Facebook Google+ Twitter

Wyjątkowa i niedostępna jak NHL

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-10-17 14:48

Kwestia prymatu na Zachodzie powinna się rozstrzygnąć między Chicago i Los Angeles. Na Wschodzie ciekawie wygląda Montreal. Liczę też na Boston. Ale nie ma stuprocentowego kandydata do mistrzostwa - mówi Mariusz Czerkawski, były gracz NHL.

W minionym tygodniu rozpoczęły się kolejne zmagania o Puchar Stanleya. Cały czas śledzi pan rozgrywki NHL z takim samym zainteresowaniem jak kiedyś?
Na pewno są to inne emocje niż za czasów kariery zawodniczej, kiedy szczegółowo analizowałem składy przeciwników i kalendarz gier. Poza tym oglądanie meczów jest o tyle utrudnione, że stacja ESPN America nie nadaje obecnie w Europie. Mam nadzieję, że ta dostępność spotkań wkrótce się zmieni, bo wiem, że jest spore zainteresowanie takimi transmisjami. Bardzo mnie cieszy, że NHL cały czas się rozwija, a jej zawodnicy grają coraz lepiej. W ślad za tym idą rekordy popularności, bo bilety na mecze wyprzedawane są z ogromnym wyprzedzeniem. No i same zyski, umiejętnie rozdzielane, są coraz większe. Głównym bohaterom również wiedzie się coraz lepiej, czego najlepszym potwierdzeniem jest 14 milionów dolarów za sezon gry dla Shea Webera od Nashville Predators.
A czego możemy się spodziewać w tym sezonie pod względem sportowym?
Od kilku lat widać pewną dominację drużyn z Zachodu. Ale coraz mocniej z Los Angeles Kings czy Chicago Blackhawks starają się konkurować gracze z Montrealu czy Toronto, co bardzo cieszy fanów w Kanadzie. Taka wzmożona rywalizacja dobrze wpływa też na całą ligę. Swoje ambicje mają również „Niedźwiadki” w Bostonie czy „Rangersi” z Nowego Jorku.
Fani z Kanady na Puchar Stanleya czekają już ponad 20 lat. Ich cierpliwość zostanie wreszcie nagrodzona w tym sezonie?
Wydaje się jakby to było wczoraj, a rzeczywiście od ostatniego triumfu Montreal Canadiens wiosną miną już 22 lata. Byłoby fajnie, gdyby po tak długim okresie puchar wrócił do Kanady. Mieszkańcom tego kraju na pewno należy się taki sukces. Inna sprawa, że „na pocieszenie”, iż zespoły z Kalifornii grają lepiej w hokeja, mieli oni sporo radości przy okazji triumfów na dwóch ostatnich igrzyskach olimpijskich W Kanadzie hokej na lodzie pozostaje najważniejszą dyscypliną i wszyscy niesamowicie żyją tam tym sportem.
Latem pojawiły się plotki odnośnie rozszerzenia ligi o kolejne cztery zespoły – z Las Vegas, Seattle, Quebec City i drugą drużynę z Toronto. Myśli pan, że w ciągu najbliższych kilku lat NHL faktycznie nieco się rozrośnie?
Wspomniane ośrodki z roku na rok są coraz mocniejsze sportowo i finansowo. Coraz więcej jest też pieniędzy dla całej ligi od sponsorów, z telewizji czy ze sprzedaży pamiątek. Nic zatem dziwnego, że Gary Bettman i spółka zastanawiają się nad ewentualnym poszerzeniem składu ligi. Sam jestem bardzo ciekawy, co z tego wyniknie. Takie choćby Las Vegas kojarzy się trochę z czymś innym, ale wielkie show hokejowe też mogłoby się tam dobrze sprzedawać. Z własnego doświadczenia pamiętam, jak jeździliśmy tam na przedsezonowe mecze i jak duże zainteresowanie im towarzyszyło. Bez wątpienia NHL ma potencjał na jeszcze kilka dodatkowych zespołów. A kto jak kto, ale Amerykanie z pewnością poradziliby sobie z wkomponowaniem nowych zespołów do ligowej stawki.
A czego możemy się w tym sezonie spodziewać po Jaromirze Jagrze? Momentami wydaje się, że czas jakby się zatrzymał dla tego blisko już 43-letniego zawodnika…
Nie przesadzajmy. Jagr rzeczywiście potrafi zagrać świetnie i wnosi olbrzymie doświadczenie do drużyny, ale to już nie jest ten sam zawodnik, który w latach 90. zdobywał po 60 bramek w sezonie i notował po 130 punktów. Jaromir jest bardzo wartościowym zawodnikiem, lecz to nie on nakręca teraz ekipę New Jersey Devils. W każdym razie „Diabły” do sukcesów potrzebują znacznie więcej niż tylko dobrej gry Czecha. Choć na pewno w czołówkach wielu klasyfikacji indywidualnych wszech czasów Jagr przez ten sezon znowu przesunie się do góry.
Patrząc na mapę i regulamin rozgrywek, a także słuchając przedsezonowych wypowiedzi, można chyba zaryzykować stwierdzenie, że w NHL wreszcie ma miejsce pewna stabilizacja, której nie było już kilka lat?
Na pewno tak. Po ostatnim lokaucie wszystko nieźle funkcjonuje i liga ma się dobrze. Oczywiście nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, ale na razie faktycznie kibice mogą się skupić tylko i wyłącznie na sportowym aspekcie rozgrywek. Każda z wielkich lig co jakiś czas musi się uporać z własnymi problemami – tak dzieje się również w przypadku NFL, NBA czy MLB. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie powtórzy się już sytuacja sprzed dekady, kiedy na lodowiskach NHL nie rozegrano ani jednego meczu przez cały sezon.
Jak wynika z notowań formy bukmacherskiej Fortuna, walkę o miano najskuteczniejszego zawodnika sezonu zasadniczego stoczą Steven Stamkos oraz Aleksandr Owieczkin. Pan ma podobne przewidywania?
Tego typu prognozy są zawsze wróżeniem z fusów, ale na pewno jest 3-4 kandydatów, którzy powalczą o miano najlepszego strzelca rozgrywek. Choć nie da się ukryć, że Stamkos i Owieczkin jako takie topowe „strzelby” są największymi faworytami. Dla mnie jednak największą osobowością rozgrywek pozostaje Sydney Crosby. Mam nadzieję, że kontuzję będą go omijać, bo swoją grą bardzo dużo wnosi do ligi. Owieczkin indywidualnie ma niezłe statystyki, ale jego zespół nie sięgnął jeszcze po Puchar Stanleya. Crosby’emu tymczasem wygrać ligę już się udało.
Czy wśród polskich zawodników widzi pan kogoś, kto w perspektywie kilku lat „zluzuje” pana z tych wszystkich wypowiedzi na temat specyfiki gry w NHL?
„Perełki” w najmłodszych rocznikach jak najbardziej się zdarzają, bo potrafimy sobie świetnie poradzić w rywalizacji z rówieśnikami z Czech czy Słowacji. Później jednak w wieku 15-18 lat zaczynają się pojawiać poważne różnice między nami i naszymi południowymi sąsiadami. Jest kilku młodych zawodników, którym marzy się gra w najlepszej hokejowej lidze świata, ale jak się okazuje NHL wcale nie jest taka łatwa do zdobycia.
Przyznanie Krakowowi organizacji przyszłorocznych mistrzostw świata Dywizji 1A może okazać się przełomem jeśli chodzi o rozwój hokeja w Polsce?
Plany były trochę inne, bo miało dojść w PZHL do wcześniejszych wyborów. Inaczej miało to wszystko wyglądać. Mam nadzieję, że cała ta sytuacja nie spowoduje tego, że nasz hokej znów gdzieś się zatrzyma. Liczę, że chłopaki pod wodzą Jacka Płachty dadzą radę i awansują do światowej elity. Oni wiedzą doskonale, że poziom turnieju będzie wysoki, bo rywale są bardzo mocni. Każdy ich mecz w kwietniu przyszłego roku będzie meczem o życie.
Co jest największą obecnie bolączką polskiego hokeja?
Cała ta atmosfera, która panuje wokół dyscypliny i PZHL. Reprezentacja cały czas pozostaje bez sponsora, a bez pieniędzy bardzo ciężko jest myśleć o sukcesach.
A jaką pan widzi dla siebie w najbliższej przyszłości rolę w polskim hokeju?
Miały być wybory i od kilku miesięcy miałem być sternikiem związku. Miałem gotową ekipę ludzi, z którymi miałem współpracować dla dobra polskiego hokeja. Jeśli za dwa lata, kiedy mają być następne wybory, tej ekipy nie będę miał do dyspozycji, to i pomysły szybko mogą się rozpłynąć. Na razie pozostaję z boku i trzymam kciuki, żeby chłopcy grali jak najlepiej. Widzimy, że w innych dyscyplinach zespołowych udaje się odnosić sukcesy, więc najwyższa pora, żeby i w hokeju zaczęło się coś dziać.
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Czerkawski


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.