Facebook Google+ Twitter

Wykląć i przekląć

Wygrażanie apostazją nad głowami ludzi, którzy nauki religii nie chcą pobierać w szkole jest nie tylko bezprecedensowe; jest zwyczajnie beznadziejnie, tragicznie głupie.

Pierwszy stopień do piekła / Fot. Jadwiga KowalczykAle jeśli KK na własne życzenie pobudza do dyskusji niepochlebnej dla swych poczynań, to jest to zmartwienie katolickiego Boga, który, wobec zalewu interpretacji swych boskich intencji, sam się chyba zastanawia, czy aby sam w siebie wierzy i czy aby wiara w samego siebie nie jest dla polskich super katolików herezją.

Nawiasem mówiąc – czy otwarcie szkółek niedzielnych przy parafiach nie byłoby dobrą alternatywą dla lekcji religii/etyki w szkołach? Czy nieuczestniczenie w lekcjach religii w szkole oznacza, że „ten ktoś” nie zechce uczyć się religii w innych warunkach i czasie? Pytanie retoryczne, ale stawiam je dla zasady „nigdy nie mów nigdy”.

Luźne rozważania o najnowszych awanturkach prokurowanych dla dobra katolickiego ludu, nie pozwalają mi pominąć pomruków przynoszących kolejne groźby purpuratów: otóż przyszłą premier należałoby ekskomunikować, bo wskazała swego czasu nieszczęsnej czternastolatce ośrodek, który dokonał aborcji. Historia swego czasu głośna i znana powszechnie.
W związku z powyższym widzę dobry powód, aby przejść do refleksji na temat edukacji seksualnej, o którą toczy się spór medialny, naukowy i ucieszne pyskówki telewizyjne.

Dziennikarskie wygi z TVN dobierają starannie zestawy firmowe typu „Legierski-Wróbel”, a pyskówki między tak dobranymi rozmówcami stały się znakiem firmowym publicystyki w godzinach największej oglądalności.
Reszta dramatu pt. „młody człowiek a seks” odbywa się poza telewizją i możemy poczytać o takich smaczkach, jak masturbacja upośledzonych

Nie wiem czym skończy się awanturnicza w porywach dyskusja nad projektem ustawy, która nakłada kary za prowadzenie zajęć z edukacji seksualnej w szkołach, ale w ramach kontrapunktu dla ciężkiego tematu, z którym ani rodzice, ani nauczyciele, ani kucharki dolewające w zakładach dla upośledzonych brom do zupy, poradzić sobie, jak moja pamięć sięga, nie mogą - pozwolę sobie zacytować drobne fragmenty własnego opowiadania które publikowane było na łamach w24:

„Któregoś dnia na dużej przerwie grupka dziewcząt z klasy IV znalazła na posadzce toalety zakrwawioną szmatkę… Konsternacja, wypieki na buziach, rozszerzone oczy, zaciekawienie i oczywiście… Co to jest miesiączka? Kto ją ma, a kto nie ma? A ty już masz? Bo my nie mamy niczego takiego! Czy to boli?... Nowa - jak zaczęła, tak musiała skończyć. Wyjaśnienie rzeczy poszło szybko, a dla porządku opowiedziała co widziała nie jeden raz w stodole, a i na łące czasem. A widziała takie rzeczy, że…Ukoronowaniem rewelacji było proste – "tak się, wy głupie, dzieci robi"… Trzeba było sprawę matce opowiedzieć. – A bo mamusiu, dzisiaj w szkole... Zaczynała, jąkała się, wykręcała palce i –nazywając rzeczy nieznane nieporadnym słowem – opowiedziała, co i jej opowiedziano. Dobrnąwszy do końca zapytała rozpaczliwie: – Czy to prawda? Matka wysłuchała, poczerwieniała na twarzy i... strzeliła w pysk. – Kto ci takich świństw naopowiadał? Niech no ja spotkam jej matkę to usłyszy... Furia opadała stopniowo aż wreszcie matka rzekła: za młoda jesteś na takie rzeczy. Jak przyjdzie czas to się dowiesz. A z tą świnią żebyś mi się więcej nie zadawała! Rozumiesz?”

Jak mam zakończyć te luźne refleksje? Ano, chyba wnioskiem, że dla pani Pawłowicz, która grzmi iż edukacja seksualna to agresja środowisk pedofilsko-lewackich jeszcze czas nie przyszedł, nie dowiedziała się niczego i pewnie się już nie dowie. A szkoda. Niektóre teorie warto skonfrontować z osobistym doświadczeniem, ale czas jej dany ku temu zmarnowała owa pani bezpowrotnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

Marku, ale to nie my wyprodukowaliśmy zdanie:

"Osoby w/w. mogą wybrać zamiast religii etykę. Nie mamy na to wpływu bezpośredniego, ale kapłani i katecheci mają obowiązek poinformowania, że jest to forma pisemnej apostazji”.

Taki tekst podobno zamieściła kuria kaliska. Według mediów.
Nie mogę jej jednak znaleźć na stronach diecezji.
Jest za to ostatni wpis, o treści:

/Kuria Diecezjalna w Kaliszu uprzejmie informuje, iż Instrukcja Wydziału
Katechetycznego z dnia 1 września 2014 (1. dz. 1287/2014) została odwołana i jest
przygotowywana nowa./

http://www.diecezja.kalisz.pl/articles/komunikat_w_sprawie_instrukcji.pdf

Była, ale się zmyła ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dyskusja już się toczy, ale widzę pewien zamęt wynikający z braku uściślenia pojęć. W związku z tym poczynię taką uwagę, żebyśmy wiedzieli o czym tak naprawdę mówimy?

A p o s t a z j ą nazywa się odstępstwo od wiary chrześcijańskiej z jednoczesnym przejściem na inną religię. Obecnie w myśl prawa kanonicznego apostazja polega na publicznym i całkowitym, jasnym lub wynikającym z postępowania odrzuceniu przez ochrzczonego wiary rzymskokatolickiej i odłączenie się od "wspólnoty kościoła". Formalizacji tego aktu dokonuje się najczęściej przez złożenie pisemnego oświadczenia przez apostatę i dokonanie właściwego wpisu do księgi chrztu przez stronę kościelną.

E k s k o m u n i k a – wykluczenie z Kościoła jako kara kościelna, przez którą podlegający jej grzesznik zostaje wyłączony ze społeczności chrześcijan katolików i oznacza, że nie uczestniczy w łaskach wypraszanych przez Kościół Święty dla wszystkich swoich wiernych członków. Ekskomunikowany pozbawiony jest także łask płynących z każdej Mszy świętej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku - ja, osoba z poprzedniej i zaprzeszłej epoki, na podstawie własnego szamotania się z życiem uważam, że wychowanie dziecka jest zasadniczym zadaniem rodziców; dlatego teraz, w czasach powszechnej dostępności do źródeł wszelkich, elementarną wiedzę na tematy zasadnicze dziecko powinno przyswoić w domu, w formie podanej przez rodziców. Wychowywanie dzieci nie jest rolą oszołomów organizacyjnych "pro", "contra" czy posłów porykujących zażenowanym chichotem na sali sejmowej.

Współczesny rodzic powinien powiadać już na tyle wiedzy (z dowolnie dobranych źródeł), że pytanie zasadnicze nie powinno być kwitowane ciosem z liścia w pysk "za świństwa".
Cała reszta to biologia i tam powinna być ulokowana solidna porcja wiedzy o pożyciu, jego efektach i skutkach nadużyć seksualnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak edukować seksualnie? - oto jest pytanie. Jedni chcą edukować rzetelnie (a co to znaczy? Z pokazem? Z instruktażem?), a inni chcą dawkować wiedzę, etapami, wprowadzając jakieś sztuczne granice wieku dziecka.

Kto w tym sporze ma rację? Czy jest to w ogóle do rozstrzygnięcia? Czy to tylko zwyczajna mrzonka i bicie poselskiej piany zależne od opcji światopoglądowej?

Zwolennikom przekazywania "rzetelnej" wiedzy podsuwam pomysł realistycznego nauczania posługiwania się bronią. Naukę obsługi broni należy połączyć z praktyką w opanowaniu celnego strzelania oraz pokazania realnych skutków (rozwalenie głowy z tryskającym mózgiem czy dziurawieniem bądź krwistym rozkawałkowywaniem ludzkiego ciała).

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Wydaje mi się, że aby "graficznie" przedstawić taką tezę należałoby uciec się do geometrii konforemnej z jednoczesnym nawiązaniem do koncepcji Maxa Tegmarka twórcy teorii inflacji./

Obawiam się, że musiałby Pan przybliżyć mi koncepcję językiem opisowym, ponieważ język bardziej precyzyjny, stosowany w fizyce teoretycznej, czy matematyce na tym poziomie - jest dla mnie, póki co, niezrozumiały ;)
Ogólnie jednak mówiąc - hipotezy matematyczno-fizyczne, próbujące dotknąć problemów typu "początku świata" i podobnych, mają, póki co, charakter konkurujących ze sobą spekulacji. A tu rano trzeba wstac i zacząć dzień ;)
To jak różnica między poziomami abstrakcji fizyka teoretyka i inżyniera.


/jestem przekonany, że należy wytatuować sobie na czole lub powiesić na łóżkiem imperatyw kategoryczny Kanta, z którego filozof wywodzi normy moralne./

Jest mi bliski, choć ciągle mi się wydaje, że mam jakieś "ale". Weźmy choćby problem samooszukiwania się...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Errata:
Panie Arturze oczywiście. Przepraszam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do tego zjawiska, o którym pisze Artur, przyczyniła się akceptacja zdobyczy nauki przez urzędników Opatrzności (termin chętnie używany przez środowiska masońskie). Poszerzyło się przez to pojęcie "Boga" i zaczynają zacierać się różnice między "naturą" a "boskością".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku. Jak ognia unikam dyskusji na tematy teologiczno-religijne- co pewnie Pan zauważył.
Natomiast zaciekawiło mnie jedno z ostatnich zdań Pana wpisu:" mam racjonalne przesłanki, żeby zakładać, że różnica między "ateistą" a "wierzącym" będzie dążyć do zera".
Wydaje mi się, że aby "graficznie" przedstawić taką tezę należałoby uciec się do geometrii konforemnej z jednoczesnym nawiązaniem do koncepcji Maxa Tegmarka twórcy teorii inflacji.
Nie rozwodząc się dalej - jestem przekonany, że należy wytatuować sobie na czole lub powiesić na łóżkiem imperatyw kategoryczny Kanta, z którego filozof wywodzi normy moralne. To a propos dyskusji "w temacie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

errata
Jędraszewskiego

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Aleksandrze, weźmy pierwszy z brzegu przykład, choćby bardzo niedawną wypowiedź arcybiskupa Jędrzejewskiego:

/Hierarcha tłumaczył, iż nie można kategorycznie powiedzieć, że nie ma Boga, życia wiecznego i Królestwa Bożego oraz, że o tym dowiemy się na pewno dopiero po śmierci. Jednak, jak dodał, już dziś człowiek musi się za czymś opowiedzieć. - Jeśli żyjemy tak, jakby Bóg istniał i opowiadamy się za dobrem, to nawet jeśli Go nie ma, nic nie tracimy. Natomiast jeśli żyjemy tak, jakby Boga nie było, a On jest, mamy wiele do stracenia - wskazywał abp Jędraszewski dodając, że "przed nami ogromna stawka do wygrania - życie wieczne, i to właśnie rozum podpowiada nam rozwiązanie"/

Jak to czytam, to z miejsca przychodzi mi do głowy Majakowski ze swoim: Mówimy - Lenin, a w domyśle - partia, mówimy - partia, a w domyśle - Lenin ;)

Arcybiskup był łaskaw nie zauważyć, że "Boga" można różnie, a nawet skrajnie różnie definiować.
Można nawet tak zdefiniować, że zatrze się granica między "ateistą", a "wierzącym".
Jesli bowiem ustalę, że Bóg "rzekł był": "znajdź mnie", podkreślając wagę samego procesu "odnajdywania", to po pierwsze nadaję swój sens życiu, a po drugie, w perspektywie odpowiednio długiego czasu ( w skali kosmicznej) mam racjonalne przesłanki, żeby zakładać, że różnica między "ateistą" a "wierzącym" będzie dążyć do zera.

Pomijam już oczywiste błędy logiczne w wypowiedzi arcybiskupa, typu: "na pewno dowiemy się".

Ta tak a propos "uniwersalnych" pojęć ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.