Facebook Google+ Twitter

Wygrali, ale przegrali. Czy polski los to zaklęty krąg klęsk?

W tym roku obchodzimy siedemdziesiątą rocznicę bitwy o Monte Cassino.

Przypomnę: po wielu dniach zaciętych walk, polskie siły zbrojne zdobyły bronione przez Niemców wzgórze Monte Cassino i tym samym walnie przyczyniły się do przełamania linii Gustawa.
2 Korpus Polski pod dowództwem generała Władysława Andersa poniósł w bitwie o Monte Cassino wielkie straty. Przełamanie linii Gustawa kosztowało wiele polskiej krwi. Polscy żołnierze i oficerowie umierali ze słowami na ustach: „za Polskę i dla Polski”. Wtedy bowiem wśród żołnierzy polskich sił zbrojnych, którzy walczyli u boku wojsk brytyjskich i amerykańskich, panowało przekonanie, że droga do przywrócenia Polsce wolności i niepodległości wiedzie przez wszystkie zakątki świata, gdzie przychodziło im walczyć z niemieckim agresorem, gdzie nierzadko przyszło oddać życie za Polskę, za wolną Europę, za wolny świat.
Pod Monte Cassino Polacy, polskie siły zbrojne, 2 Korpus Polski generała Władysława Andersa, odnieśli wielkie zwycięstwo. A jednak, choć wygrali, to przegrali!
Do Wiecznego Miasta, czyli do Rzymu, weszły wojska amerykańskie. Historia
zapamiętała więc, że to Amerykanie wyzwolili Wieczne Miasto i jego mieszkańców spod faszystowskiej i nazistowskiej tyranii. Jednak zbyt wielu zapomina, że jeśli Amerykanie mogli Rzym wyzwolić, to tylko dlatego, iż polskie siły zbrojne stworzyły im ku temu odpowiednie warunki. Przełamując linię Gustawa 2 Korpus Polski generała Andersa otworzył aliantom drogę do Rzymu.
Kto o tym pamięta? Czy pamiętali o tym alianci? Czy pamiętali o tym brytyjscy i amerykańscy sojusznicy Polski, kiedy to pieczętowali - wraz z Józefem Stalinem - polski los w Jałcie? Czy brytyjscy i amerykańscy sojusznicy w ogóle pamiętali o Polsce? Czy pamiętali o tym, że Polacy są ich sojusznikami, kiedy bez polskiego udziału i w ogóle o tym Polaków nie informując, ustalali powojenny polski los wraz z Józefem Stalinem w Teheranie?
Polacy walczyli u boku aliantów podczas całej II wojny światowej. Ale czy alianci walczyli podczas tej wojny u boku Polski?
Kiedy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę, to polscy sojusznicy (Wielka Brytania i Francja) wypowiedziały wojnę Niemcom Hitlera. To fakt, ale trzeba przypomnieć, że nastąpiło to dopiero 3 września. Co pozytywnego wyniknęło dla Polski we wrześniu 1939 roku z brytyjskiego i francuskiego wypowiedzenia wojny Niemcom? Nic. Już 10 września Francuzi i Brytyjczycy postanowili, że nie będzie udzielone Polsce żadne wojskowe wsparcie. No, może oprócz kilku samolotów, które zostały częściowo Polsce przekazane, a częściowo - nie.
Polskie siły zbrojne walczyły u boku wojsk francuskich, kiedy to w maju 1940 roku Niemcy napadły na Francję. Polscy lotnicy brali udział w „bitwie o Anglię”. Polacy walczyli u boku wojsk brytyjskich, amerykańskich i francuskich (wolne siły francuskie pod dowództwem generała Charlesa de Gaulle’a)
W Afryce, we Włoszech i we Francji po lądowaniu aliantów w Normandii. Polska walczyła o Francję. Polska walczyła o wolną Wielką Brytanię. Ale czy Wielka Brytania walczyła o wolną Polskę? Czy Francja walczyła o suwerenną i niepodległą Rzeczpospolitą?
Kiedy świat zachodni ogłaszał koniec II wojny światowej, to wolnej Polski nie było. Polskie siły zbrojne nie wzięły udziału w Paradzie Zwycięstwa w Londynie. A sami Polacy, ci sami Polacy, którzy brali udział w wyzwoleniu Europy spod nazistowskiego i faszystowskiego buta, stali się po II wojnie światowej w Wielkiej Brytanii „persona non grata”. Anglicy, ci sami Anglicy, których bronili Polacy przed niemieckimi nalotami podczas wojny, pytali polskich lotników, polskich żołnierzy, polskich oficerów na ulicach brytyjskich miast: „Dlaczego wy, Polacy, nie wracacie do siebie? Dlaczego wy, Polacy, nie wracacie do swojego kraju? Przecież wojna się skończyła”. Anglicy, Francuzi czy Amerykanie nie potrafili zrozumieć, że dla Polaków wojna się nie skończyła. W Polsce wojna trwała nadal, a druga konspiracja walczyła przeciwko nowemu okupantowi Polski, jakim stał się - również za sprawą Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Francji - tak zwany „sowiecki wyzwoliciel”. Obywatele Wielkiej Brytanii, Francji czy USA nie rozumieli tego, że Polacy nie wracają do swojego kraju, ponieważ swojego kraju nie mają. „Nowa” Polska, Polska „sowiecka”, dołożyła wiele starań, aby pozbyć się tych, którzy faktycznie o Polskę, o wolną i niepodległą Polskę, walczyli. „Polska sowiecka”, Polska Ludowa, powojenna Polska mówiła o Armii Krajowej, jako o „armii faszystowskiej”, z kolei emigracyjny polski rząd w Londynie Polska „sowiecka”, Polska Bolesława Bieruta, Edwarda Osóbki-Morawskiego czy Wandy Wasilewskiej, nazywała „rządem faszystowskim”.
Polscy lotnicy, czy też żołnierze i oficerowie polskich sił zbrojnych, wracać do Polski nie mogli. Albowiem po ich powrocie czekało ich niemal natychmiastowe aresztowanie przez Urząd Bezpieczeństwa, który dla Stalina i Związku Sowieckiego zaprowadzał w „sowieckiej Polsce” sowiecki porządek. W „Polsce sowieckiej” nie było miejsca dla tych, którzy walczyli u boku Brytyjczyków czy Amerykanów. Tych, którzy z Zachodu wracali, „sowiecka Polska” prześladowała, aresztowała, więziła, katowała i mordowała.
Jednak ci lotnicy, ci żołnierze, ci oficerowie polskich sił zbrojnych na Zachodzie, również nie mogli liczyć na dostatnie życie. Nie mogli liczyć na uznanie czy szacunek tych państw, które nierzadko wyzwalali czy też bronili przed niemiecką agresją. Nie mogli liczyć na szacunek tych państw, u których boku walczyli. Generałowie 2 Korpusu Polskiego Andersa nierzadko pracowali w warsztatach samochodowych, jako mechanicy. Inni polscy oficerowie pracowali w Wielkiej Brytanii na zmywaku. A legendarny dowódca 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej generał Stanisław Sosabowski pracował w General Motors.
Generał Władysław Anders i jego 2 Korpus Polski, 303 Dywizjon Myśliwski Warszawski im. Tadeusza Kościuszki, 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa i generał Stanisław Sosabowski, polscy żołnierze, polskie siły zbrojne, choć zwyciężyli, choć wygrali, to przegrali!
Ktoś powie: to historia, po co do tego wracać. Przecież mamy dzisiaj wspólną, zintegrowaną Europę; przecież jesteśmy częścią Unii Europejskiej. Przecież Polska jest członkiem NATO. Przecież żyjemy w najlepszych dla Polski czasach w całej historii Rzeczypospolitej. Ale skoro żyjemy w takich wspaniałych dla polski czasach, to dlaczego odnoszę wrażenie, że historia zaczyna się powtarzać?
Premier Wielkiej Brytanii David Camerone wypomina Polakom, że przyjechali pracować na Wyspach Brytyjskich, kiedy to Wielka Brytania otwarła dla obywateli Polski swój rynek pracy. Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier mówi stanowcze „nie”, na wyrażone przez polskiego ministra spraw zagranicznych życzenie dotyczące stałego stacjonowania dwóch ciężkich brygad NATO w Polsce. Proponowanej przez Polskę europejskiej unii energetycznej Niemcy również mówią „nie”. Co prawda, co do zasady, to pani kanclerz Angela Merkel na europejską unię energetyczną się zgadza, ale... No właśnie, i właśnie to „ale” robi całą różnicę. W tym niemieckim „ale” jest wszystko, na co Polska może liczyć ze strony Niemiec, w przypadku „wojny gazowej” z Rosją.
Choć Polska od wielu miesięcy sygnalizuje zachodniemu światu, że Władimir Putin stanowi zagrożenie dla pokoju w Europie i na świecie, to prezydent Francji François Hollande rozumie strategię powstrzymywania Rosji Putina… po swojemu. Niegdyś szef prowizorycznego rządu Republiki Francuskiej Charles de Gaulle jako pierwszy uznał Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Warszawie; rząd, który był przecież sowieckim tworem, a jego członkowie marionetkami w rękach Stalina i NKWD. A dzisiaj Francja, głosem swoich władz, zaprasza Władimira Putina na wspólne obchody siedemdziesiątej rocznicy operacji Overlord (czyli alianckiego lądowania w Normandii). Dodatkowo, wszystko na to wskazuje, iż Francja nie zamierza zaniechać sprzedaży francuskich okrętów wojennych do Rosji Putina i to pomimo, że pretendujący do tytułu cara Władimir Władymirowicz zdążył pogwałcić już wszystkie paragrafy prawa międzynarodowego i przyjmuje wobec świata zachodniego, wobec Polski, coraz bardziej agresywną postawę.
Trudno nie odnieść wrażenia, że polskiego głosu w Europie nikt nie chce słuchać. Trudno nie zauważyć, że polski głos w Unii Europejskiej jest często, coraz częściej, lekceważony. Trudno nie odnieść wrażenia, że Polska jest traktowana przez swoich europejskich partnerów jako członek Unii Europejskiej drugiej kategorii i jako partner drugorzędny. Wszak zdaje się, że dla Niemiec czy dla Francji od polskiego bezpieczeństwa, od polskiego interesu, od polskiego przekazu ważniejsze są stosunki gospodarcze z Rosją Putina. Warto mieć ten fakt na uwadze...
Choć wygrali, to przegrali. Choć wygrywają, to czy przegrywają? Czy polski los to zaklęty krąg klęsk?

* * *

Nieopublikowane w serwisie Wiadomości24 teksty publicystyczne mojego autorstwa, znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/ oraz na portalu Salon24, na stronie http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.