Facebook Google+ Twitter

Wyjście z czterech ścian. Kalectwo to nie koniec świata

Chciałbym napisać, jak radzę sobie w życiu i co robię. Cztery ściany - to była kiedyś cała moja oaza zainteresowań. Całkiem przez przypadek, zainteresowałem się komputerem i podjąłem ryzyko.

To moje zdjęcie, jedno z niewielu. Jeżeli tylko mogę to jadę na plażę, do portu, albo na starówkę, zrobić jakieś ciekawe zdjęcia. / Fot. Mirek Suchodolski.W 1990 r. miałem bardzo ciężki wypadek samochodowy, byłem pasażerem, na szczęście kierowcy nic się nie stało. Przyjechała karetka, lekarz stwierdził zgon. Właściciel domu, o który rozbił się samochód zauważył u mnie chyba oddech. Zawołali drugą karetkę, lekarz powiedział, że to agonia i nie pożyję dłużej, jak 20 minut. Podobno świadkowie krzyczeli żeby mnie zabrali.

Trzy szpitale mnie nie przyjęły bo zwłok nie przyjmują. W czwartym szpitalu zaczęło się moje drugie życie, to było zrządzenie losu. Z dyżuru nocnego schodziła lekarka i przeczytała moją kartę informacyjną, przyczepioną do łóżka, na którym mnie wwozili na salę operacyjną. Z twarzy nie mogła mnie poznać, bo głowę miałem zmasakrowaną. Poznała nazwisko, bo znała mnie prawie cała służba zdrowia. Powiedziała: bierzcie i róbcie co się da, to jest nasz kierowca z pogotowia.

4 tygodnie byłem w śpiączce farmakologicznej, oddychał za mnie i pobudzał serce respirator.

Teraz napiszę o życiu po odzyskaniu przytomności: pierwsze 3 lata po wypadku, żona się mną opiekowała, później stwierdziła, że z kaleką żyć nie będzie i odeszła. Wiele razy chciałem kupić sobie komputer, ale nigdy wcześniej go nie miałem i bałem się, że jak sobie nie dam rady, to pieniądze pójdą w błoto.

23 stycznia 2008 r. obudziłem się z południowej drzemki i usłyszałem wewnętrzny głos, teraz się ubierz i jedź kupić laptopa. Zapaliłem papierosa, a w międzyczasie dzwoniłem po taksówkę. Podjechał kierowca i wytłumaczyłem po co jedziemy. Odpowiedział że kilka dni wcześniej też sobie kupił niedrogiego laptopa, mało tego: wśród taksówkarzy jest informatyk, który chętnie mi pomoże. Kupiliśmy sprzęt i od razu zadzwonił do swojego kolegi, który powiedział, że nie ma problemu i za chwilę do mnie przyjedzie. Jeszcze nie miałem żadnej sieci, ale ten taksówkarz wiedział co robić. Zadzwonił gdzie trzeba i umówił ich na drugi dzień, a sam ustawił odbiór bezprzewodowy i mieliśmy szczęście, bo któryś z sąsiadów też miał ustawiony na łączność bezprzewodową. Teraz mam okno na świat, a nie cztery ściany, poznałem wielu wartościowych ludzi i w ten oto sposób pomagam innym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Bardzo się cieszę, że się Panu udało. Życzę wszystkiego najlepszego! +5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mirosławie przyjmuje Pana na kandydata do mojego HIRDU
Kiedys walczono na miecze dziś, mailem
tylko odważny nigdy sie nie poddaje bez walki
sława

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo mnie poruszyła treść Twojego artykułu - Mirosławie. Otworzyłeś sobie okno na świat, bo faktycznie to każdy człowiek przy zamkniętych oknach się dusi z braku powietrza. Ja także trzy lata temu przełamałam się i na podarowanym komputerze uczyłam się prawie wszystkiego od podstaw. Internet oczywiście wciągnął mnie jak, za przeproszeniem, c...i w magiel, więc rozumiem Ciebie doskonale. Pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirku - nie jesteś juz sam, ani samotny. Jestesmy z Tobą. Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo Mirku:-)
5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkiego dobrego. Mam nadzieję że dostęp do Internetu ułatwi Panu życie i nadal będzie Pan za jego pośrednictwem poznawał nowych znajomych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serdeczne pozdrowienia i wszystkiego dobrego!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.