodarkę centralnie planowaną, jaką gościliśmy u siebie za PRL-u. Centralny organ decydował „ile komu dać”. Na porządku dziennym była sytuacja że centrala źle rozdysponowała środki i w gospodarce było za dużo butów, a brakowało na przykład cukru. I teraz pytanie, które mało kto sobie zadaje. Gdzie jest ta gra rynkowa? O której się tak dużo mówi na uniwersytetach, w mediach. Ja podzielam pogląd że wolny rynek zakończył się z powstaniem pierwszego Banku Centralnego. Politycy w ten sposób uzyskali możliwość sterowania stopami procentowymi, podażą pieniądza a także inflacją.

W latach 2001-2007 była bardzo mocna propaganda Unii Europejskiej. Pokazywano nam w mediach Polskę miodem i mlekiem płynącą, obiecywano drugą Irlandię. Wszędzie dobra matka unia miała dbać o wszystko, same korzyści żadnych kosztów. Unia Europejska dotowała zakładanie własnej firmy i na wszystkim kazała sobie kleić naklejki z napisem „Program współfinansowany ze środków Unii Europejskiej projekt Kapitał Ludzki”. Młodzi ludzie mogli pójść na płatną praktykę lub szkolenie dofinansowane z UE. Unia Europejska stała się na wzór ZSRR dobrą matką, która rozdaje swoje dobra dzieciom nie żądając nic w zamian. I w świadomości części ludzi nadal funkcjonuje taki pogląd o dobrej matce czuwającej nad narodami Europy. Członkostwo Polski w Unii Europejskiej w rządowych statystykach wygląda pięknie, ale jak to ma się do rzeczywistości?

W roku 2011 Polska otrzymała dofinansowanie z Unii Europejskiej na poziomie 45 miliardów złotych a składka członkowska wynosiła 35 miliardów. Można więc powiedzieć że Polska zyskała 10 miliardów złotych, nic bardziej mylnego. Unia Europejska nie przeznacza pieniędzy na utrzymanie polskich urzędników do rozliczania projektów, których pod koniec 2011 roku pracowało w Polsce 11,4 tyś na szczeblu lokalnym i ok.10 tyś na szczeblu centralnym. Same pensje urzędników unijnych to wydatek rzędu 1,5 mld złotych dla budżetu państwa w 2011 roku. Kwota ta jest na pewno o wiele większa ponieważ trzeba uwzględnić jeszcze: delegacje, utrzymanie biur, koszty eksploatacji samochodów służbowych etc. Paradoksem jest to że środki unijne muszą być rozdysponowywane przez Polskę wg, ścisłych zaleceń Brukseli, które często są nie trafione rynkowo. W Polsce ostatnimi czasy buduje się dużo obiektów sportowych na EURO 2012, tylko EURO się skończy i pozostaną nie wykorzystywane stratne obiekty sportowe. Kto pokryje straty? Oczywiście Polski bogaty podatnik.

Znany krytyk Unii Europejskiej Krzysztof Habich wyliczył że w roku 2011 musieliśmy wydać 54 mld złotych alby otrzymać 45 mld z Unii Europejskiej. Są to i tak ostrożne wyliczenia ponieważ nie można dokładnie policzyć kosztów unijnej biurokracji do rozliczania środków unijnych. Oznacza to że nasz kraj ponosi 9 mld stratę ale czy na pewno?

Pójdźmy dalej mówi się że ponad połowa inwestycji dofinansowanych z Unii Europejskiej będzie w kolejnych latach przynosić straty liczone w grube miliony złotych. Tak to niestety bywa jak, urzędnicy biorą się za wydawanie pieniędzy a nie wolny rynek.

Ciekawi mnie jak wyglądała by dzisiaj Unia Europejska, jak wygrała by koncepcja konserwatywno-liberalna na początku lat 90 a nie socjalistyczna.

Autor: Maciej Wilk

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.