Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

40080 miejsce

Wychowanie piłkarskie i Komitet Oszalałych Rodziców

Przychodząc na trening juniorskiej drużyny piłkarskiej w polskim mieście mamy wrażenie, że młodzi futboliści uprawiają tam nieco bardziej urozmaiconą formę zabawy „piłka parzy”. W Niemczech 9-latek gra już w klubie z najwyższej ligi.

Trening od najmłodszych lat czy spontaniczna zabawa? / Fot. Gazeta Krakowska Jacek KoziołWieczór. Na nowym boisku ze sztuczną nawierzchnią grupa kilkunastu chłopaków z podstawówki zaczyna piłkarski trening. Niska temperatura i zmrok wcale im nie przeszkadzają, a dzięki oświetleniu mogą poczuć się jak piłkarze elitarnej Ligi Mistrzów. Warunki nie odstraszają także rodziców młodych futbolistów. Chłopcy chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Magia futbolu już działa.

Po jednej z akcji wszyscy obecni na boisku usłyszeli głośny ryk. "Coś ty zrobił?! Wybij tę piłkę! Po co się kiwałeś?! A spróbuj tylko jeszcze raz!" – ta subtelna uwaga nie padła bynajmniej z ust trenera. To słowa rodzica, któremu nie spodobało się zachowanie syna.
– Nazywamy ich KOR - Komitet Oszalałych Rodziców. Często jestem świadkiem, jak na meczach trampkarzy rodzice stoją niemal na boisku, trenera w ogóle nie widać w tym tłumie. Wrzeszczą: Wywal! Nie kiwaj! – mówi trener piłkarskiej reprezentacji Polski do lat 19 i ekspert w dziedzinie szkolenia młodzieży – Michał Globisz.

„Czego Jaś się nie nauczy…”

Można by rzec: „Ale to tylko dzieciaki! Starsi juniorzy na pewno mogą próbować technicznej, radosnej gry”. Próbować mogą, oczywiście. I tylko próbować. – Podejmowanie ryzyka na treningach, nie mówiąc już o meczach, jest ryzykowne. Trenując, czy nawet grając mecze w Polsce, praktycznie cały czas słyszało się z ławki „porady” typu: Wybij piłkę! Nie kiwaj! Grając we Włoszech nie spotkałem się nigdy z tego typu praktyką. Chyba tu leży problem ze szkoleniem młodzieży w Polsce: podejmowanie ryzyka i prowadzenie otwartej gry jest najprostszą drogą do nagany – opowiada Robert Trznadel, piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji Polski do lat 16.

Kompletnie inne wspomnienia z juniorskich treningów ma futbolista niemieckiej Borussi Dortmund i przyjaciel Roberta Trznadla z reprezentacji - David Blacha.
– Nigdy nie spotkałem się z sytuacją kiedy zabraniano nam się kiwać. To byłoby prawdziwe kuriozum. Przecież na finezji polega piłka nożna! Jeżeli już na etapie juniorskim zakazujemy otwartej gry, to jak będą ci „piłkarze” grać w przyszłości? Gdybym przed każdym zagraniem na boisku rozmyślał czy aby nie dostanę „bury” od trenera mecz stałby się partią szachową – mówi David.

Dlaczego w Niemczech czy we Włoszech podejmowanie ryzyka jest w cenie, a w Polsce prowadzi do nagany?
– Przecież szkolenie w naszych klubach leży. Wszystko zaczyna się od sześciolatków. Złe trenowanie Jasia powoduje, że Jan ma wiele złych nawyków. Nie potrafi ograć przeciwnika jeden na jeden, a to przecież podstawa futbolu. Nie potrafi, bo sześcioletnim dzieciom zabrania się podejmować ryzyka, nie mówiąc już o dryblingu. Trenerzy wymagają od nich natychmiastowego wyniku, a drybling może się skończyć stratą piłki. Nie mówię o odosobnionych przypadkach, ale praktyce w 90 procentach polskich klubów – mówi Michał Globisz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kuba uśmiałem się trochę :) Powiem tak, że masz dużo racji :) Też kupę czasu trenowałem piłkę i takie sytuacje to normalka była.

Trener nam jednak opowiadał (nie wiem czy to o sobie, czy o jakimś swoim znajomym), że wziął kiedyś wszystkich rodziców zebrał i kazał im wybrać skład... każdy pisał na kartce, następnie wrzucili to do jakiegoś wora, a coach spojrzał na nich i powiedział, to trenujcie sobie ich sami :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.