Pozycja materiału w rankingach:
O tym filmie można wiele powiedzieć, gdyż dla jednych będzie koszmarnie nudny i dłużący się, dla innych niezwykle głęboki i interesujący. Jest równie niezwykły jak jego bohaterowie- mnisi zakonu w Wielkiej Kartuzji, którzy żyją w ciszy.
O „Wielkiej ciszy” usłyszałam po raz pierwszy w... tramwaju. Pewna dziewczyna przekonywała swego towarzysza, że film jest niesamowity, wyjątkowy. Chłopak z niedowierzaniem pytał co może być takiego interesującego w dokumencie. Dziewczyna z pasją opowiadała o życiu mnichów, głębi filmu jakby mówiła o niezwykle porywającej fabule.
Potem zostałam zasypana wyjątkowo
pochlebnymi recenzjami w mediach, miesięcznik „Film” przyznał mu aż pięć gwiazdek, ale
autor artykułu zaznaczył, że to dzieło nie spotka się z szerokim odbiorem. I
rzeczywiście niewiele kin zdecydowało się na jego projekcję, ale nawet dziś, w
dwa miesiące po premierze, kinowa sala była prawie pełna.

„Wielka cisza” stała się legendą jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Na początku lat 80., reżyser, Philip Groning skierował prośbę dotyczącą nakręcenia filmu do klasztoru w Wielkiej Kartuzji (okolice Grenoble). Miejsce fascynowało go swoją tajemniczością, hermetycznością. Nikt z zewnątrz nie ma do niego wstępu, nawet bliscy mogą odwiedzać mnichów tylko dwa razy do roku.
Odpowiedziano mu, że teraz nie ma takiej możliwości, ale może za jakieś 10 - 13 lat... Po 19 latach nagle zadzwonił telefon - zakonnicy byli „już” gotowi.
Zakon kartuzów został założony w
XI wieku przez św. Brunona z Kolonii. Jest całkowicie niezależny
ekonomicznie,
mnisi zajmują się rolnictwem i rzemiosłem, produkują likier ziołowy, z którego
zyski pozwalają na pomoc materialną biedniejszym klasztorom kartuzów. Jego
mieszkańcy są całkowicie odcięci od świata, nie mają dostępu do mediów, całe
życie podporządkowują Bogu i medytacji. Żyją w ubóstwie i tytułowej ciszy.
Żelazną regułą jest porozumiewanie się ze sobą za pomocą słów tylko w naprawdę
wyjątkowych przypadkach. W czasie filmu takie okoliczności nie mają miejsca.
W „Wielkiej ciszy” wszelakie dźwięki zostały zredukowane do minimum. To chyba jedyny film, który nie ma nawet ścieżki dźwiękowej w czasie napisów końcowych. Wszelkie dźwięki, których nie można wyeliminować z życia jak np. odgłosy kroków czy rąbanego drewna, momentami aż rażą widza, gdyż w brutalny sposób przecinają ciszę modlitwy.
Cisza świadomie łamana jest tylko
w
dwóch momentach: w czasie śpiewów
podczas wspólnych modlitw i cotygodniowych spacerów. Zakonnicy mogą raz w
tygodniu wyjść poza klasztorne mury. Całkowicie się wtedy zmieniają. W czasie
zimy zachowują się jak dzieci rzucając w siebie śnieżkami, zjeżdżając z górki
na nogach, pupie lub po prostu turlają się po niej na dół i... rozmawiają jak
najęci. Wydaje się, że chcą nie tylko nadrobić tydzień milczenia, ale wręcz
nagadać na zapas.
Jest też moment, w którym jeden z
zakonników patrzących prosto do kamery, uśmiecha się i widać, że bardzo chce
coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się, gdyż scena ma miejsce
w klasztorze. Te dwa fragmenty można interpretować w różny sposób. Dla mnie
jest to dowód, że takie życie jest nienaturalne dla człowieka. Chociaż mnichów
jest w klasztorze około 30, każdy wiedzie bardzo samotny żywot, tak, jakby
wokół nikogo nie było. Pomieszczenia zostały tak skonstruowane, by każdy z
mieszkańców miał dużo wolnej przestrzeni i nie wchodził na „teren” drugiej
osoby.
Philip Groning szczególnie podkreślił te sceny, w których dochodzi do kontaktu fizycznego między mnichami, gdyż należą do rzadkości. Wyjątkiem jest np. golenie sobie głów.

Philip Groning jest nie tylko reżyserem, ale scenarzystą i operatorem kamery. Chcąc nakręcić film o życiu mnichów musiał z nimi zamieszkać. Spędził tam w sumie ponad cztery miesiące, nakręcił 120 godzin materiału, z czego wybrał dla nas 169 minut.
Jak bumerang powraca pytanie
chłopaka z tramwaju - co może być takiego ciekawego w dokumencie o życiu
zakonników, który trwa prawie 3 godziny, a partie dialogowe zajmują 3 minuty?
Nie mamy żadnej akcji, fabuły, obserwujemy tylko pracę i modlitwę. Powiedzmy
sobie wprost - film jest nudny, monotonny. Myślę, że każdy z widzów zastanawiał
się, czemu ten film nie trwa o 100 minut krócej? Przecież tam nic się nie dzieje!
Racja, ale oto właśnie chodziło Groningowi. Film ukazuje cykliczność, która
rządzi życiem klasztornym. Artystyczną klamrą łączy początek i koniec filmu,
rozpoczynając i kończąc go tymi samymi scenami. Poznajemy zakonników zimą, wraz
z nimi witamy wiosnę, cieszymy latem, chowamy przed jesiennymi burzami, aby
powrócić do zimowych prac.
Ten film po prostu nie mógłby być krótszy, gdyż na ukazanie cyklu potrzebujemy perspektywy czasu.
Jeśli już ktoś zdecyduje się zobaczyć „Wielką ciszę”, radzę nie wychodzić z kina w połowie filmu, gdyż dopiero po obejrzeniu całego zaczniemy go chociaż częściowo rozumieć. Wyboru mnichów nie pojmiemy pewnie nigdy.
Artykuły
(156)
Galerie
(4)
Średnia ocen
(4.58)
Wiek: 27 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: "Ta piękna dziewczyna była jednak zabawna (...) Wcale nie zmieszana, swobodna, nawiązująca bezpośredni kontakt z publicznością, mrugnięciem oka zdawała się mówić, że nie ma za grosz talentu, ale cóż to szkodzi, skoro ma coś innego." E. Zola
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Magdalena Kurek 18.08.2011 11:11
Drogi Autorze, a nie przyszła Ci do głowy najprostsza odpowiedź że oni wybrali takie życie bo powołał ich Bóg? i są naprawdę szczęśliwi. O tym mówił niewidomy mnich który dziękuje Bogu że odebrał mu wzrok aby mógł widzieć jeszcze więcej. Zawsze gdy oglądam ten film ubolewam nad sobą a nie nad nimi - to my jesteśmy nieszczęśliwi. O tym mówił właśnie ten niewidomy. Najkrótsza i najprostsza definicja szczęścia wypowiedziana przez zdawałoby się skończonego człowieka. Ten film to balsam w naszym hedonistycznym chorym świecie
Robert Chałubiński 09.03.2011 19:40
Widziałem film dwa razy...i wciąż go łaknę....Ten obraz, to coś pięknego. Mam go w swojej biblioteczce DVD, zamierzam sięgać po ten film, jak tylko poczuję taką potrzebę. Mieszkam w Niemczech i uwierzcie mi, ten obraz to swoisty "Dzień skupienia". Szczególnie "tutaj", szczególnie "teraz".... Polecam
Jan Kłosovvski 05.05.2007 11:47
Filmu jeszcze nie widziałem, dzięki za przypomnienie ;-) Tak często zdarza mi się ostatnio "przespać" filmy, na które wcześniej czekałem.
Marcin Nowak 01.04.2007 23:57
Mi się bardzo podobał. Film i ten tekst :)
Koncert Krzysztofa Myszkowskiego w Lisiej Górze - Śmignie [Zdjęcia]
(odsłon: +2056)