Blogerka Lena Sator na swojej stronie internetowej systematycznie zamieszczała zdjęcia z wypraw na teren zakładu NPO "Energomasz", zlokalizowanego na podmoskiewskich peryferiach. Zdjęcia wywołały ogromne zaciekawienie. Zareagował nawet Kreml, który zmuszony był interweniować wobec kompromitujących braków w systemie bezpieczeństwa obiektu o strategicznym znaczeniu.
NPO i rosyjska Federalna Agencja Kosmiczna Roskosmos nie udzieliły żadnych oficjalnych wyjaśnień. O takie wystąpił wicepremier Rosji, Dmitrij Rogozin, zapewniając, że pociągnie do odpowiedzialności winnych. Odpowiedzialni za bezpieczeństwo obiektu, na równi z szefem Roskosmosu, Władimirem Popowkinem, dowiedzieli się, że doprowadzili do "sytuacji niedopuszczalnej".
"News Daily" przytoczył słowa wicepremiera: "Musimy powziąć natychmiastowe kroki, by przywrócić porządek w tej dziedzinie". Premier zażądał od Roskosmosu przedstawienia raportu z wyjaśnieniami do końca stycznia.
Lena i jej przyjaciele "zwiedzają" tereny baz wojskowych, fabryki i obiekty przemysłowe (często są to budynki wraz przyległościami dawno opuszczone i nieczynne ale obwarowane zakazem wstępu), co jest rozrywką popularną wśród młodych Rosjan. Przy okazji wypraw dokumentuje się dane miejsca uwieczniając je i swoją obecność dzięki aparatom fotograficznym i kamerom video. Skądinąd wiadomo, że i wśród młodszych i starszych Polaków nie brakuje amatorów wrażeń podobnych do opisanych.
Dostępne dla grupy Leny okazały się być pomieszczenia badawcze i stanowiska testowe. Utrzymują przy tym, że teren jest niewłaściwie albo wcale nieoznakowany. Nie natknęli się na żadnego człowieka, a systemy bezpieczeństwa. To zaledwie ślady minionych lat w postaci kilku starych kamer. Całość sprawia wrażenie opuszczonego "muzeum" i scenerii na użytek ludzi rozmiłowanych w filmach science-fiction.
Linki do kolekcji zdjęć z tej niesamowitej przygody zamieścił
TVN 24. Można je zobaczyć na
blogu Leny Sator.
Czytaj dalej --->