Facebook Google+ Twitter

Wydarzenie Ekstremalne czyli Amanda Palmer w Krakowie

Są artyści, którzy nie pozwalają na szufladkowanie, są też tacy, którzy czasem wywołują skandale. Są tacy co lubią koncertować. Wszyscy oni wystąpili w Krakowie. Pod jednym nazwiskiem.

 / Fot. Marcin Pachla

Są artyści, którzy w żaden sposób nie pozwalają na szufladkowanie, są też artyści, którzy czasem wywołują skandale. Są też tacy, dla których każdy koncert i spotkanie się z publicznością jest najważniejszym wydarzeniem i dbają o to, aby były to chwile niezapomniane zarówno dla nich jak i dla publiczności. Są wreszcie też tacy artyści, dla których muzyka jest najważniejsza. W listopadowy wieczór w krakowskim klubie Studio wszyscy Ci wyżej wymienieni artyści spotkali się na scenie i zagrali jeden z najbardziej niesamowitych koncertów na jakich byłem. I co najważniejsze wszyscy Ci artyści wystąpili pod jednym nazwiskiem.

Amanda Palmer and the Grand Theft Orchestra, Kraków, Klub Studio, 06.11.2013r.



Do tego studenckiego klubu dotarłem dość późno i prawdę powiedziawszy z pełną premedytacją, że nie zobaczę supportującej polskiej gwiazdy tego wieczora – czyli Gaby Kulki – cóż, życie jest pełne kompromisów, zwłaszcza jeśli na koncert trzeba dojechać 300 km. Natomiast pierwsze co mnie uderzyło po wejściu, a trzeba Wam wiedzieć, że klub ten odwiedzałem wielokrotnie już, ostatnio z okazji choćby koncertu Anathemy, to bardzo mała liczba ludzi. Zwykle napakowany do granic możliwości klub tego wieczora był po prostu pusty. Przy czym pusty to oczywiście jak zwykle słowo bardzo względne – na oko szacuję liczbę osób na około 200-300 osób. I choć ta względna pustość się wybijała na pierwszy plan, za moment miałem się przekonać, że za to na koncert trafili tylko dokładnie ci co mieli trafić, żadnych przypadkowych osób, żadnych lansów, czy podchmielonych osobników nie zainteresowanych koncertem. Wierna i kochająca publiczność, śpiewająca utwory, klaszcząca, skacząca… idealna. Jest mi bardzo miło, że mogę się do takiej publiczności zaliczyć – Kraków jak zwykle pokazuje klasę. Kilka minut po 21 światło zgasło i wszyscy zaczęli wpatrywać się w scenę, a tu ni stąd ni z owąd na schodach prowadzących na antresole pojawiła się ONA. To trzeba po prostu zobaczyć. Ten ubiór, ten makijaż. Ukulele w dłoniach. Stanęła na barierkach i a capella zaintonowała pierwsze takty Creep. Czaaaaad. Na sekundę przerwała, bo w jej stronę został skierowany reflektor, który dał dość ciekawy cień na suficie, który musiała oczywiście skomentować, po czym kolejne dźwięki Creep popłynęły w stronę publiczności.



Piękne otwarcie. I choć na moment przez myśl przeszło mi, że jednak tak małe i kameralne występy jak niedawny Kwoon są jednak lepsze, bo można mieć naprawdę bliższy kontakt z artystą, to już za chwilę te myśli pierzchły bo przy taktach Do It With The Rockstar Amanda wiele się nie namyślając skoczyła w publiczność i niesiona na rękach wyśpiewywała ten kawałek z całą mocą. Mina ochrony – bezcenna. Tego wieczoru nie zabrakło nikomu bezpośredniego kontaktu z artystką bo wielokrotnie jeszcze Amanda płynęła na rękach fanów, lub śpiewała skacząc w największym tłumie przed sceną. A mogliśmy usłyszeć naprawdę wiele, kawałki z jej ostatniej płyty, utwory The Dresden Dolls, rovery Nirvany czy piosenkę Lou Reeda – i najbardziej fascynujące było to w jaki sposób Amanda bawi się muzyką i konwencją, łamie konwenanse, zmienia style muzyczne i gatunki jak rękawiczki. A całość zamyka w formę nowoczesnej burleski, czy też 19 wiecznego kabaretu, wciągając w te zabawy wszystkich obecnych na koncercie. Artystyczny performance którego tematem może być banalne… strojenie instrumentów czy wymiana struny w gitarze, opowieści o pobycie w Krakowie czy Berlinie, manifest polityczny w sprawie Pussy Riot – czy zabawa w podawanie tytułów utworów przez publiczność i zagranie dopiero wtedy, gdy usłyszy zadowalającą podpowiedź. Nie znam drugiej takiej osoby czy takiego zespołu, który tak dobrze czułby się w takiej konwencji. I wiecie co jest najważniejsze? Że to wszystko jest niczym nie wymuszone i najzwyczajniej w świecie ciekawe. Każdy koncert Amandy jest inny, każdy utwór grany koncercie za każdym razem brzmi trochę inaczej. Po prostu nic dwa razy się nie zdarza i to naprawdę genialne doświadczenie. A oczywiście muzyka, która brzmi jest idealnym dopełnieniem tej konwencji, gdy trzeba wyciszona i delikatna, by za chwilę przejść w głośną i doniosłą. Gdy po informacji jak wielką inspiracją dla niej był Lou Reed wybrzmiewa Walk on the Wild Side oczywiście wyśpiewany z publicznością. Gdy opowiadając o wywiadzie z jakimś dziennikarzem kompletnie nie przygotowanym do rozmowy i zwracając się z rozbrajającą szczerością do publiczności, że każdy z nas jest striptizerem i płynące za moment dźwięki Berlin. Im dłużej trwał koncert, tym weselej i radośniej było w klubie a atmosferę panującą w klubie można by określić jednym słowem – ekstaza. Tak naprawdę ciężko znaleźć słowa, które oddałyby całą tę atmosferę tego koncertu, tego po prostu się nie da zrobić. Można napisać jakie były utwory, można napisać ile trwał koncert, ale tej szczególnej atmosfery w żaden sposób się nie odda, choćbym zamiast mojego grafomaństwa wzniósł się na szczyty literatury. Na pewno do historii przejdzie to, jak Amanda zaczęła opowiadać o tym, że będąc w jakimś kraju zawsze stara się przygotować wykonanie jakiejś piosenki, która całkowicie oddaje kulturę czy tradycję danego kraju, taki typowy folklor i pytając Gabę Kulkę, co u nas byłoby takim kawałkiem – wybiera utwór Ona tańczy dla mnie w wersji, która nawet ja z przyjemnością słuchałem. A reakcja publiczności? Połowa patrzyła z niedowierzaniem, połowa świetnie się bawiła a jeszcze jedna połowa zachodziła się ze śmiechu. Właśnie tak się robi show, w końcu nazajutrz nie było portalu, który by o tym nie poinformował na swoich stronach A przy okazji każdy znajdujący się na sali miał wrażenie, że Amanda gra koncert tylko dla niego, jego specjalne życzenia czy marzenia. Zadziwiające jak ona to potrafi łatwo zrobić.

Ona tańczy dla mnie

Miałem i ja swoje intymne i osobiste momenty na tym koncercie. Pierwszy z nich to utwór Coin-Operated Boy na zakończenie solowego setu Amandy, z tyloma fenomenalnymi zmianami rytmu i tempa, że chciałem, aby nigdy się skończył. A także przy rozpoczynającym drugą część setu z muzykami A Grand Theft Intermission wydłużony i brzmiący tak mocno i rzekłbym monumentalnie, z Amandą uderzającą w perkusję, z muzykami którzy przez ten moment wyczarowywali ze swoich instrumentów moc którą można by rozświetlić nie tylko Kraków ale chyba całą Polskę.
Jak już wcześniej napisałem, nie sposób tu opisać wszystkich smaczków, ale chce zwrócić jeszcze uwagę na jeden szczególny. Podczas jednego z niezliczonych monologów Amandy, poprosiła ona wszystkich, którzy posiadają przy sobie telefon z możliwością wysłania maila, o to, aby wysłali oni pusty email na specjalny adres przygotowany dla tego koncertu (tu mała wpadka, bo artystka podała adres warszawskiego koncertu i buczenie publiczności dopiero uświadomiło jej pomyłkę) aby „gdy kolejny raz zawita do Polski, a zawita na pewno, mogła odnaleźć wszystkich, którzy byli na koncercie i zaprosić ich znów”. Piękna chwila naprawdę i bezcenne zobaczyć prawie 300 osób w jednym momencie sięgających po swój telefon i wysyłających email.
Wiem, że to wszystko nie oddaje atmosfery tego koncertu, ale tak czasami bywa. Po prostu następnym razem spotkamy się na koncercie.

/< ! ^' "|" @ kinta.com.pl / Fot. Marcin Pachla

Setlista:

Amanda solo on ukulele:
Creep (Radiohead cover)

Set Part 1:
Do It With a Rockstar
The Killing Type
Missed Me (The Dresden Dolls cover)
Want It Back
Smells Like Teen Spirit (Nirvana cover)
Astronaut (A Short History of Nearly Nothing) (Amanda Palmer cover)
Walk on the Wild Side (Lou Reed cover)
Delilah (The Dresden Dolls cover) (with Gabriela Kulka)
Bottomfeeder

Amanda Solo:
The Bed Song
Runs in the Family (Amanda Palmer cover)
Coin-Operated Boy (The Dresden Dolls cover)

Set Part 2:
A Grand Theft Intermission
Berlin
Ona tańczy dla mnie (Weekend cover) (with Gabriela Kulka)
Leeds United (Amanda Palmer cover)

Encore:
Half Jack (The Dresden Dolls cover)
Girl Anachronism (The Dresden Dolls cover)

Amanda solo on ukulele:
Map of Tasmania (Amanda Palmer cover)
Ukulele Anthem

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.