Facebook Google+ Twitter

Wtorek na taflach NHL

Kolejna przykra niespodzianka dla fanów Toronto. Tym razem Maple Leafs przegrali u siebie z Boston Bruins. Wielkie emocje i karne w Edmonton. Mocne nerwy "Nafciarz". Kryzys Colorado trwa. "Lawiny" wyraźnie uległy Calgary Flames.

Kolejna przykra niespodzianka spotkała fanów Toronto Maple Leafs. Tym razem blisko 19,5 tysiąca zwolenników tej drużyny zgromadzonych w Air Canada Center musiało oglądać porażkę w meczu z Boston Bruins 2:4. Gości do zwycięstwa poprowadził strzelec dwóch goli Chuck Kobasew.

Pierwsza tercja absolutnie nie zapowiadała końcowego dramatu gospodarzy. Hokeistom Toronto szybko udało się osiągnąć przewagę i zepchnąć gości do defensywy. Maple Leafs mieli przewagę w uderzeniach 13:7. Mimo dobrej postawy bramkarza (Tuukka Rask), przyjezdni nie utrzymali remisu. W 16. minucie sędziowie odesłali na ławkę kar Jeremiego Raich’a z Bostonu. Takiej okazji gracze „Klonowych Liści” nie zmarnowali. Nik Antropow wyłożył krążek do Bryana McCabe i ten umieścił „gumę” w siatce.

W drugiej odsłonie to nadal miejscowi kontrolowali przebieg spotkania. Ponownie oddali więcej strzałów (9:8) i raz jeszcze zdobyli gola. W 26. minucie Tomas Kaberle podał do Alexa Steen’a. Ten zaś odegrał do
kapitana swojego zespołu (Mats Sundin) i gospodarze objęli prowadzenie 2:0. Jednak w samej końcówce Boston grała z przewagą jednego zawodnika (kara dla Nika Entropowa za przytrzymywanie) i wykorzystał tą sytuację. Chuck Kobasew obsłużył Pila Kessela i tym samym „Niedźwiadki” zdobyły kontaktowego gola.

Trzecie starcie zszokowało miejscowych kibiców. Mimo, że obie drużyny oddały po 10 uderzeń na bramkę rywala, to zdecydowanie skuteczniej zagrali Bruins. Najpierw do remisu doprowadził Per Johan Axelsson kończąc akcję Marca Savarda i Glena Murray’a. W 57. minucie Zdane Chara dograł do Chucka Kobasewa i ku zdziwieniu fanów gospodarzy goście objęli prowadzenie. W ostatniej minucie trener Toronto (Paul Maurice) zdjął z bramki Vesę Toskala, aby wspomóc bardziej napastników, ale się przeliczył. Bardzo szybko krążek przechwycili przyjezdni i Chuck Kobasew strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania.

Edmonton lepszy w karnych



Bardzo ciekawe widowisko miało miejsce w Edmonton, gdzie tamtejsi “Nafciarze” pokonali po rzutach karnych ekipę Vancouver Canucks. W regulaminowym czasie był remis 4:4. Blisko 17 tysięcy widzów w Rexall Place nie mogło zatem narzekać na brak bramek czy też emocji.

Pierwsze stracie to mocne uderzenie ze strony gospodarzy. Przewaga w strzałach 11:7 była także widoczna w wyniku tej tercji. Trzecia minuta gry i Tom Gilbert wyprowadza Edmonton na prowadzenie. Kiedy na zegarze w hali mijał kwadrans gry, Kyle Brodziak posłał krążek w kierunku Marty Reasoner’a i było 2:0 dla Oilers. Taki obrót sprawy najwyraźniej trochę uśpił gospodarzy. Po kilku chwilach goście zdobyli bramkę i to grając w osłabieniu. Po indywidualnej akcji Mathieu Garona pokonał Alex Burrows.W tej sytuacji riposta miejscowych była natychmiastowa. Po kilku sekundach Ales Hemsky podaje do Shawna Horcoff’a i Roberto Luongo musi wyciągać krążek z własnej bramki. Po końcowej syrenie kibice Edmonton byli zachwyceni postawą swoich ulubieńców.

Drugie starcie przyniosło jednak duże rozczarowanie sympatykom „Nafciarzy”. Szok był tym większy, że to Pilers mieli ogromną przewagę w strzałach (14:4), ale stracili dwa gole nie strzelając żadnego. Najpierw w 45. sekundzie drugiej tercji Brad Isbister wykończył akcję Williego Mitchell’a i Ryana Keslera, a następnie pięć minut przed końcem tego starcia, do remisu doprowadził Alexander Edler finalizując akcję Henrika Sedina i Markusa Naslund. Zatem przed ostatnią odsłoną wszystko rozpoczynało się od początku.

W trzeciej tercji swój styl gry narzucili goście. Osiągnęli przewagę w strzałach, a w 48. minucie objęli prowadzenie. Na ławce kar przebywał reprezentant gospodarzy Raffi Torres (kara dwóch minut za nadmierną ostrość w grze), zaś skuteczną akcję przeprowadzili Alexander Edler i Brendan Morrisom. Na listę strzelców wpisał się Markus Naslund. Ku radości miejscowych fanów hokeja, odpowiedź „Nafciarzy” nadeszła w ciągu 60 sekund. Tym razem to oni mieli o jednego gracza na lodzie więcej. Ales Hemsky i Shaw Horcoff dokładnie rozegrali krążek, zaś skutecznym strzelcem okazał się Austin Penner. Do końca tercji wynik już nie uległ zmianie, mimo, że zwłaszcza Vancouver miał kilka szans na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę. W zarządzonej dogrywce także nie padły bramki i o losach spotkania rozstrzygnęły rzuty karne. W nich więcej zimnej krwi zachowali Oilers. Decydujący strzał należał do Shawna Horcoff i po jego uderzeniu w Rexall Place mogła rozpocząć się wielka feta.

- To dla nas wielka ulga - powiedział po meczu bohater gospodarzy Shawn Horcoff.
- Bardzo ciężko pracowaliśmy na to i ostatecznie zdołaliśmy wygrać tej nocy.

Kryzys „Lawin” z Colorado trwa



W dużym dołku znajduje się ekipa Wojtka Wolskiego - Colorado Avalanche. „Lawiny” doznały trzeciej z rzędu porażki. Należy dodać, że za każdym razem była to porażka bardzo wyraźna. Nie inaczej było i w pojedynku z Calgary Flames. Mimo objęcia prowadzenia w spotkaniu, goście (Colorado) ostatecznie okazali się zdecydowanie gorsi od „Płomieni”.

Blisko 20 tysięcy ludzi w Pengrowth Saddledome liczyło na dobrą postawę gospodarzy w tym pojedynku i nie przeliczyło się. Pierwsza tercja jednak przyniosła przewagę gości. Mieli oni lepszy bilans strzałów (9:3), ale nie potrafili tego przełożyć na gole. A jako, że i gospodarze nie zaprezentowali się w tym starciu zbyt rewelacyjnie, to obaj bramkarze schodzili na przerwę z czystymi kontami.

Wprawdzie w 22. minucie po akcji Paula Stastn’ego, Marek Svatos pokonał Mikkę Kiprusoffa i wyprowadził „Lawiny” na prowadzenie, ale jak się po nie długim czasie okazało były to miłe złego początki przyjezdnych. Już po kilkunastu sekundach był remis. Jose Theodore’a pokonał Owen Nolan (asysty: Craig Conroy i Rhett Warrener). Po kilku następnych minutach Matthew Lombardi wyłożył krążek do Jerome’a Iginli i Flames wyszli na prowadzenie. Warto odnotować, że w drugiej tercji bilans strzałów był korzystny dla gospodarzy (5:3).

W trzeciej tercji ponownie więcej strzałów oddało Colorado, ale kompletnie zabrakło skuteczności w ataku przyjezdnym. A, że i w obronie nie szło im dobrze, to Calgary mogło powiększać swoją przewagę. W 56. minucie Krystian Hueslius obsłużył Davida Moss’a i było 3:1, dla „Płomieni”. W ostatnich sekundach meczu goście w akcie desperacji wycofali bramkarza, ale i to im nie pomogło. Krążek przechwycił Craig Conroy i zagrał go do Erica Nystroma. Ten przedłużył zagranie w kierunku Owena Nolana i po chwili ten ostatni utonął w objęciach kolegów z drużyny.

Wojtek Wolski spędził na tafli trochę ponad 11 minut i oddał raptem jeden strzał. Jak widać dostosował się poziomem gry do swoich kolegów z drużyny.

Wyniki i strzelcy bramek 20 listopada (wtorek) 2007:

Toronto – Boston 2:4
Tor: B.MacCabe, M.Sundin
Bos: C.Kobasew 2, J.P.Axelsson, P.Kessel

Edmonton – Vancouver 5:4, karne
Edm: T.Gilbert, M.Reasoner, S.Horcoff, D.Penner

Calgary – Colorado 4:1
Cal: O.Nolan 2, J.Iginla, D.Moss
Col: M.Svatos

Plan gier na 21 listopada (środa) 2007:

NY Islanders – Montreal
Washington – Atlanta
Carolina – Philadelphia
Columbus – Florida
Buffalo – Ottawa
Pittsburgh – New Jersey
Tampa Bay – NY Rangers
Detroit – St.Louis
Minnesota – Vancouver
Dallas – Anaheim
Phoenix – Los Angeles

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.