Facebook Google+ Twitter

Wycieczka do hipermarketu to swoisty survival

Od dłuższego czasu skazany jestem na duże, cotygodniowe (lub co dwa tygodnie) zakupy w marketach. Takie czasy - trzeba tam pojechać, kupić proszki do prania na cały miesiąc, wodę mineralną w zgrzewce, soki w kartonie. Niestety, "wycieczka" do supermarketu do przyjemnych nie należy.

Supermarket / Fot. Olgierd Górny/Dziennki ZachodniRobię to z obrzydzeniem, ale muszę - bo tanio, bo wygodnie. Unikam wszelkich promocji wykałaczek z czymś na końcu. Omijam szerokim łukiem hostessy namawiające mnie na zakup towarów w promocji. Staram się przetrwać ten swoisty survival bez większych strat na psychice. Z małym ale - i tutaj będę okrutny - wymienię sklepy z nazwy i adresu bo już mi powoli ręce opadają...

Pierwszy kontakt z marketem to wózek. Pobieramy go albo jeszcze na parkingu, albo w okolicy kasy. Jest on po części wizytówką sklepu, swoistym zaproszeniem do zakupów. Pierwszą rzeczą, która mnie irytuje są torebki, ulotki i inne paskudztwa, które każdy kolejny klient przekłada do następnego wózka - biorąc swój. Skutkiem jest całkiem zacna kupka w wózku, który pobieram. Sam oczywiście też przekładam to do następnego wózka...

Wózek oglądam zazwyczaj z bliska - w końcu będę w nim wiózł żywność, którą zakupię. A stan wózka jak zwykle jest opłakany. Korozja wręcz krzyczy - już go kończę! (Real - Marki pod Warszawą). Do tego na kółkach zazwyczaj jest pełna kolekcja powkręcanych sznurków, włosów i innego paskudztwa (wszystkie markety, bez wyjątku). Mając ten nieszczęsny wózek - wjeżdżam w regały. Ponieważ zakupy dramatycznie mnie nudzą, zaraz po minięciu alejki z tanimi DVD - opuszczam wzrok i obserwuję podłogę. Alejki zazwyczaj są czyste, maszyna przejeżdża przez nie non stop. Ale przy krawędzi regałów nie jest tak różowo - maszyna tam już nie sięga, a pracownik z mopem również nie dociera w te rejony. Podłoga się wręcz klei, widać wielotygodniowe warstwy brudu. Ten problem jest w każdym hipermarkecie - od ręki wymienić mogę Carrefour na Wileńskim, Tesco na Stalowej, Reala w Markach. Tragedia...

To nie koniec horroru - półki też nie są najczystsze. Przetarcie ich przed wyłożeniem towaru to rzadkość - jeśli już, to wyłącznie z brzegu - dalej brud aż piszczy. Każda firma tego typu ma tzw. supervisorów - nie wiem za co oni biorą pieniądze, bo na pewno nie za pilnowanie personelu. Wycieczce w regał z cukrem zazwyczaj towarzyszy miły dźwięk odrywanych od podłoża butów - to cukier je przykleja. Na stoisku rybnym bywa podobnie, z tą różnicą, iż można poćwiczyć jazdę figurową na oleju... Nie wiem też, skąd wziął się zwyczaj zastawiania alejek koszami na opakowania zbiorcze towaru. Nie zaobserwowałem tego w Czechach, Francji, Niemczech czy Słowacji. Tam klient porusza się między regałami swobodnie.

Uciekam z marketu poprzez kasę - jak każdy. Taśma w połowie przypadków nie zachęca do wyłożenia towaru na jej powierzchnię. Do tego przejścia pomiędzy kasami są tak wąskie, że wózek z trudem się mieści. Nie wiem dlaczego kasy są ustawione tak gęsto, skoro ok. 20 procent z nich i tak jest zawsze nieczynna. Szczytem atrakcji jest jednak harcerz albo inny wolontariusz zbierający "na coś". Udają, że pakują zakupy i oczekują wrzutki. Za moich czasów harcerze jak chcieli na obóz to albo płacili za to rodzice, albo zarabiali pieniądze w inny sposób, nie pakowali przymusowo towaru w markecie klientom. Wredny jestem, bo nie używam plastikowych toreb i zakupy wkładam ponownie do wózka luzem. Więc nie jestem skazany na ich "usługi" - ale głupio mi jednak, nie wrzucić im choćby złotówki.

I tak co tydzień, dwa - muszę pojechać i uzupełnić zapasy w lodówce. Robię to z banalnych powodów - bo tanio. Ale zostawiam sumarycznie niemałe pieniądze w kasie i oczekuję, że zakupy zrobię w miłych warunkach i czystości. To niestety marzenie...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Masz fajne migawki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może i problem jest, ale napisany zbyt hm.. emocjonalnie. Wiem, że to m3g, ale ton wypowiedzi mógłby być o pół tona niższy...

Jeśli chodzi o sam problem to nie znam go.. ja zazwyczaj wchodzę do sklepu na max 5,10 minut, więc tego "obrzydliwego" brudu po prostu nie widzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Nie widzę sprzeczności między obrzydzeniem a wygodą. Stare trampki mogą być niesamowicie wygodne, bo stały się już częścią ciała, ale ich stan może powodować zniesmaczenie.
Ja też chodzę do supermarketów, bo tam kupię w jednym miejscu większość potrzebnych rzeczy (oprócz warzyw - te zawsze są takie mizerne, że aż szkoda pieniędzy), ale nie koniecznie radując się z warunków tam panujących.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A gdzie kupicie raz na 2 tygodnie w jednym miejscu i za jednym (samochodowym) zamachem kilogramy cukru, płodów rolnych oraz litry oleju i mleka? Tylk ow supermarkecie. A do tego dziesiątki drobiazgów, które kupuje się idąc "ławą jak leci"...
Na kiepskie skrzyżowanie również można narzekać i poradzicie, aby chodzić innym?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niby światynie, ale tak jakby nie do końca... Fakt

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. wszystkie markety, bez wyjątku - nie wszystkie
2. nie musisz robić w nich zakupów mimo iż tanio
3. z obrzydzeniem ale wygodnie - sam sobie zaprzeczasz

Komentarz został ukrytyrozwiń

Istotnie - rzeczowo i piętnująco. Może wyciągną wnioski? Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajne i ciekawie napisane :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.