Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26518 miejsce

Wyboista droga do mandatu radnego

Kampania wyborcza do rady powiatu była burzliwa i czasami nieprzyjemna. Czułem, jak sztab ludzi pracuje nad tym, co tu wykombinować, żebym zniknął raz na zawsze z pola walki. „Przyjaciele” odsunęli się ode mnie tłumacząc,że boją się o swój los.

Plakat wyborczy Karola Rajewskiego Moja droga do sukcesu i zwycięstwa w wyborach samorządowych była długa i niestety nie była usłana różami. Tak naprawdę nie spodziewałem się zwycięstwa.

W dziedzinie polityki byłem „żółtodziobem”. W szkole średniej poświęciłem się działalności charytatywnej, podczas gdy inni zdobywali doświadczenie w polityce. Poza tym, tak naprawdę byłem znany tylko w południowej części gminy, a tutaj akurat miałem dobrych konkurentów. Byłem pewien, że ludzie właśnie na nich oddadzą głosy, a nie na mnie.

Kampania plakatowa

Zakupiłem trzysta plakatów wyborczych, z których rozkleiłem tylko sto, ponieważ zaobserwowałem, że parę minut po ich powieszeniu były zrywane. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego zrywano moje plakaty i zaklejano innych i czemu miało to służyć. Czy dla tych kilkuset złotych diety warto było to robić? Czy ktoś tak naprawdę zrywając plakat pomyślał, że kawałek papieru raczej nie decyduje o ewentualnym wyborze?


Spotkania wyborcze


Organiowaliśmy je z kolegami i koleżankami z różnych ugrupowań politycznych. Przychodziło na nie niewielu ludzi. Zauważyłem wtedy, że tak naprawdę ludzie są zmęczeni polityką i politykowaniem. Nie wierzą już w wyborcze obietnice i każdego nowego kandydata traktują niezbyt przychylnie. Ale ogólnie byłem zadowolony z tych spotkań, bo miałem możliwość zetknięcia się problem ami tych ludzi.

Ciosy poniżej pasa

Niestety, kampania wyborcza była momentami także nieprzyjemna. Szkalowano moje nazwisko i wymyślano coraz to nowsze historie na mój temat. Czułem się jak w „domu wielkiego brata”. Wszystko co robiłem i mówiłem było dogłębnie analizowane. Doszukiwano się podtekstów i szukano haków. Wielu „przyjaciół” odsunęło się ode mnie tłumacząc się, że się boją o swój los. Czułem, jak sztab ludzi pracuje nad tym, co tu wykombinować, żebym zniknął raz a zawsze z pola walki. Analizując te nieprzyjemne doświadczenia zastanawiam się cały czas, czy naprawdę żyjemy w demokratycznym kraju. A jeśli tak, to czy zdajemy sobie sprawę z tego, że demokracja ma swoje prawa i każdy może wystartować w wyborach i nawet je wygrać.

Zwycięstwo przyszło nad ranem

11 listopada byłem już tak naprawdę zniesmaczony tym wszystkim i miałem nadzieję, że nie wygram i już nigdy nie zdecyduję się na start w wyborach. Dwa dni później, parę minut po godzinie dziewiątej dostałem telefon z gratulacjami. Zostałem radnym Rady Powiatu Sieradzkiego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Sam sobie pisze laurke.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ha, pamiętam Cię :) Być może Ty mnie też, z dyskusji. W sumie gratulacje, mam nadzieję, że się jakoś swojemu powiatowi przysłużysz. "Organiowaliśmy je z kolegami i koleżankami z różnych ugrupowań politycznych. Przychodziło na nie niewielu ludzi. Zauważyłem wtedy, że tak naprawdę ludzie są zmęczeni polityką i politykowaniem. Nie wierzą już w wyborcze obietnice i każdego nowego kandydata traktują niezbyt przychylnie." Hm, to chyba zawsze są zmęczęni, bo ogólnie mało osób na takich spotkaniach bywa - w Olsztynie, miasto 180 tys. mieszkańców, na debacie wszystkich kandydatów na prezydenta było może 100 osób. Chociaż na spotkaniu z Janem Rokitą na uniwersytecie ludzie nie mieścili się w sali (ale to studenci - byli zwolnieni z zajęć ;) ).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.