Facebook Google+ Twitter

Wybory polityczne sterowane emocjami

Dyskusja parę miesięcy po wyborach, na temat upodobań politycznych społeczeństwa, jest zazwyczaj mało eksytucjąca, ale ten czas wydaje się kluczowy do zrozumienia specyfiki kształtowania się sympatii politycznych w Polsce.

Decyzje w rękach najmniej zainteresowanych

Charakterystyczną cechą naszej polityki jest szeroka grupa niezdecydowanych, którzy bardzo często zmieniają swoje sympatie polityczne, niejednokrotnie topiąc kolejne twory polityczne. Takie fluktuacje w ugruntowanych demokracjach byłyby oznaką gigantycznego kryzysu. W dodatku sympatie te zmieniają się w stosunkowo szybkim czasie od wyborów. Ludzie bardzo szybko zawodzą się na tych, których wybrali. Fenomen rządów PO przedłużonych na drugą kadencję, któremu sprzyjała w dużej mierze opozycja, właśnie doświadcza tego powyborczego załamania.

Ta kapryśność wyborców sprawia, że faktycznie komunikacja między partiami a społeczeństwem odbywa się za pomocą sondaży. W zawód polityka, a tym bardziej w sens istnienia partii, jest wpisane utrzymywanie się na scenie. Powinno się to odbywać przede wszystkim poprzez skuteczność działań i - w drugiej kolejności - informowanie o nich, PR – to jest sytuacja idealna. W obliczu jednak tej kapryśności uwaga z działań przenosi się na skuteczne granie na emocjach tych ludzi i lawirowaniu, co ostatecznie przekłada się często na niepodejmowanie decyzji za które zbyt wielu obywateli się obrazi. Im bardziej brak zaufania do polityków paraliżuje decyzje polityczne tym jeszcze większy brak zaufania do nich.

Z jednej strony nie można się dziwić społeczeństwu, że nie ufa politykom, jeśli ci są lawirantami. Ale też nie można społeczeństwa traktować jak świętej krowy. Nie ważne, kto tu zaczął. Problem czy pierwsze było jajko (źli politycy), czy kura (roszczeniowe społeczeństwo) nie ma tutaj racji bytu – politycy to emanacja społeczeństwa.

Najważniejszy jest interes (własny)

Problem polega na tym, że Polacy, mimo upodobania do hasełek narodowych, w pierwszym rzędzie widzą interes swój i swojej grupy i nie byłoby nic w tym złego gdyby nie fakt, że nie ma tutaj mowy o żadnych kompromisach dla dobra wspólnego. Przykład z codzienności: kierowcy nienawidzą pieszych i rowerzystów i najchętniej by ich rozjeżdżali, ale rowerzyści - jak tylko wsiądą na rower - mają taki sam stosunek i do kierowców i do pieszych.

Programy polityczne są po to, aby hasła, dotyczące pojedynczych grup nie kolidowały ze sobą, aby wpisywały się w program, który dotyczy całego kraju i służy jego rozwojowi, a nie rozdawnictwu i faktycznej wyprzedaży, w ten sposób także interes jednej grupy nie narusza interesów innej, jeśli wpisuje się w program. Jeśli jakiegoś interesu nie da się wpisać w program rozwoju całościowego państwa (i jego regionów) to znaczy, że jest on szkodliwy, jak na przykład KRUS.

Dyktat tak wielkich grup nastawionych roszczeniowo niszczy (zresztą niszczy wszystkie demokracje obecnie), ale w Polsce jest on tak potężny, że faktycznie nie tylko trzeba takim ludziom sprzedawać wyborczą kiełbasę w trakcie wyborów, ale też ciągle ich karmić jakąś kiełbasą w trakcie sprawowania władzy, żeby nie stracić czasem poparcia rzędu ¾ posiadanej całości! Co w innych krajach jest nie do pomyślenia: tam niespełnienie żądań niezdecydowanych, roszczeniowych ludzi może oznaczać przegraną, ale przynajmniej nie degradacje jak u nas.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.