Facebook Google+ Twitter

Wybory we Francji zmierzchem laicyzacji Europy?

W jednym z najbardziej laickich krajów świata faworytem wyborów jest człowiek, który rzucił rękawicę stuletniej tradycji rozdziału kościoła od państwa i otwarcie przyznaje się do swojego głębokiego katolicyzmu. Jak to możliwe? Czy to właśnie we Francji następuje zmierzch europejskiego laicyzmu?

Wolność wyprowadzająca rewolucjonistów z okopów / Fot. Delacroix Kandydatka socjalistów, Ségolène Royal większy problem niż z Sarkozym ma obecnie z wewnątrzpartyjną opozycją, zarzucającą jej miękkość i brak wyrazistych, socjalistycznych poglądów. Jednocześnie urocza kandydatka wyznaje, że marzy o ślubie i weselu z prawdziwego zdarzenia. Została wyśmiana. Posądzono ją o deprecjonowanie libertyńskiego modelu życia. Istny miszmasz. Co się stało? Czy rzeczywiście współczesna Francja to światopoglądowa schizofrenia?

Dwie Francje?



Guy Sorman, jeden z najsłynniejszych publicystów francuskich, stwierdził niedawno na łamach tygodnika "Europa", że Francję podzielić można na dwa obozy. Jeden to "Francja państwowa", tkwiący w marazmie, obawiający się globalizacji i zjednoczonej Europy. Jednym słowem egocentryczny. Druga część to "Francja oddolna", stawiająca na przedsiębiorczość i otwartość młodych, jak i wielokulturowość (nie tylko etniczną, ale i mentalną).

Wedle statystyk Kurii Paryskiej, wzrósł odsetek młodych ludzi uczęszczających do kościoła. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na straży laickości Francji nie stoi grupa progresywistów w naszym wyobrażeniu tych środowisk (feministki, ekolodzy, ateiści), lecz... masońska loża Wielkiego Wschodu Francji. Uchwalona ponad 100 lat temu ustawa o rozdziale Kościoła od państwa to zapis, który uczynił Francję najbardziej świeckim państwem Europy. - Ustawa z 1905 roku to w dużej mierze nasze dzieło - mówił kilka tygodni temu bez ogródek Wielki Mistrz Michel Quillardet na łamach "Dziennika" i zaznaczył, że loże masońskie nie chcą ingerować w wybory. Nie chcą wskazywać kandydata. W obliczu jednak czegoś, co wieszczy nadejście nieokreślonych jeszcze zmian w umysłach Francuzów, chcą walczyć wszelkimi siłami o to, by Republika Francuska była i pozostała laicka.

Publiczny, subtelny terror wszedł już w krew wielu kręgom politycznym, nawet typowo prawicowym. Do tego stopnia, że Jaques Chirac, zagorzały i praktykujący katolik, przez większość swojej politycznej kariery starał nie łamać bariery którą mu postawiono. Wiedział, że skończy się to ogromnym jazgotem.

Obnażanie archaizmów



Dostało mu się i tak. Nie wykorzystał okazji, by "siedzieć cicho" i przyjął publicznie komunię od Jana Pawła II. Jakby tego było mało, ogłosił żałobę i kazał opuścić flagi w pałacu prezydenckim, kiedy papież umarł. Protesty były podobne do tych, gdy kilkanaście tysięcy zwolenników laickiego państwa zjechało do bretońskiego miasteczka, by wymusić na merze miasta usunięcie pomnika Ojca Świętego. Papież miał z Republiką na pieńku, oj miał. Gdy w 1997 roku, na Europejskich Spotkaniach Młodych w Paryżu przyciągnął ponad milion młodych Francuzów, wyobrażenie całkowitego wyrugowania religijności z życia publicznego legło w gruzach. Lewicowe media krzyczały, że papież jest nieproszonym gościem. Czyżby dlatego, że obnażył coś, co było sztucznie kreowane i chyliło się ku upadkowi? To był początek końca agresywnego laicyzmu we Francji. Obecnie jego symbolem może mer Paryża - zadeklarowany homoseksualista, który zgodził się na nazwanie placu w okolicach katedry Notre Damme imieniem papieża.

Teraz Chirac odchodzi i paradoksalnie nadchodzi Sarkozy - Chirac w wersji "hard", któremu nie straszne takie obostrzenia. On nimi gra. Wie, że są jak stare narzędzia. Zardzewiałe i do wymiany. W swojej książce "Religia, Republika, nadzieja" napisał słynne już słowa: "Republika nie rozumie pojęcia dobra i zła. Broni jedynie reguł, prawa, ale nie jest w stanie powiązać ich z porządkiem moralnym". Brzmiało jak oskarżenie, wzbudziło kontrowersję. Obrońcy systemu laickiego od razu podchwycili – ich zdaniem – karygodną wpadkę kandydata na prezydenta Francji, jaką była taka wypowiedź. Ku ich zdziwieniu te słowa jednak idealnie wpasowały się w przemyślenia Francuzów, którzy zastanawiają się dziś nad swoją tożsamością.

Hipiska kontra Sarkozy



Paulina Plizga - Wiadomosci24.pl / Fot. PaulinaCo na to Paulina Plizga, nasza redakcyjna korespondentka z Francji?: - Jedno jest pewne. Sarkozy jest czarną owcą tych wyborów. Obecnie może nawet bardziej niż Le Pen. Obietnice przedwyborcze poszczególnych kandydatów streszczają się w ostatnim tygodniu do “jeśli Sarkozy wygra - będzie źle, koniecznie więc trzeba głosować “anty-Sarkozy”... Dla mnie to przesada, ale miało to miejsce już przy poprzednich wyborach i chodziło o to, by masowo skontrować kandydaturę Le Pena, który przeszedł w pierwszej turze wyborów. Obecnie odnoszę wrażenie, że stosuje się tę metodę przeciwko Sarkozy’emu. Trochę szkoda, że wszyscy po drodze zapominają o reszcie programu, jaki prezentowali. Ale Sarkozy, to chyba jedyny kandydat, który mówi wprost co jest grane. No może jeszcze kandydatka Partii Walki Robotniczej Arlette Laguiller, której jestem prawdziwą zwolenniczką. Chociaż mało prawdopodobne, aby osiągnęła ona więcej niż 5 procent głosów...

Jarosław Gowin, poseł Platformy Obywatelskiej i redaktor naczelny "Znaku" już jakiś czas temu trafnie ocenił stan rzeczy mówiąc: - Europa a zwłaszcza Francja przypomina podstarzałą hipiskę, która próbuje przekonać swych młodych kuzynów do wartości dawno przebrzmiałych.

Zdezorientowana Francja



Elity związane z Wielkim wschodem Francji publicznie żądają potwierdzenia ze strony kandydatów deklaracji, że będą stali na straży wyraźnego rozdziału wszelkich religii od państwa. Odzew niezbyt wyraźny...
Zachowanie takie wydaje się jednak bardzo racjonalne nie tylko z powyżej wspomnianych przykładów jak i z tego, że Francja to obecnie kilka milionów muzułmanów i kilkaset tysięcy Żydów. W obliczu - wbrew pozorom - umacniającego się ziarnko po ziarnku chrześcijaństwa, powrót do buńczucznych zapowiedzi wyrugowania nawet najdrobniejszych odniesień do religii z jakiejkolwiek debaty publicznej to absolutnie zły kierunek. W końcu mówi się o laicyzmie jako o czymś archaicznym i wartym "zutylizowania".

Co sądzi o tym Paulina?

- Problemem Francji jest wieloletni laksyzm w stosunku do niekontrolowanej emigracji wieloetnicznej, jaka pociągnęła za sobą kryzys świadomości narodowej. Francuzi byli tak “zrelaksowani”, że obudzili się z ręką w nocniku. Teraz, gdy trzeba naprawić niektóre błędy, podnoszą się protesty “świętych krów”, organizacji humanitarnych. A radykalne zmiany są konieczne (i jedyny - moim zdaniem - który może je przeprowadzić to właśnie Sarkozy), bo Francja grzęźnie w bagienku i zamiast być krajem braterstwa, wolności i równości staje się krajem nietolerancji, frustracji i zdezorientowania... Francuzów.

Kryzys laicyzmu, który obecnie ma miejsce, wynika stąd, że drugie pokolenie północno-afrykańskich robotników - emigrantów, zamiast identyfikować się z walorami republikańskimi (są przecież pełnoprawnymi obywatelami Francji) zwraca się gwałtownie w stronę religii. W formie czasem ekstremalnej. Francuzi “z dziada pradziada” coraz częściej zwracają uwagę na narastające problemy jakie z tego wynikają. W rzeczywistości jest to układ scalony, gdyż populacja emigracyjna nigdy nie była dopuszczana do “mieszania się” z autochtonami. “Miłość”, jaka z tego wyalienowania wypływa jest raczej wybuchowa i ekstremalna.

Teatr jednego aktora i wygodny scenariusz?



Jean Marie Le Pen od lat surfuje na fali niezadowolenia wynikającego z tej sytuacji, wykorzystując przy okazji symbole chrześcijańskiej Francji (Joanna D’Arc) do swej propagandy, szerzącej tylko i wyłącznie chaos i niezrozumienie. Sama religijność i radykalność (a nawet rasizm) nie wystarczy jednak by uzdrowić Francję. - Pisze Paulina

No właśnie. A co jeśli to coś więcej? Być może jednak jest w tym trochę gry aktorskiej, wyrachowania. Nie wykluczam, że sprawa jest szersza. Z zastanowieniem przeczytałem wypowiedź Tomka Sawczuka:

Tomasz Sawczuk - wiadomości24.pl / Fot. Tomek"Moim zdaniem, to nie ma żadnego znaczenia - katolicyzm Sarkozyego czy Berlusconiego, to coś zupełnie innego niż jego polska wersja - a zatem fakt, że katolicy są we Francji kandydatami w wyborach nie świadczy o niczym, bo w innym wypadku w całej Europie rządziłaby lewica, a tak nie jest. Sarkozy podkreślając swój konserwatyzm ustawia się raczej na pozycji antylewicowej, walczącego z imigracją, głoszącego hasła wolności gospodarczej, niż na pozycji krzewiciela chrześcijaństwa. Jeśli walczy z imigrantami, to nie z obawy o kondycję własną, a raczej ze strachu przed konsekwencjami napływu imigrantów, czyli m. in. z wygody - twierdzi Tomek.

A reszta Europy? Podobnie choć na inne nuty. We Włoszech mimo tego, iż do władzy doszła koalicja lewicowa (nomen omen znienawidzona już po kilku miesiącach rządów), debata na temat rozdziału kościoła od państwa to drugie albo trzecie tło.

Sprawa trzecioligowa?



Zaczęło się od próby sił ze strony kilkudziesięciu socjalistycznych radnych Rzymu. Słynna sprawa zmiany nazwy dworca i usunięcia z niej imienia Jana Pawła II. Rewolucjoniści doznali klęski a przy okazji barometr społeczny ukazał, że słowo laicyzacja nie jest modne w Italii i z pewnością nie trafi na podatny grunt. Choć tutaj widać wciąż poważne reperkusje pomiędzy północą a południem. Ale to niewątpliwie sprawa na oddzielny, obszerny artykuł.

O wiele skuteczniej próbuje lansować opisywane sprawy rząd Hiszpanii i o ile na początku miał na to społeczne przyzwolenie o tyle obecnie panuje opinia, że nie była to sprawa priorytetowa a tego typu zacietrzewienie ideologiczne niczemu nie służy. Z pewnością nie gospodarce Hiszpanii, której analitycy grożą końcem hossy za kilka lat.

Wrze również w Turcji. Kilka tygodni temu przed Mauzoleum Ataturka w Ankarze protestowały dziesiątki tysięcy przeciwników dojścia do władzy premiera Edogana. Ludzie twierdzą, że najpopularniejszy polityk, pochodzący z partii o korzeniach islamskich, zburzy dotychczasowy, świecki charakter państwa Tureckiego. Od czasów rewolucji w 1923 r. i słynnego Ataturka uznaje się bowiem ten kraj za republikę świecką a na straży laickości stoi... armia. Cóż z tego, skoro naród, przygniatającą większością, chce Edogana na przywódcę. Ten polityk to człowiek głębokiej wiary, demonstruje swoje poglądy, jest kwintesencją mariażu europejskich aspiracji Turcji ze świadomością islamskiej tożsamości kraju. To się podoba. I czy to nie paradoks? W razie pogwałcenia zasad laickości do akcji może wkroczyć armia.

Nieznośna moda na blaknięcie



Filip Trojan, mój czeski znajomy z Ostravy napisał w liście: - Marcinie, wiem co czujecie. Wiem, że krzyż u was w Sejmie wisi prawie od początku. Kiedyś się z tego śmiałem, potem jakby mnie to nie obchodziło, myślałem inny kraj inne punkty widzenia, dziś zaczynam rozumieć. Jak patrzymy na Francuzów pozostaje tylko politowanie: - Co wyście ze sobą zrobili durnie? Jak można być tak wyblakłym... Chyba tylko wtedy gdy traktuje się kraj wybielaczem takim jak totalna laicyzacja. W Czechach jest - niestety - trochę podobnie. Krzyża pewnie nigdy nie będzie, ale nie o to chodzi. Boję się o nas, że na własne życzenie będziemy tak blednąć, wykreślając wszystko co nie związane ze świeckim charakterem państwa. To bez sensu. Przecież to oszukiwanie historii. I mówię to jako ateista. Ale za najmądrzejszego Czecha uważam np. kardynała Vlka (Wilka, metropolity Pragi). Ale szczerze mówiąc nie zmienia to mojego przekonania, że wam przydałaby się trochę inna prawica niż Kaczyńscy. Taka bardziej... chadecka - twierdzi Filip.

Największym jednak paradoksem jest chyba rzeczywiście Polska. Fakt, że sprawa jest świeża akurat teraz można tłumaczyć na dwa sposoby. Albo narastającą wyrazistością ideologiczną rządów obecnych, co budzi oczywisty sprzeciw środowisk opozycyjnych (choć senator Gowin prezentuje tutaj grupę chadeckich intelektualistów, którzy mają również istotny głos w linii światopoglądowej Platformy) albo typową dla Polski chęć wprowadzenia czegoś na siłę wtedy, kiedy na zachodzie uznawane jest to za przeżytek. (Trudno mi uniknąć tutaj analogii z wielkim boomem na kasety VHS w latach 90.).

Ciemnota nie jest przyczyną...



W Polsce o tyle jest inaczej, że to kraj specyficzny. Wpływu kościoła i religii na kształtowanie narodu i historię mało kto kwestionuje. Próby umniejszania roli religii w historii Polski zazwyczaj kończą się podawaniem setek przykładów z historii nowożytnej. Jednocześnie równość wszystkich religii zagwarantowana w obecnej konstytucji cudownie się w to wpisuje, skoro Rzeczpospolita uznawana była w historii za jeden z najbardziej tolerancyjnych narodów Europy, a jednocześnie nie przeszkadzało się szlachcie i nie tylko szlachcie obnosić chrześcijańskimi symbolami. Dziś, gdy niektóre środowiska próbują optować za usunięciem krzyża z Sejmu wydaje się, że nadszedł właśnie ich czas. Albo uskutecznią swoje rewolucyjne zamiary albo nic z tego nie wyjdzie z braku społecznego mandatu.

I znów Tomek Sawczuk: - Mam wrażenie, że w bliższej przyszłości próby konsekwentnego laicyzowania naszego społeczeństwa nie mają szansy na sukces z przyczyny, która trawi całą lewicę światową - środowiska, które to lansują nie mają wiele do zaoferowania i odpowiadają na postulaty prawicy - nie mają własnej, całościowej oferty i ograniczają się do kilku haseł, w Polsce w dodatku niepopularnych - i mogą sobie wytykać społeczeństwu czy prawicy ciemnotę, ale to nie jest przyczyna...

Uniknąć utopii



Moim zdaniem nie jesteśmy podatnym gruntem na tego typu działania, niemniej nie można tego wykluczyć. Różne przeciwności pojawiały się ostatnimi czasy w życiu publicznym, również i na tym polu.
Najświeższa sprawa sprzed kilku lat to ta, gdy wybuchła wojna o odniesienie do Boga w Konstytucji Europejskiej Unii Europejskiej, która w zamyśle Ojców Założycieli powstała na "chrześcijańskiej wspólnocie ducha". Tymczasem Robert Schuman czeka na beatyfikacje a jednocześnie w grobie się zapewne przewraca, widząc jak łatwo został przez współczesne elity europejskie zrobiony - mówiąc kolokwialnie - "w konia".

To pokazało jaką siłę oddziaływania mają środowiska ofensywnej laickości. Jednak najbliższe wybory we Francji mogą być ogromnym przełomem i udokumentować coś, co zmienia się na naszych oczach. Że Europa przewartościowuje wartości...

Martin Abram - Quo Vadis 3000 / Fot. OkładkaGdyby nie to pewnego rodzaju otrzeźwienie wielu środowisk być może sytuacja zaczynałaby się sprowadzać do tej którą przedstawił Martin Abram w książce "Quo Vadis 3000" odwołującej się treścią w dużej mierze do dzieła Sienkiewicza, będąca wersją science fiction książki naszego noblisty. Akcja powieści toczy się na początku XXII wieku w Nowym Jorku. Na świecie istnieje tylko jedno państwo - Stany Zjednoczone Świata. W jego konstytucji słowo „obywatel" zastąpiono słowem „konsument". Władze sprawuje wybierany raz na 10 lat prezydent. Jedyną siła sprzeciwiającą się obowiązującej w państwie filozofii konsumpcjonizmu tępiącego odwoływanie się do wszelkich wartości duchowych pozostał Kościół Chrześcijański. Ma on ponad 100 milionów wyznawców i działającego w konspiracji Papieża. Aby pobudzić ludzkość do jeszcze szybszego rozwoju, prezydent postanawia wywołać chwilowy kryzys gospodarczy. Odpowiedzialnością za kryzys zamierza obarczyć chrześcijan. W ten sposób chce ostatecznie pozbyć się ostatniej grupy społecznej, kontestującej poczynania tego państwa bez tożsamości. Koszmar prawda?

***

Wybory prezydenckie we Francji w niedzielę 22 kwietnia. W przedwyborczych sondażach prowadzi zdecydowanie kandydat prawicy Nicolas Sarkozy, jednak sporo zwolenników ma zarówno socjalistka Ségolène Royal, jak i kandydat liberałów François Bayrou, również otwarcie przyznający się do swojego głębokiego katolicyzmu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (31):

Sortuj komentarze:

No cóż kampania wyborcza we Francji trwa..

zachęcam do śledzenia bloga:

http://francjawybiera2007.blox.pl/html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato, skąd określenie "sekta"?! O ile mi wiadomo, chodzi o praktykujących swoją religię Indian. Od wieków wspomagali swoje religijne doznania przez działanie środków halucynogennych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"To nie żadne uprzywilejowanie, tylko wolność wyznania. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że możliwość uczęszczania na mszę świętą jest przywilejem, a zatem spokojnie można go zakazać.
(...)
Równość wobec prawa, tak jak ja ją pojmuję, połączona z wolnością wyznania oznacza, że chrześcijanin może nosić krzyżyk, muzułmanka może nosić chutę, a żyd może siedzieć na lekcji w jarmułce. Zakazanie im tego to zamach na ich wolność."

Nie mógłbym tak powiedzieć, bo na mszę ma prawo przyjść każdy. Ja mówię o sytuacji, gdy coś zostało zakazane z powodów niezwiązanych z religią. Np. siedzenie na lekcji w nakryciu głowy. Czy osoby religijne powinny być z tego zwolnione? Albo legalność narkotyków. Ostatnio w USA jedna grupa religijna wywalczyła sobie prawo przyjmowania halucynogennej hostii. To jest właśnie nierówność wobec prawa. Czy za tym optujesz?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętajcie, że istnieje ogromna frakcja wyznawczyń Islamu, które nie chcą nosić chusty - a są do tego zmuszane. Raz jeszcze apeluję o niewysuwanie pochopnych sądów na temat chust. Przypominam o przybijaniu ich do głów muzułmanek, które nie chciały ich nosić. To nie jest tylko sprawa symbolu religijnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wykręcasz kota ogonem. Są pewne zachowania, które są zabronione. Czy pewna grupa osób powinna być z zakazu zwolniona tylko dlatego, że wiąże te zachowania z wierzeniami? Przecież to zwyczajne uprzywilejowanie (i to na bardzo dziwnej podstawie) i nierówność wobec prawa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To zupełnie zmienia postać rzeczy. Ale tutaj można wysnuć analogię do siedzenia na lekcji w czapce, co jest w polskich szkołach zakazane.
Ja uważam, że o tym, co wolno, a co nie, powinniśmy dyskutować w oderwaniu od tego, czy jest to kwestia religii. Czy uważasz, że jeżeli coś jest zakazane (siedzenie w czapce na lekcji czy zażywanie narkotyków, które w USA są legalne dla pewnej sekty), a jest w jakiś sposób związane z religią, to jest to ograniczanie wolności religijnej?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Grześku, wybacz, ale znów nie trafiłeś z porównaniem. Dla kobiet muzułmańskich chusta jest znakiem ich wyznania. Dla Ciebie kominiarka mogłaby być co najwyżej demonstracją czegoś tam, ale z pewnością nie religii."

Czy według ciebie uczeń powinien mieć prawo do zasłaniania twarzy przed nauczycielem?
Ja myślę, że powód tego nie jest istotny. Ważny jest skutek, czyli cała klasa dziewczyn, którym widać tylko oczy. Jak się chce żyć w cywilizowanym kraju, to pewne reguły trzeba akceptować i nie ma to żadnego związku ze zwalczaniem religii.

W drugiej sprawie się nie wypowiadam, bo realiów francuskich dobrze nie znam. Ale jeżeli państwo wnika w sferę religii, czy to pozytywnie czy negatywnie, to jest to złamanie zasad laickości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trochę mnie tu nie było, nadrabiam więc zaległości ;)

@Asen, Beata_B:

Zakaz noszenia chust jest czymś zupełnie innym niż zakaz noszenia krzyżyków. Komuniści zakazywali noszenia tych drugich w imię walki z religią. Chust nie można nosić z tego samego powodu, dla którego w polskiej szkole nie mogę siedzieć na lekcji w kominiarce.

"znam przykład nauczycielki, której dyrektor zagroził zwolnieniem z pracy, jeśli nie ukryje (a najlepiej zdejmie) noszonego na szyi krzyżyka"

Serio zrównujesz cały aparat państwowy z jednym urzędasem? Bądźmy poważni...

"To co zrobić Robercie?"

Wiem, że nie jest Robertem, ale odpowiem. Podwójnie niegrzecznie, bo pytaniem ;) Może po prostu nie zadawać dzieciom zadań w rodzaju "jak w moim domu spędza się święta wielkanocne?".

Komentarz został ukrytyrozwiń

To co zrobić Robercie? Boże Narodzenie zastąpić "Gwiazdką"? A Wielkanoc "Króliczkiem"? I zakazać w Boże Ciało procesji?

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to wykreśl Austrię i całe południowe Niemcy.
Nie rozumiem co miałaś na myśli mówiąc ze ustawodawca powołuje sie na Biblię w Polsce. A co powiesz o USA i Wielką Brytanię? Tam poszli o kilka kroków dalej.
Acha, i co sądzisz o wyrażeniu "tak mi dopomóż Bóg"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.