Facebook Google+ Twitter

Wyborcze obiecanki - cacanki

No i mamy kolejne wybory. Znów nadszedł czas kiedy nas, szarych obywateli, będą zachęcać do głosowania na siebie liczni kandydaci do parlamentu. A zatem jest to również dobry moment, aby się zastanowić, co wynika z wyborczych obietnic.

Niech posłuży nam jako przykład zeszłoroczna kampania wyborcza w Gliwicach. Nie minął wprawdzie jeszcze rok od wyborów samorządowych, ale już można przyjrzeć się jak obecni radni i prezydent miasta wywiązują się ze swoich obietnic.

„Czyste miasto”



Czas na czyste miasto / Fot. Andrzej PieczyrakHasłem wyborczym jednego z obecnych radnych było „Czas na czyste miasto”. Liczne plakaty tego kandydata wisiały m.in. na budynku nieczynnych szaletów miejskich na gliwickiej starówce. Hasło chwytliwe i wychodzące naprzeciw oczekiwaniom niezadowolonych mieszkańców - musiało się podobać. Wyborcy pewnie mieli nadzieję, że po zwycięstwie tego kandydata nawet te nieczynne szalety zostaną udostępnione mieszkańcom. Niestety, jest już niemal rok po wyborach, a w mieście czyściej się nie zrobiło, zaś feralne toalety miejskie zostały w międzyczasie podpalone przez nieznanych sprawców. Wypalony szkielet od kilku miesięcy stanowi wątpliwą ozdobę miejskiej starówki i przytulisko koneserów wina prostego.Ten sam szalet publiczny prawie rok później / Fot. Andrzej Pieczyrak

Komisja Rady Miasta, której przewodniczy rzeczony radny przygotowała niedawno nową uchwałę dotyczącą utrzymania czystości w mieście. Kiedy czytałem projekt tej uchwały uderzyło mnie, że w wielu punktach odpowiedzialność za utrzymanie czystości została przerzucona na mieszkańców. Podobne wrażenie odniósł widocznie i wojewoda śląski, który zakwestionował niektóre zapisy uchwały jako niezgodne z obowiązującym prawem. Zapewne nie bez żalu, gliwicki magistrat musiał się pogodzić z faktem, że on również jest odpowiedzialny za utrzymanie czystości w mieście. Przynajmniej ustawowo, bo w praktyce niewiele się zmieniło.

Pan radny, niezrażony brakiem sukcesów zaczął wprowadzać jeszcze inne „porządki”. Chciał dopiec i zdyscyplinować jedynego w naszej RM „niepokornego”, opozycyjnego radnego - Marka Berezowskiego. Jak to robił? Nie wpuszczał niewygodnych mieszkańców, którzy chcieli wziąć udział w obradach komisji, której przewodniczył. W ten sposób opozycyjny radny pozbawiony został wsparcia. Niestety, także i ten rodzaj porządków zakwestionował wojewoda jako niezgodne z prawem (patrz artykuł „Demokracja bez obywateli? Według radnych to możliwe”).

Uchwalona ostatecznie po poprawkach wojewody uchwała o utrzymaniu czystości w mieście, także zainspirowała pewne działania. W połowie kwietnia tego roku radny Marek Berezowski wystąpił z wnioskiem do prezydenta miasta w sprawie segregacji śmieci na cmentarzach komunalnych: „Wobec faktu, że uchwała nakłada na właściciela terenu obowiązek selektywnej zbiórki odpadów oraz w świetle licznych przykładów, gdzie prowincjonalne gminy od dawna prowadzą taką zbiórkę, gmina Gliwice powinna jak najszybciej zmienić sposób zbiórki odpadów na cmentarzach komunalnych. Będzie to z pewnością dobry przykład dla innych właścicieli nieruchomości w Gliwicach”.

"Proekologiczna segregacja" odpadów po gliwicku / Fot. Andrzej PieczyrakPo miesiącu prezydent odpowiedział: „informuję, że w ramach programu pilotażowego na terenie cmentarza zostaną posadowione pojemniki na tworzywo sztuczne oraz szkło, celem sprawdzenia efektywności tego projektu. W przypadku sukcesu programu pilotażowego, podobne pojemniki zostaną również posadowione na innych cmentarzach komunalnych”. Niebawem minie czwarty miesiąc, a wzmiankowanych koszy na cmentarzach jak nie było, tak nie ma. Czyżby zatem „program pilotażowy” zakończył się porażką jeszcze przed wprowadzeniem w życie? Niedawno radny Berezowski wnioskował także o wprowadzenie w mieście programu selektywnej zbiórki odpadów elektrycznych i elektronicznych. Ciekawe, jaki los spotka tę inicjatywę?

Może...



Celowo przypomniałem jedno z niedawnych wyborczych haseł. Być może hasło „Czas na czyste miasto” doczeka się aktywniejszej realizacji? W minionej epoce jedynie dzięki świętom państwowym i „niezapowiedzianym wizytom” dygnitarzy miasto choć na chwilę piękniało... może dziś uda się wykorzystać do tego celu wybory? Wyborów ci u nas dostatek, a przysłowiowe „malowanie trawy na zielono” może być lepsze niż tysiące niezrealizowanych obietnic wyborczych fruwających po mieście, w postaci ulotek i obszarpanych plakatów, których nie ma komu posprzątać...

Może także nasz prezydent, który obecnie pragnie kandydować do Sejmu, zechce przypomnieć się wyborcom i spełni przynajmniej część swoich obietnic. A może przez pryzmat gliwickich doświadczeń będzie należało z większym dystansem oceniać jego nowy, poselski program wyborczy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A może chodziło o czyszczenie... ale z agentów? ;)
Ostry kryzys polityczny zaczął się jakieś dwa miesiące temu. Wybory za dwa miechy. To już cztery. Po wyborach, jeśli wygra np. PO, co najmniej dwa następne na wymianę kadr. Czyli daje to pół roku. W tym czasie odnosi się wrażenie, że np. zwrócenie się do radnych, senatorów, posłów, wojewodów i prezydentów z petycją czy prośbą o poparcie jest bezcelowe, bo przecież nie mają kiedy zajmować się "głupstwami". W sumie więc można chyba powiedzieć, że kryzys polityczny znacznie obniża możliwości działania obywateli danego kraju... I to kryzys zafundowany nam przez niedoszłą koalicję POPiS w momencie, kiedy koniunktura gospodarcza jest jak brzytwa, a fundusze unijne płyną szerokim strumieniem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.