Facebook Google+ Twitter

Wychowanie fizyczne - lekcje niepełnosprawności

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-09-22 11:50

Wychowanie fizyczne w szkole zaczyna być fikcją. Dyrektorzy gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych w województwie łódzkim zasypywani są semestralnymi i całorocznymi zwolnieniami z wuefu.

Nawet jeśli mają wątpliwości co do zasadności ich wystawienia, muszą je uwzględniać. W większości szkół w naszym regionie nie ćwiczy ok. 10 proc. uczniów i ten odsetek stale rośnie. Na szczęście są nauczyciele, którzy potrafią zainteresować uczniów wuefem Fot. Dziennik Łódzki

Rośnie nam też niepełnosprawne ruchowo, otyłe pokolenie (według badań co dziesiąty uczeń ma nadwagę), które nie potrafi zrobić prawidłowo przysiadu, pompki czy przebiec kilkuset metrów. Pokolenie, które coraz trudniej oderwać od komputerów...

Nauczyciele rozkładają ręce. - Nie mogę zlekceważyć zwolnienia wystawionego przez lekarza - mówi Helena Rajewska, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Sieradzu.

Dlaczego młodzież nie chce ćwiczyć? - Bo lekcje wuefu są nudne - stwierdziła gimnazjalistka z Rawy. - I wszystkie podobne do siebie.

Licealistka ze Skierniewic dodaje: - Zazwyczaj w ramach rozgrzewki biegamy, a potem dostajemy piłkę do pogrania. Żadnej inwencji nauczyciela.

Tylko stoi i patrzy

Co w tym czasie robi nauczyciel? Ocena w oczach uczniów jest druzgocąca: - Stoi i rozmawia z tymi, którzy nie ćwiczą.

Podpytywani przez nas nauczyciele nie kryli oburzenia. - Nie można uogólniać - mówi Bożena Hubert, wuefistka i doradca metodyczny od wychowania fizycznego w Wojewódzkim Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Piotrkowie. - Znam wielu nauczycieli, którzy bardzo angażują się w pracę. Ta ocena byłaby dla nich krzywdząca.

Teresa Libiszewska-Gozdan, nauczycielka z Łodzi, dodaje: - Są pedagodzy, którzy nie powinni pracować z uczniami. Spotykam się z nimi na konferencjach i kursach. Rozmawiamy o tym, jak urozmaicić zajęcia, ale to czy coś zmienią w swoim podejściu do pracy, zależy tylko od nich.

O wizerunku nauczyciela wuefu, któremu nie zależy na ciekawym prowadzeniu zajęć, słyszą już studenci AWF. - Niemal każdy wykładowca nam o tym mówi - przyznaje Bartosz Olejarczyk, student piątego roku kierunku pedagogicznego o specjalności wychowanie fizyczne i zdrowotne na Uniwersytecie Łódzkim. - Podkreślają, że trzeba to zmienić.

Zajęcia na "macie"


- To jest problem, który powtarza się od lat - twierdzi Arkadiusz Kaźmierczak, kierownik katedry wychowania fizycznego i zdrowotnego Uniwersytetu Łódzkiego. - Zajęcia typu "róbcie co chcecie" (przez uczniów nazywane zajęciami na "macie", czyli "macie i grajcie" - przyp,. red.) znam z własnego doświadczenia. Pamiętam, że jeszcze jako nauczyciel w szkole średniej przejmowałem klasy, w których uczniowie nie byli nauczeni ćwiczyć. Kiedy chciałem sumiennie realizować program, kończyło się urazami i kontuzjami. Potem zaczynały się zwolnienia...

Uczniowie przynoszą też zwolnienia na zapowiedziane przez wuefistów sprawdziany. Bieg na dłuższym dystansie, dwutakt z piłką do koszykówki czy wymyk i odmyk lub ćwiczenia z gibkości, to dla wielu młodych ludzi zadania nie do wykonania.

- Po jednej lekcji rozciągania się nauczycielka zapowiedziała, że na następnej godzinie zrobi sprawdzian - wspomina Martyna z Rawy. - To nie było trudne ćwiczenie. Wystarczyło głową dotknąć kolan przy wyprostowanych nogach. Nie potrafiłam tego zrobić na piątkę. Na czwórce czy trójce z wf. mi nie zależało. Przestałam ćwiczyć, moje koleżanki też.

Ćwiczenie nie w modzie

Nauczyciele przyznają, że nie mogą sobie poradzić z plagą zwolnień i biernością uczniów.

- Do gimnazjów przychodzi młodzież z nastawieniem, że nie będzie ćwiczyła - mówi skierniewicki wuefista. - Gdy widzę, że połowa grupy nie ćwiczy, to i mnie się odechciewa. Starałem się wymyślać ciekawe zajęcia, ale kiedy nie miałem z kim ich przeprowadzić, to następnym razem już się wysilałem.

- Powinniśmy zrobić wszystko, aby uczniowie mieli do nas zaufanie. Wtedy będą aktywnie uczestniczyć w zajęciach - uważa Teresa Libiszewska-Gozdan.

Co z tym fantem zrobić?

Z tym wiąże się również indywidualne podejście i motywowanie ucznia. - Nauczyciele powinni dostosować ćwiczenia do możliwości uczniów - mówi prof. Jerzy Stańczyk, wojewódzki konsultant ds. pediatrii w Łodzi. - Przebiegnięcie 1.500 metrów w 3-4 minuty niejednego zniechęca. Ale jeśli uczeń zauważy, że potrafi się zmierzyć z ćwiczeniem, nie będzie siedział na ławce.

Potwierdzają to nauczyciele, którzy odnieśli swoje małe sukcesy zawodowe. - Licealistki, zgodnie z programem nauczania, powinny umieć prawidłowo wykonać skok przez skrzynię - opowiada Teresa Libiszewska-Gozdan. - Grupa moich uczennic, które przyszły z gimnazjum, nie umiały tego. Zapowiedziały, że nie będą ćwiczyć. Zaczęłam naukę od początku. Teraz wszystkie chcą skakać.

Podobnie jest z ocenami. Teresa Libiszewska-Gozdan przekonuje, że stara się nie stawiać czwórek ani trójek. Woli piątki. - Wiem, że nie wszyscy uczniowie są jednakowo sprawni, ale ja punktuję ich chęci - wyjaśnia.

- Jeśli ktoś się stara, dostanie piątkę. Nawet jeśli przybiegnie ostatni.

Może dlatego jedna z uczennic łódzkiej wuefistki po roku niećwiczenia zdecydowała się wejść do sali gimnastycznej w stroju sportowym. Wcześniej się wstydziła.

Maluchy chcą ćwiczyć

Problem z niećwiczącymi uczniami zaczyna się w gimnazjum i narasta w szkołach ponadgimnazjalnych. Prawie nie dotyczy podstawówek.

- Nasi uczniowie ćwiczą wręcz entuzjastycznie - zapewnia Bogumiła Dan-Woroniecka, dyrektor Szkoły Podstawowej w Białej Rawskiej.

- Zwolnienia są sporadyczne.

Potwierdzają to dyrektorzy piotrkowskich szkół. - Byliśmy kiedyś szkołą sportową, a teraz odnosimy sukcesy niemal we wszystkich konkursach - cieszy się Iwona Trzepadłek, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 16 w Piotrkowie. - Uczniowie chcą ćwiczyć, a nauczyciele starają się, aby jak najbardziej urozmaicić zajęcia. Trenujemy niemal wszystkie dyscypliny. Ci, którzy mimo wszystko nie garną się do ćwiczeń, odnoszą sukcesy w turniejach wiedzy o sporcie.

Dlaczego w gimnazjach spada chęć do wuefu? Nauczyciele przyznają, że wiele zależy od nauczyciela. W podstawówkach, gdzie pedagodzy cieszą się dużym autorytetem wśród uczniów, wszystko jest w porządku. Starsi uczniowie są bardziej krytyczni. Jeśli dostrzegą, że nauczyciel traktuje swój przedmiot drugorzędnie, zrobią to samo.

- Sami jesteśmy sobie winni - uważa Zbigniew Ciesielski, emerytowany wuefista ze Skierniewic. - Jeśli w szkole była akademia, odbywała się w sali gimnastycznej, a wuefu nie było. Kiedy uczniowie musieli przygotować jakiś program, robili to właśnie na wuefie. Jeśli do tego dojdzie wypalenie zawodowe wuefisty, skutki można łatwo przewidzieć.

Żeby się chciało chcieć

Zbigniew Ciesielski dzieli nauczycieli na trzy grupy. Do jednej należą pedagodzy, którym jest wszystko jedno, do drugiej tacy, którzy coś by zrobili, ale z różnych powodów nie robią (kiepska baza lokalowa, mało sprzętu, niskie płace, itd.), a do trzeciej tacy, którzy swoim przedmiotem żyją. Tym ostatnim też nie jest łatwo, bo nadmierne zaangażowanie nie zawsze jest dobrze odbierane przez kolegów po fachu. Poza tym w polskim systemie oświaty motywowanie dobrych nauczycieli praktycznie nie istnieje.

- Przed czterema laty byłem w Austrii na międzynarodowym szkoleniu - dodaje. - Tam docenia się nauczycieli kreatywnych i szukających nowych rozwiązań.

Tymczasem reforma oświaty w Polsce, wprowadzona w 1999 r., dała nauczycielom swobodę w realizowaniu programu nauczania. Nauczyciel, bazując na tzw. podstawie programowej, układa program. Powinien go dostosować do warunków lokalowych, wyposażenia i zainteresowań uczniów. W praktyce jest inaczej.

- Nauczyciel cały czas uczy nas gry w koszykówkę, a nie umiemy odbijać piłki do siatkówki - żali się nastolatka ze Skierniewic. - Na podwórku przed blokiem kosza nie ma. W siatkówkę, po przeciągnięciu sznurka między drzewami, można grać. Nie gramy, bo nie umiemy.

- Siatkówka to trudna gra - przyznaje Maciej Matczak, wuefista i doradca metodyczny z Łodzi. - Uważam jednak, że nauczyciel powinien brać pod uwagę zainteresowania uczniów.

Niewielu to robi. Z podpytywanych przez nas wuefistów, tylko jeden wspomniał o ankiecie przeprowadzonej wśród 800 uczniów. Nastolatki mówiły, że chcą tańczyć, ćwiczyć samoobronę lub grać w badmintona.

Od awansu do awansu?

Doradcy metodyczni oceniają, że polscy nauczyciele pracują skokowo: od awansu do awansu. Pomiędzy jednym egzaminem a drugim jest długi zastój. Marazm w pracy najbardziej widać u nauczycieli mianowanych (jest ich najwięcej). Nieoficjalnie potwierdzają to naczelnicy wydziałów oświaty urzędów miast.

- Dyplomowani szukają ciekawych rozwiązań, bo w grę wchodzi ambicja - wyjaśnia Maciej Matczak z Łodzi. - Są najwyżej w zawodowej hierarchii i chcą być najlepsi. Bardzo starają się też ci, którzy dopiero startują.

Dyrektorzy szkół przekonują, że lekcje wuefu są wizytowane. Uwag po hospitacjach, czyli szkolnych wizytacjach, przeważnie nie ma - hospitacje są z góry zaplanowane i wiedzą o nich zarówno nauczyciele, jak i uczniowie; lekcje są wówczas wręcz pokazowe.

- Niektórzy dyrektorzy przyznają, że boją się wejść do sali gimnastycznej i sprawdzić lekcję, bo się na tym nie znają - mówi Kamila Kamejsza, dyrektor wydziału wspierania rozwoju i kształcenia specjalnego w Kuratorium Oświaty w Łodzi. - Ale nie muszą się znać. Wystarczy, że sprawdzą, czy uczniowie ćwiczą i czy ćwiczą bezpiecznie oraz czy nauczyciel stara się ciekawie prowadzić lekcję.

Edyta Cieślak

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja jestem uczniem liceum - na 20 dziewczyn zazwyczaj ćwiczy 5-6. Czyja to wina?
Ciężko określić. Ja jestem z tych "z nadwagą" a w ciągu roku nie ćwiczę na 3-4 lekcjach. Czy nauczyciela? Też nie ponieważ na każdą lekcję albo to my wybieramy w co chcemy grać, albo nauczyciel przychodzi do nas z propozycją. Zawsze stara się też dopasować, tak by każdemu zajęcia odpowiadały - nie lubisz grać w siatkówkę? Okay, to może ping-pong lub gimnastyka?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z tym artykułem całkowicie!
Uczę wychowania fizycznego 7 rok w szkole podstawowej i nie mam żadnych problemów z frekwencją na zajęciach- wręcz przeciwnie. Jeśli ktoś nie ćwiczy bo ma "coś" połamane czy zwichnięte, to nie potrafi wysiedzieć na ławce - tak go energia rozpiera- wtedy pomaga mi przygotowywać sprzęt.
Zdażyło mi się kiedyś , że uczeń się rozpłakał że nie może ćwiczyć- złamał rękę na ślizgawce pod blokiem...a klasa wtedy miała zajęcia na rolkach.
Bardzo chce mi się wymyślać dzieciom różne ciekawe lekcje więc słucham co do mnie mówią- właściwie sami proponują co chcą robić , ja tylko to ubieram w "lekcję". Oczywiście realizuję swój program bo przecież jest mi wszystko jedno czy mięśnie nóg pracują w czasie ćwiczeń na sali czy na dworze (na rowerze albo hulajnodze).Uczniom wszystko jedno nie jest !
Pamiętam to doskonale z własnej podstawówki...a nie wszystkie wspomnienia są fajne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.