Facebook Google+ Twitter

"Wszystkie lektury nadobowiązkowe" - co czytać, a czego nie?

"Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła" - przyznała Wisława Szymborska, autorka felietonów i poetka.

okładka / Fot. wydawnictwo ZnakWisława Szymborska była niepoprawną czytelniczką, uzależnioną od książek. Zachłannie "pożerała" najbardziej nieoczekiwane dzieła, prace popularnonaukowe, antologie, poradniki oraz inne literackie kurioza. Była filuternym krytykiem pisarskich talentów i grafomańskich pasji, miała niebywały nos do geniuszu i wspaniałe poczucie humoru. Wspominam o tym dlatego, że niedawno ukazała się książka "Wszystkie lektury nadobowiązkowe", w której podzieliła się swoimi przemyśleniami.

Wspomniana publikacja zawiera 562 felietony Wisławy Szymborskiej, pochodzące z różnych okresów, zamieszczane w "Życiu Literackim", w "Piśmie", a potem w "Gazecie Wyborczej", które zostały zebrane i ukazują się po raz pierwszy w limitowanej edycji prezentującej wszystkie "Lektury nadobowiązkowe".

Noblistka pisała o książkach pomijanych przez recenzentów, ale lubianych przez czytelników lub tak nudnych, że nikt inny nie skusiłby się na ich omówienie, przez co zalegały na redakcyjnych biurkach. Wśród książek znalazły się m.in. leksykony, słowniki, poradniki, przewodniki, atlasy zwierząt, poezja starożytnych, wspomnienia. Szymborska niektórymi książkami się zachwycała, z innych się naśmiewała, a jeszcze innych wolałaby nigdy nie przeczytać. Jej testy o dziełach literackich są błyskotliwe, zabawne i niekiedy uszczypliwe.

Felietony są przemyślane, poparte faktami historycznymi, ale nie są nudne czy przydługie. Każdy z nich zajmuje około strony. Nie brakuje w nich poczucia humoru poetki. Dobrym przykładem jest tekst o opowiadaniu "Rafa trzech szkieletów": Ambitna literatura straszy nas ludźmi. Mniej ambitna, wagonową zwana, straszy jeszcze zwierzętami.

Szymborska wyrażała swoje opinie bez owijania w bawełnę. Jak choćby w tekście o "Sagach warszawskich" Olgierda Budrewicza. Wisława Szymborska nie mogła zrozumieć, czemu autor postanowił jedynie zasygnalizować temat, zamiast się w niego zagłębić. I uznał, że na pewno w przyszłości znajdzie się ktoś bardziej powołany. Nie rozumiem, czemu dobrze umysłowo rozwinięty dziennikarz nie miałby właśnie być tym powołanym. Miałam w rękach zbyt wiele książek, których autorzy coś tam sygnalizowali, zwalając resztę na roboty na bliżej nieokreślone niemowlęta w nieokreślonej przyszłości. Tymczasem powyrastają znów to i owo zasygnalizują, nie czując powołania do niczego więcej. Z dezaprobatą spoglądam w kołyski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.