Facebook Google+ Twitter

Wymarzony rejs

- Lepiej późno, niż wcale - pomyślałem sobie, kiedy nasz transatlantyk Queen Mary 2 wychodził z portu w Southampton, rozpoczynając trzytygodniowy rejs, w którym mieliśmy zawinąć do Nowego Jorku, Bostonu, Quebecu, by potem wrócić do Europy.

Tyle lat czekałem, żeby zobaczyć Atlantyk z pokładu luksusowego statku pasażerskiego, mając w kieszeni klucz do kajuty w najlepszej jego części, z pokaźnym limitem dolarowym na karcie bankomatowej (choć marzenia zaczynałem od wypchanego portfela), pełnym barkiem męskich łakoci, no i z żoną, której obiecałem to pewnie z ćwierć wieku temu, a która nigdy nie wierzyła, że ja mogę zrealizować to marzenie. W tyle innych rzeczy tak, ale w to akurat nie. – Owszem, uwierzę Ci, że kupisz nowe auto, może nawet zbudujesz dom, będziesz miał syna, może nawet dwóch i posadzisz hektar lasu, ale w podróż transatlantykiem? Nigdy! Dorzucę nawet jeszcze jeden hektar lasu, albo i kolejnego syna gdzieś tam, ale co to, to nie. Nie, nie...

Tak mówiła, a teraz siedzimy z moją kochaną żoną na pokładzie statku, który pruje Atlantyk, popijamy zimne drinki, ja patrzę na gorące dziewczyny, gdzieś w tyle śpiewają ptaki (skąd te ptaki na oceanie – przychodzi mi do głowy, ale jest mi zbyt dobrze, żeby zgłębiać temat) i jest mi po prostu fajowo jak nie wiem co. I wcale to nieprawda, że po ćwierć wieku małżeństwa własna żona nie może się podobać – myślę sobie, wspominając przy tym powiedzenie szwagra Zdzicha, że po dwudziestu latach wspólnego życia, to każde zbliżenie powinno być oceniane w kategoriach kazirodztwa. Głupiś, Zdzisiu...

- Medaliony z homara z kasztanami i w hiszpańskim winie - podpowiada żona, kiedy widzi że patrzę na podany właśnie elegancki posiłek, jak popularna niegdyś posłanka na worek owsa.
- No, nawet dobre, choć nie aż tak, jak twoje schabowe. Widzisz kochanie, a mówiłaś, że nigdy nie popłyniemy transatlantykiem, a przecież…
- Dobrze, dobrze, faktycznie nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych, czasem cię nie doceniam, ale już nigdy więcej, obiecuję…
- Przepraszam, wyskoczę na chwilę do kasyna, odbiorę wygraną i wracam, OK?

Plik banknotów nie mieści się w kieszeniach, a dlaczego nie można na konto - pytam łamaną angielszczyzną wysoką, ładną brunetkę, która zarządza kasynem. - Skoro nawet już Jarosław Ka..., A nie będzie pani wiedziała, o kim mówię, pani... - dodaję i widzę, że rozmówczyni ma dziwną minę, co przypisuję sposobem mojego wyrażania się w jej rodzinnym zapewne języku.

- Mam na imię Sabrina - mówi po polsku szefowa, podając uprzejmie rękę – i wiem kto to jest Kaczyński - dodaje.
- Miło mi Sabrino - odpowiadam.
- To o co chodzi z tym kontem?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

fajna opowiastka:) Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma co odkładać swoich marzeń na później :) ja co prawda nie wyruszę w najbliższym czasie w tak długi rejs, ale w nieco krótszy tak, za ponad miesiąc :) już nie mogę się doczekać :))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stefanie - rejs na luksusowym liniowcu - o jest to, o czym nie napisałam z braku partnera. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.