Pozycja materiału w rankingach:
W jednym z najbardziej laickich krajów świata faworytem wyborów jest człowiek, który rzucił rękawicę stuletniej tradycji rozdziału kościoła od państwa i otwarcie przyznaje się do swojego głębokiego katolicyzmu. Jak to możliwe? Czy to właśnie we Francji następuje zmierzch europejskiego laicyzmu?
Kandydatka socjalistów, Ségolène Royal większy problem niż z Sarkozym ma obecnie z wewnątrzpartyjną opozycją, zarzucającą jej miękkość i brak wyrazistych, socjalistycznych poglądów. Jednocześnie urocza kandydatka wyznaje, że marzy o ślubie i weselu z prawdziwego zdarzenia. Została wyśmiana. Posądzono ją o deprecjonowanie libertyńskiego modelu życia. Istny miszmasz. Co się stało? Czy rzeczywiście współczesna Francja to światopoglądowa schizofrenia?
Co na to Paulina Plizga, nasza redakcyjna korespondentka z Francji?: - Jedno jest pewne. Sarkozy jest czarną owcą tych wyborów. Obecnie może nawet bardziej niż Le Pen. Obietnice przedwyborcze poszczególnych kandydatów streszczają się w ostatnim tygodniu do “jeśli Sarkozy wygra - będzie źle, koniecznie więc trzeba głosować “anty-Sarkozy”... Dla mnie to przesada, ale miało to miejsce już przy poprzednich wyborach i chodziło o to, by masowo skontrować kandydaturę Le Pena, który przeszedł w pierwszej turze wyborów. Obecnie odnoszę wrażenie, że stosuje się tę metodę przeciwko Sarkozy’emu. Trochę szkoda, że wszyscy po drodze zapominają o reszcie programu, jaki prezentowali. Ale Sarkozy, to chyba jedyny kandydat, który mówi wprost co jest grane. No może jeszcze kandydatka Partii Walki Robotniczej Arlette Laguiller, której jestem prawdziwą zwolenniczką. Chociaż mało prawdopodobne, aby osiągnęła ona więcej niż 5 procent głosów...
"Moim zdaniem, to nie ma żadnego znaczenia - katolicyzm Sarkozyego czy Berlusconiego, to coś zupełnie innego niż jego polska wersja - a zatem fakt, że katolicy są we Francji kandydatami w wyborach nie świadczy o niczym, bo w innym wypadku w całej Europie rządziłaby lewica, a tak nie jest. Sarkozy podkreślając swój konserwatyzm ustawia się raczej na pozycji antylewicowej, walczącego z imigracją, głoszącego hasła wolności gospodarczej, niż na pozycji krzewiciela chrześcijaństwa. Jeśli walczy z imigrantami, to nie z obawy o kondycję własną, a raczej ze strachu przed konsekwencjami napływu imigrantów, czyli m. in. z wygody - twierdzi Tomek.
Gdyby nie to pewnego rodzaju otrzeźwienie wielu środowisk być może sytuacja zaczynałaby się sprowadzać do tej którą przedstawił Martin Abram w książce "Quo Vadis 3000" odwołującej się treścią w dużej mierze do dzieła Sienkiewicza, będąca wersją science fiction książki naszego noblisty. Akcja powieści toczy się na początku XXII wieku w Nowym Jorku. Na świecie istnieje tylko jedno państwo - Stany Zjednoczone Świata. W jego konstytucji słowo „obywatel" zastąpiono słowem „konsument". Władze sprawuje wybierany raz na 10 lat prezydent. Jedyną siła sprzeciwiającą się obowiązującej w państwie filozofii konsumpcjonizmu tępiącego odwoływanie się do wszelkich wartości duchowych pozostał Kościół Chrześcijański. Ma on ponad 100 milionów wyznawców i działającego w konspiracji Papieża. Aby pobudzić ludzkość do jeszcze szybszego rozwoju, prezydent postanawia wywołać chwilowy kryzys gospodarczy. Odpowiedzialnością za kryzys zamierza obarczyć chrześcijan. W ten sposób chce ostatecznie pozbyć się ostatniej grupy społecznej, kontestującej poczynania tego państwa bez tożsamości. Koszmar prawda?Zobacz także:
Artykuły
(120)
Galerie
(30)
Średnia ocen
(4.82)
Wiek: 62 | Miejscowość: Zabrze | Katowice | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarz prasowy i telewizyjny. Jednak wciąż OBYWATELSKI i LOKALNY... Najważniejsze kochać, co się czyni. Iść jak burza wśród marzeń. Dużo czytać, oglądać, pamiętać, zdobywać szczyty po to, by dojrzeć wyższe.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Aleksander Zbigniew Zioło 27.04.2007 22:15
No cóż kampania wyborcza we Francji trwa..
zachęcam do śledzenia bloga:
http://francjawybiera2007.blox.pl/html
Oliwia Piotrowska 27.04.2007 09:41
Beato, skąd określenie "sekta"?! O ile mi wiadomo, chodzi o praktykujących swoją religię Indian. Od wieków wspomagali swoje religijne doznania przez działanie środków halucynogennych.
Grzegorz Korzeniowski 26.04.2007 20:35
"To nie żadne uprzywilejowanie, tylko wolność wyznania. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że możliwość uczęszczania na mszę świętą jest przywilejem, a zatem spokojnie można go zakazać.
(...)
Równość wobec prawa, tak jak ja ją pojmuję, połączona z wolnością wyznania oznacza, że chrześcijanin może nosić krzyżyk, muzułmanka może nosić chutę, a żyd może siedzieć na lekcji w jarmułce. Zakazanie im tego to zamach na ich wolność."
Nie mógłbym tak powiedzieć, bo na mszę ma prawo przyjść każdy. Ja mówię o sytuacji, gdy coś zostało zakazane z powodów niezwiązanych z religią. Np. siedzenie na lekcji w nakryciu głowy. Czy osoby religijne powinny być z tego zwolnione? Albo legalność narkotyków. Ostatnio w USA jedna grupa religijna wywalczyła sobie prawo przyjmowania halucynogennej hostii. To jest właśnie nierówność wobec prawa. Czy za tym optujesz?
Oliwia Piotrowska 26.04.2007 18:28
Pamiętajcie, że istnieje ogromna frakcja wyznawczyń Islamu, które nie chcą nosić chusty - a są do tego zmuszane. Raz jeszcze apeluję o niewysuwanie pochopnych sądów na temat chust. Przypominam o przybijaniu ich do głów muzułmanek, które nie chciały ich nosić. To nie jest tylko sprawa symbolu religijnego.
Grzegorz Korzeniowski 26.04.2007 17:24
Wykręcasz kota ogonem. Są pewne zachowania, które są zabronione. Czy pewna grupa osób powinna być z zakazu zwolniona tylko dlatego, że wiąże te zachowania z wierzeniami? Przecież to zwyczajne uprzywilejowanie (i to na bardzo dziwnej podstawie) i nierówność wobec prawa.
Grzegorz Korzeniowski 26.04.2007 16:56
To zupełnie zmienia postać rzeczy. Ale tutaj można wysnuć analogię do siedzenia na lekcji w czapce, co jest w polskich szkołach zakazane.
Ja uważam, że o tym, co wolno, a co nie, powinniśmy dyskutować w oderwaniu od tego, czy jest to kwestia religii. Czy uważasz, że jeżeli coś jest zakazane (siedzenie w czapce na lekcji czy zażywanie narkotyków, które w USA są legalne dla pewnej sekty), a jest w jakiś sposób związane z religią, to jest to ograniczanie wolności religijnej?
Grzegorz Korzeniowski 26.04.2007 13:55
"Grześku, wybacz, ale znów nie trafiłeś z porównaniem. Dla kobiet muzułmańskich chusta jest znakiem ich wyznania. Dla Ciebie kominiarka mogłaby być co najwyżej demonstracją czegoś tam, ale z pewnością nie religii."
Czy według ciebie uczeń powinien mieć prawo do zasłaniania twarzy przed nauczycielem?
Ja myślę, że powód tego nie jest istotny. Ważny jest skutek, czyli cała klasa dziewczyn, którym widać tylko oczy. Jak się chce żyć w cywilizowanym kraju, to pewne reguły trzeba akceptować i nie ma to żadnego związku ze zwalczaniem religii.
W drugiej sprawie się nie wypowiadam, bo realiów francuskich dobrze nie znam. Ale jeżeli państwo wnika w sferę religii, czy to pozytywnie czy negatywnie, to jest to złamanie zasad laickości.
Grzegorz Korzeniowski 25.04.2007 14:59
Trochę mnie tu nie było, nadrabiam więc zaległości ;)
@Asen, Beata_B:
Zakaz noszenia chust jest czymś zupełnie innym niż zakaz noszenia krzyżyków. Komuniści zakazywali noszenia tych drugich w imię walki z religią. Chust nie można nosić z tego samego powodu, dla którego w polskiej szkole nie mogę siedzieć na lekcji w kominiarce.
"znam przykład nauczycielki, której dyrektor zagroził zwolnieniem z pracy, jeśli nie ukryje (a najlepiej zdejmie) noszonego na szyi krzyżyka"
Serio zrównujesz cały aparat państwowy z jednym urzędasem? Bądźmy poważni...
"To co zrobić Robercie?"
Wiem, że nie jest Robertem, ale odpowiem. Podwójnie niegrzecznie, bo pytaniem ;) Może po prostu nie zadawać dzieciom zadań w rodzaju "jak w moim domu spędza się święta wielkanocne?".
Marcin Nowak 24.04.2007 11:57
To co zrobić Robercie? Boże Narodzenie zastąpić "Gwiazdką"? A Wielkanoc "Króliczkiem"? I zakazać w Boże Ciało procesji?
Marcin Nowak 24.04.2007 10:07
No to wykreśl Austrię i całe południowe Niemcy.
Nie rozumiem co miałaś na myśli mówiąc ze ustawodawca powołuje sie na Biblię w Polsce. A co powiesz o USA i Wielką Brytanię? Tam poszli o kilka kroków dalej.
Acha, i co sądzisz o wyrażeniu "tak mi dopomóż Bóg"