Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21544 miejsce

Wybory w Polsce, wybory w Szwajcarii

Szwajcarzy - tak jak Polacy - wybierają dzisiaj parlament. Tam jednak obywatel może poczuć, że ma wpływ na sytuację w kraju, nawet jeśli wynik wyborów nie będzie po jego myśli.

Parlament i rząd szwajcarski - Curia Confoederationis Helveticae / Fot. ParanoidJedną z niewielu rzeczy, która łączy teraz w Polsce zwolenników wszystkich opcji politycznych, jest pogląd, że kampania była wyjątkowo niemerytoryczna. Wydaje się, że niemal wszyscy politycy dostosowali się do prostych reguł gry: nie przedstawiaj swojego programu, bo nikt nie zwraca na to uwagi, nie prezentuj swoich argumentów, bo nikogo nie przekonasz. Wszyscy byli skupieni na dbaniu o wizerunek swój i swojej partii i akcentowaniu jak bardzo się różnią od pozostałych. Łatwo zauważyć, że to nie jest wyłącznie polski problem. Wielu uważa, że taki stan rzeczy jest nierozerwalnie związany z demokracją.

Lecz rzecz nie we frazesach, które ciągle słyszymy, ani nie w marnowaniu pieniędzy na kosztowne i nic nie wnoszące spoty reklamowe. Najgorsze jest to, że wyborca ma małe szanse znaleźć kogoś, kto by rzeczywiście reprezentował jego poglądy. I nawet jak ktoś zada sobie trud przeanalizowania całej listy kandydatów popieranej przez siebie partii, zawsze skończy się na wyborze najmniejszego zła.

Problem nie leży w demokracji jako takiej, lecz w najpowszechniejszej jej formie, demokracji pośredniej. Wydawałoby się, że ten system, w którym decyzje podejmują wybrani przez społeczeństwo przedstawiciele, jest jedynym praktycznym rozwiązaniem w dzisiejszych czasach. Przykład Szwajcarii pokazuje, że to nieprawda. Tam każdy może - po zdobyciu 50 tys. podpisów poparcia - wnieść o uchylenie dowolnej ustawy. I to wystarczy, by zostało rozpisane referendum w tej sprawie. W podobny sposób obywatele mogą zażądać zmiany w konstytucji. Parlament nie ma wtedy prawa modyfikować tekstu poprawki, może najwyżej przedstawić alternatywną propozycję (stanowiącą zwykle kompromis między propozycją obywatelską a stanem obecnym), która będzie drugą opcją do wyboru podczas referendum. W efekcie średnio kilka razy do roku każdy, kto tylko chce, może mieć konkretny wpływ na władzę.

Kantony w Szwajcarii / Fot. SansculotteInną istotną sprawą jest decentralizacja. Szwajcaria podzielona jest na kantony, te na gminy. Kantony stanowią niemal mini-państwa, z własną konstytucją, parlamentem i rządem. Często większość kompetencji przekazywana jest jeszcze niżej, do gmin. I bardzo często to te jednostki, nie centralny rząd, podejmują najistotniejsze dla mieszkańców decyzje. Referenda na niższych poziomach samorządu są rozpisywane są jeszcze częściej niż ogólnokrajowe, a siłą rzeczy - im bardziej lokalne jest głosowanie, tym większą wagę ma głos każdego obywatela.

Warto zauważyć, że frekwencja w Szwajcarii wcale nie jest wysoka, w referendach uczestniczy zwykle 20 do 30 proc. uprawnionych. Głosują głównie osoby, które zadadzą sobie trud przeanalizowania rozważanej kwestii i wyrażenia swoich poglądów. Może więc zamiast niepotrzebnie narzekać na frekwencję, powinniśmy zacząć budować prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. Takie, które będzie mogło decydować o konkretnych rozwiązaniach prawnych, a nie tylko w sprawie tego, który z polityków jest aktualnie najmniej odpychający.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Zapraszam do nas - chcemy wprowadzić w Polsce demokrację bezpośrednią:
http://www.demokracjabezposrednia.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy artykuł, duży plus. Szkoda, że przemknął bez większego echa w ferworze kampanii wyborczych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.