Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22047 miejsce

Wybielony "El Diego", czyli autobiografia Diego Maradony

Diego Armando Maradonę można kochać bądź nienawidzić. Jedno jest pewne, wobec tej postaci nie można być obojętnym. Zarówno ci pierwsi jak i drudzy znajdą w jego autobiografii elementy utwierdzające ich w swoich przekonaniach.

Młłody Maradona zaczynał na boisku jako libero. Jak sam wspomina w "El Diego: - Z pozycji libero patrzysz na wszystko od tyłu, masz przed sobą całe boisko, masz piłkę i decydujesz - pim - wychodzimy na tę stronę - pum - idziemy drugą stroną. Jesteś właścicielem drużyny. / Fot. Scan: Marek IwaniszynAutobiografia Diego Maradony miała być odpowiedzią na pojawiające się na rynku biografie innych autorów, które
skupiały się na mrocznych etapach życia piłkarza. I każdy kto sięgnie po pozycję napisaną ręką Maradony dostrzeże elementy mające go wybielić w oczach kibiców. Często przeczące faktom. Jeśli ktoś spodziewa się po książce wyznań dotyczących narkotykowego półświatka, znajomości argentyńskiej gwiazdy z neapolitańską mafią srodze się zawiedzie. Zdawkowe informacje dotyczące tych niewątpliwie ważnych etapów życia Maradony, które w oczywisty sposób zaważyły na jego karierze są podawane jako nieistotne dodatki. Uzależnienie od narkotyków oraz stosowany doping jest uznawany przez samego autora jako mało istotny, nie mający wpływu na jego boiskowe i pozaboiskowe życie. To według autora nic nie znaczące i niepotrzebnie rozdmuchiwane przez nieżyczliwą mu prasę oraz jego przeciwników epizody.

Charakterystyczny w "El Diego" jest również sposób kreowania siebie jako ofiary spisków, niejasnych powiązań działaczy, zazdrosnych dziennikarzy i marnych piłkarzy, którzy nigdy nie potrafili pogodzić się, że pozostają w cieniu Maradony. Jednym z elementów obrony samego siebie jest atak, tak bardzo zauważalny w tej książce. Świat, jest w niej ucieleśnieniem zła, które występuje przeciw niewinnej postaci.

Gra zdeterminowana przez dzieciństwo
Książka napisana przez Maradone jest taka jak on sam. Pełno w niej sprzeczności, pomieszania sacrum z profanum, wielkiej miłości do piłki i wspomnianej już nienawiści innych wobec niego. Biografia ta znakomicie przedstawia Maradone jako człowieka. Pełna jest przekleństw, wyzwisk pod adresem piłkarzy, działaczy, trenerów i kibiców. Oczywiście tych nieprzychylnych. Chyba najbardziej w pamięć zapada stosunek Maradony do Passarelli, którego inwektywy dosięgają najczęściej.
Footbal! / Fot. Marek Iwaniszyn
Ten piłkarski geniusz nigdy nie wstydził się swojego pochodzenia. Biedna rodzina, mieszkająca w slumsach nie była odpowiednim miejscem na rozwój intelektualny. Ale dzięki temu młody Maradona czerpał olbrzymią siłę do gry, walki. Doskonale zdawał sobie sprawę, że futbol jest jedyną możliwością wyrwania się z tego strasznego świata. Zdając sobie doskonale sprawę z własnego potencjału i umiejętności wiedział, że piłka otwiera przed nim świat, o jakim jego rodzina nigdy nie marzyła. Sam, spełnił pragnienia całej familii. Jednak również i ona przyłożyła cegiełkę do kariery Diega, wspomagając go jak tylko mogła. Z pewnością ważne jest to, że Maradona nigdy nie zapomniał o ciężkim dzieciństwie, które go ukształtowało. Jego boiskowa walka, nieustępliwość, zadziorność jest zdeterminowana przez własne dzieciństwo. Mimo strasznych warunków, w jakich przyszło mu spędzać dzieciństwo zawsze podkreśla, że wspomnienia z tamtego okresu ma piękne. Nie przeszkadzał bród, ubóstwo, bieda, ciasnota Fiorito. Wszystko było znośne dopóty, dopóki przy piłce młody Maradona miał piłkę.

Libero Montanya
Mało kto wie, że młody Maradona zaczynał na boisku jako libero. Jak wspomina: - Z pozycji libero patrzysz na wszystko od tyłu, masz przed sobą całe boisko, masz piłkę i decydujesz - pim - wychodzimy na tę stronę - pum - idziemy drugą stroną. Jesteś właścicielem drużyny.

Oprócz licznych wspomnień z boiska znajdziemy w książce wiele zabawnych opowieści i anegdot.
Jedna z nich opowiada o tym jak to dwunastoletni Maradona grywał w dziewiątej lidze. Było to wbrew przepisom. Stąd też trener Francis zmienił jego nazwisko i metrykę. Od tamtej pory aż do piętnastego roku życia młody Diego grał pod nazwiskiem Montanya. Zawsze jednak był zdekonspirowany przez partnerów z drużyny, którzy będąc pod wrażeniem swojego młodszego kolegi z zachwytu zapominali o zmienionym nazwisku. Nie zdarzyło się jednak, by trenerzy gości zgłaszali do argentyńskiego związku piłki nożnej jakieś pretensje czy protesty. Zbyt wielkie wrażenie robił na nich młody piłkarz.

Rozczarowany Janem Pawłem II
Pomieszanie sacrum z profanum i przewartościowanie własnej osoby najlepiej obrazuje opis wizyty Maradony u Ojca Świętego, którą Argentyńczyk określił jako wielkie rozczarowanie. - Tak, wkurzyłem się na papieża! - pisze w swojej książce. A dlaczego? W czasie spotkania Karola Wojtyły z rodziną Maradony papież wręczył wszystkim poświęcone różańce. Kiedy dawał jeden z nich piłkarzowi powiedział do niego, że ten jest specjalny, dla niego. Chwilę później Maradona postanowił sprawdzić czym jego różaniec różni się od tego, jaki dostała jego matka. Porównał je i okazało się, że są identyczne. Nie dowierzając zapytał papieża czym jego różaniec różni się od tego, który otrzymała jego matka? A papież zamiast odpowiedzieć spojrzał na niego, uśmiechnął się, poklepał po ramieniu i odwrócił się w drugą stronę. Maradona uznał to za kompletny brak szacunku...

Diego Armando Maradona - "El Diego"


244 strony, twarda oprawa
Rok wydania: 2005
Zydawnictwo Zysk i S-ka

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.