Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16725 miejsce

Wszystkie psy idą do nieba

W życiu płakałam dwa razy; gdy zmarła mi bliska osoba i gdy musiałam zabić własnego psa.

Rafa w moim łóżku, najszczęśliwsza gdy mnie tam nie było:)Rafa trafiła do mnie siedem lat temu, już wtedy była dużym dwuletnim Amstaffem. Początkowe obawy przed psem tych rozmiarów, rasy o której było już wtedy dosyć głośno w telewizji, rozwiały się w ciągu kilku dni. Swoją ufnością i niesamowitą energią wzbudzała podziw sąsiadów i napotkanych ludzi. Przez całe swoje życie nigdy nie okazała agresji, uwielbiała dzieci i one kochały ją bezgranicznie, wychodząc na spacery zawsze miałam gromadkę chętnych do potrzymania smyczy. W końcu i Rafka doczekała sie swojego potomstwa, urodziła dziesięć ślicznych szczeniąt i choć nie okazywała chęci do ich wychowywania, wszystkie obecnie są dużymi i pięknymi psiakami.

Pies to obowiązek - wiedziałam o tym od samego początku i nie marudziłam gdy czasami trzeba było się zrywać w nocy aby sunia nie zrobiła niespodzianki w domu, nie szczędziłam pieniędzy gdy łapała drobne infekcje ucha, gdy trzeba było ją szczepić, robić badania itd. Uważałam ze mój pies będzie żył wiecznie a przynajmniej jeszcze parę długich lat. Jak na dziewięciolatkę była wyjątkowo żywa i nic nie wskazywało aby zamierzała sie kiedykolwiek zestarzeć.

Choroba

Choroba przyszła nagle. Zwróciłam uwagę że zaczęła dużo pić i nie trzymała czasami moczu, była pobudzona jakby nie mogła znaleźć sobie miejsca w domu. Wizyta u weterynarza potwierdziła nasze obawy-cukrzyca. Nie wpadłam w panikę, poczytałam to i owo i wiedziałam już że z tą chorobą można żyć i jak sie za to porządnie weźmiemy damy radę.

Zaczeło się leczenie, insulina w zastrzykach podawana codziennie, odpowiednia dieta i badania poziomu glukozy we krwi. Czekaliśmy aż cukier zacznie spadać, a on, jakby nam na złość, piął sie wciąż w górę. Nie pomagały zwiększone dawki leku, a ich koszt miesięczny zaczął niepokojąco wyrównywać się z moją pensją. Po miesiącu walki byłam bliska załamania, Rafa była ciężko chora, ale wciąż zachowywała się jak w miarę zdrowy pies, nie licząc wychodzenia na spacer średnio co trzy godziny i częstych wymiotów. Z pomocą przyszli wtedy znajomi, sąsiedzi i weterynarz który przestał pobierać wynagrodzenie za swoje usługi.

Nikt sobie nie wyobrażał że może się nie udać. Tuż przed świętami poziom cukru był tak wysoki, że gdyby dotyczyło to człowieka, zapadłby w śpiączkę cukrzycową. Podobno psy lepiej to znoszą; i rzeczywiście, Rafa jakoś to wytrzymywała. Straciła w tym czasie sporo na wadze, ale nadal się trzymała i tylko wieczorami, przychodząc do łóżka, patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi brązowymi oczami, które jakby mówiły „mam dosyć” albo „pomóż mi”; sama nie byłam pewna. Gdyby mogła wtedy coś powiedzieć, oddałabym za to kilka lat własnego życia. Widziałam że robi się coraz słabsza, spacery już nie sprawiały jej radości, a chodzenie po schodach wydawało sie straszna męką. Proponowano mi oddanie jej do kliniki weterynaryjnej - dostanie tam kroplówki, postawią ją trochę na nogi – mówili.

Koniec

Po świętach mieliśmy sprobować czegoś innego, nowej insuliny która miała działać u takich psiaków jak Rafa Rafaczyli insulino-opornych.
W nocy z poniedziałku na wtorek Rafa nie spała nawet minuty, kręciła sie po mieszkaniu, zaglądała do miski z wodą dosyć często, ale zaraz potem zwracała wszystko, co wypiła. Nad ranem wystąpił u niej krwotok z dróg rodnych, nie związany z chorobą, ale na tyle silny, że nie dało się go powstrzymać. Przestała już prawie wstawać z posłania i po rozmowie z rodziną podjęłam decyzje o uśpieniu jej. Tylko do dziś nie wiem czy ona naprawdę się męczyła czy może chciała żyć, a ja po prostu nie potrafiłam jej pomóc. Gdy mówi się o eutanazji w telewizji, to sprawa jest w miarę jasna - ktoś chce żyć, albo tego po prostu nie chce. W przypadku naszych pupili domowych sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. Uśmiercamy je, żeby zaoszczędzić im cierpienia czy żeby zakończyć to, co dla nas jest zbyt trudne? Jedno jest pewne, nigdy sobie nie wybaczę tej decyzji nawet jeżeli była słuszna. Weterynarz przyjechał wieczorem, po piętnastu minutach było po wszystkim, pochowaliśmy ją w ogródku znajomej, obok jej psa Apacza. Długo jeszcze będę płakać na myśl o psie, który towarzyszył mi przez tyle lat.

Opisuję to bo ciężko mówić ludziom co się wtedy czuje, a wiem, że wiele osób było w podobnej sytuacji i że zwierzęta domowe sa dla większości bliskie jak rodzina. Spotkałam się z dużą życzliwością ze strony znajomych i sąsiadów, ale jedno zdarzenie bardzo mnie zaskoczyło. Kilka dni po śmierci Rafy do drzwi zapukała moja ośmioletnia sąsiadka, Martyna i ze łzami w oczach podała mi małego pluszowego pieska, żeby nie było nam tak smutno jak jej.

CZYTAJ TEŻ:
Policjanci zastrzelili naszego psa

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

aga
  • aga
  • 13.07.2012 10:42

Moja psinka też ma cukrzyce. Leczymy ją już ponad 2 lata codziennie zastrzyki. Ma obecnie 11 lat. Różne są jej dni, jedne lepsze drugie gorsze. Pamiętam noc jak biedna wylizywała wanne z kropelek wody przy tym wyjąc bo cukrzyca dawała jej siwe znaki. Do dziś jak na nią patrze to chce mi się płakać, bo boję się, że któregoś dnia zacznie jej siadać nerki, wątroba i tak pokolei :( ehh

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jk
  • Jk
  • 27.12.2011 01:17

Dzis zostala uspiona moja suczka. Byla z nami 15 lat. Kiedy mialam 12 lat przynioslam ja do domu i oznajmilam rodzicom, ze od dzis mamy psa. Pamietam jak uczylam tego malucha chodzic po schodach, jak z siostra klocilysmy sie jak dac jej na imie. Chcialabym wierzyc, ze zwierzeta tez maja dusze i ze kiedys jeszcze sie do niej przytule. To najgorsze swieta jakie do tej pory mialam. Tak mi ciezko :(

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ania D.
  • Ania D.
  • 03.12.2011 17:01

Ja w swoim życiu straciłam już wiele cudownych zwierząt - prawdziwych przyjaciół. Większość umarła naturalnie lecz w ogromnych męczarniach, tylko raz zdecydowaliśmy się na uśpienie Koteczki, która dostała paraliżu i nawet główką nie mogła ruszać:(..to było bardzo dawno, ale zawsze kiedy o tym myślę zaczynam płakać. Po tym zdarzeniu miałam ogromne wyrzuty sumienia i nawet do dzisiaj je mam chociaż zapewniano mnie, że była to słuszna decyzja bo tak strasznie Kicia się męczyła. Jednak ja nie potrafię sobie tego wybaczyć. Nie całe dwa miesiące temu umarł nasz ukochany 10-letni Kocurek. Niestety został źle zdiagnozowany i przez błąd weterynarza dzisiaj nie ma go już z nami:(. Minęło już trochę czasu a ja codziennie rozpaczam po jego stracie, to nie prawda, że czas leczy rany bo z każdym dniem brakuje mi go coraz bardziej, nigdy za nikim tak nie tęskniłam. Jestem dorosła, mam rodzinę a mimo to czuje tak wielką pustkę, tak trudno jest żyć bez niego.. To był najcudowniejszy Kot na świecie, kochał nas ogromnie z wzajemnością jak nikt inny.., kiedy wychodziliśmy z domu potrafił biec za nami kilka ulic i trzeba było się wracać by zamknąć go w domu a jak wracaliśmy to radości nie było końca. Jak ktoś z nas wyjeżdżał na dłużej to on to czuł - siadał za furtką i przeraźliwie miałczał nie można było go zaciągnąć do domu. O naszym Kocurku można by było napisać książkę był taki wyjątkowy. Miał piękne oczy, takie mądre i rozumne,a jego spojrzenie mówiło więcej niż potok słów. Podobno oczy są zwierciadłem duszy, a mówi się, że zwierzęta jej nie mają..Ja głęboko w to wierzę, że mają, mam taką nadzieje bo nie wyobrażam sobie, że już nigdy nie przytulę moich ukochanych zwierzaków. Nasz Kocurek był małym promyczkiem w naszym trudnym życiu. Och znowu płaczę...a trzeba się wziąć w garść. Pozdrawiam wszystkich, którzy potrafią kochać nie tylko ludzi. ale również zwierzęta

Komentarz został ukrytyrozwiń
Natalia T.
  • Natalia T.
  • 14.11.2011 22:30

Moj piesek tez zostal uspiony, cierpial bardzo. Jedyne co mnie pociea to to, ze kiedys ją jeszcze spotkam. Teraz mam nowego pieska. Cocker spaniel-Funia, kocham ją nade wszystko

Komentarz został ukrytyrozwiń
lucyna staniec
  • lucyna staniec
  • 30.10.2011 19:21

Karolinko ,ja zabilam moja najukochansza przyjaciolke zycia ,to ja musialam powiedziec eutonazja ,zyla 14 lat zwala sie SABUNIA ,nie mialam wyjscia bylam u kilka lekarzy ,nagly paraliz tylnych nog owczarek niemiecki ,zatrrzymanie moczu i kalu ,wariowalam zastrzyki sama podawalam wydawalo mi sie ze jak ja podaje to ja nieboli ,zaczelo pomagac wynoszona w kocu na dwor tam z pomoca zalatwiala sie 4 razy dziennie -byla duza poprawa w koncu lekarz zadecydowal anabol i bylo poniej ,za dwa dni ogromny guz pod brzuchem tem 42 wymioty ,lekarz przyjezdzal 2 razy dzienie nic nie pomagalo 2 dni agonia i ten wyrok eutonazja pochowana jest na dzialce ma swoj nagrobek ,tyle co ja przezylam to szok 12 kg wagi zgubilam ,silna nerwice ,2 lata nie zyje ani razu nie przyszla domnie w snie ma zal zato ze ja powiedzialam ten wyrok ONA by nigdy tego nie zrobila ,czy JA spotkam jeszcze bardzo watpie to jest blew ,cuda wyrabialam zeby sie przekonac czy tam cos jest umierajacych znajomych prosilam o jakis kontakt ,wiedzieli czym dlamnie byla ,nikt niedal znaku -wiecej zadnego pieska umierala to tak JEJ przyrzeklam BRAKUJE MI JEJ BARDZO 2 LATA MINELO A TAK BOLI .

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kasia
  • Kasia
  • 09.10.2011 22:06

wiem co przezywalas bo ja wlasnie teraz to przezywam. 3 tygodnie temu uslyszalam wyrok: chloniak. Moj ukochany, niebieskookie bokserek Elmo ma przed soba niewiele tygodni. Od 3 tygodni swiat sie dla mnie zatrzymal, przez pierwszy nie moglam jesc, spac, zaczelam brac srodki na uspokojenie. On jeszcze nic nie czuje, dalej sie bawi, dobrze je tylko pod wplywam tabletek wiecej sika. Nie wybralam chemioterapie bo ona tylko sprawi ze chorac (o ile masz szczescie) zatrzyma sie na chwile ale sie jej nie wyleczy. Bylam u 3 roznych weterynarzy, kazdy poradzil to samo: nie brac chemii. I nie wzielam.
Patrze na niego i placze, bezprzerwy. Nic i nikt nie moze mi tego przetlumaczyc. Nie moge sobie wyobrazic kiedy i jak to nastapi, wyobrazam sobie rozne sytuacje a od tego jeszcze bardziej glupieje. Moj Elmo....moj jedyny przyjaciel, ktory zawsze byl ze mna, wspieral i rozumial, czy mozna zabic milosc?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kasia
  • Kasia
  • 02.10.2011 00:56

Moj piesek Sweni tez odszedl na cukrzyce 17.07.2011 ,niestety tak jak w przypadku Twojego pieska Karolinko nie dzialala na niego insulina.Walczylam o niego przez dwa tygodnie, regenerowali mu trzustke, ktora byla juz samostrawiona, zniszczona watrobe ale juz nic nie pomagalo.Na koniec decyzja o operacji bo to byla jedyna nadzieja dla mojego przyjaciela ale trzustka juz byla tak duza ze uszkodzila mu sledzione(przez co zaczol krwawic z odbytu).Sledzione mozna bylo usunac bo idzie bez niej zyc, ale powioedziala mi lekarka ze trzustka wyglada okropnie ok.trzy razy samostrawiona.Nie wybudzalam go juz z narkozy:(.Tak bardzo go kochalam,ze czuje sie z tym okropnie, ale widzialam jak bardzo sie meczy, jak bezwiednie robi siku, jak wymiotuje juz sama woda, bo nie mogl jesc tylko kroplowki dostawal.To wszystko bylo takie okropne.Bardzo za nim tesknie,traktowalismy go jak czlonka rodziny i choc minely juz dwa miesiace jak Sweniego nie ma ja rycze jak bobr.Na zawsze w moim serduszku ukochane Sweniatko.

Komentarz został ukrytyrozwiń
damian szczerbinski
  • damian szczerbinski
  • 05.07.2011 22:12

ja wiem co ty czujesz miesiac temu stracilem moja mimi byla to piekna jamniczka miniaturka mam 12 lat w jednym miesiacu stracilem mojego kochanego pieska jak i tate do tej pory placze za nimi modle sie za nich i mysle ze sa w niebie mam tez nadzieje ze tata opiekuje sie nia na tamtym swiecie zmarla przez zasranego kleszcza zaszczepiajcie swoje psy!!! pies no najbardziej uczuciowe zwierze na ziemi nawet nie zdarzyla zostawic potomstwa wspolczuj ci

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kinia
  • Kinia
  • 10.04.2011 13:17

Mój pies zdechł dwa tygodnie temu, od tego czasu nie umiem się pozbierać. Ostatnio śniło mi się, że przyszedł do mnie, choć w tym śnie wiedziałam już, że nie żyje. A on stanął przede mną, spojrzał mi w oczy, jakby mówiąc,że ma się dobrze...Jestem pewna, że przyszedł się ze mną pożegnać.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Leszek K.
  • Leszek K.
  • 28.02.2011 19:19

Mój ukochany pies też odchodzi. Wystąpił u niego paraliż kończyn tylnych, z zatrzymaniem stolca i moczu. Niewydolonść wielonarządowa, mocznica. Przyczyną - ucisk kręgu na rdzeń kręgowy - z uszkodzeniem i objawami ubytkowymi. To wielki ból gdy pies umiera.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.