Facebook Google+ Twitter

"Wszystko zależy od przyimka", czyli z humorem o języku polskim

"Wszystko zależy od przyimka" Jerzego Bralczyka, Andrzeja Markowskiego, Jana Miodka i Jerzego Sosnowskiego to znakomita lektura dla każdego.

okładka / Fot. Weronika TrzeciakKultura języka polskiego była jednym z moich ulubionych przedmiotów na studiach (podobnie Gramatyka historyczna języka polskiego, Gramatyka opisowa języka polskiego i łacina). Inni studenci raczej nie byli zachwyceni tymi zajęciami, ja jednak zdecydowanie bardziej lubiłam przedmioty językoznawcze niż literaturoznawcze. I do tej pory nie rozumiem, dlaczego pracę magisterską pisałam z dramaturgii białej Norwida. Gdyby kilka lat temu ukazała się książka "Wszystko zależy od przyimka" Jerzego Bralczyka, Andrzeja Markowskiego, Jana Miodka i Jerzego Sosnowskiego, na pewno skusiłabym się na pisanie pracy o naszym rodzimym języku, gdyż inspiracji by nie zabrakło.

"Wszystko zależy od przyimka" to wywiad-rzeka, zapis rozmowy, jaką przeprowadził dziennikarz radiowej Trójki Jerzy Sosnowski z profesorami Jerzym Bralczykiem, Andrzejem Markowskim i Janem Miodkiem. Profesorskie trio opowiada o tym, jak mówić po ludzku i po polsku w epoce internetu, sms-ów, głupich reklam i bełkotliwych mediów.

Na początku należy wyjaśnić, że nie jest to typowy poradnik językowy. Książka jest dialogiem trzech wybitnych uczonych, pełnym żartów i gry słów, który uczy i bawi czytelnika. I na to należy się przede wszystkim nastawić - na dobrą zabawę niosącą pewne przesłanie. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, z których najbardziej tajemnicze brzmią: "Ja się deklinuję!", "Polewka z suchara" oraz "Dżender ministry".

Jak to wygląda w praktyce? Jerzy Sosnowski rozpoczyna jakiś temat związany z tytułem rozdziału, a profesorowie prześcigają się w coraz to nowych pomysłach na odpowiedź. Najbardziej zainteresowały mnie kwestie płci w nazwach zawodów i stanowisk. W dobie feminizacji coraz częściej tworzone są dziwne twory. Weźmy za przykład formy "filolożka" i "psycholożka", które mnie osobiście rażą. A co na to profesorowie?

Markowski: Zawsze mówiłem, że te wszystkie "lożki" kojarzą mi się fonetycznie z "loszką", z zdrobnieniem od "lochy" - i dlatego brzmią moim zdaniem deprymująco...

Bralczyk: "Filolożka", "psycholożka" wydają się do dzisiaj mieć miejsce w języku, ale opisują osoby, które nie zajmują najwyższych miejsc z hierarchii zawodowej, a także uczelnianej. Jeśli pani na uczelni zrobi karierę, będzie wolała być "panią psycholog", a nie "panią psycholożką". "Psycholożka" może się trafić co najwyżej w poradni psychologicznej.

Miodek: Gramatyka jest męskocentryczna. To jest fakt.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.