Według najnowszych przepisów dotyczących wynajmu mieszkań (między innymi ustawy o ochronie praw lokatorów) wynajem mieszkań miał wyjść z szarej strefy. Czy tak się stało rzeczywiście? Niekoniecznie.
Wyjście rynku wynajmowanych mieszkań miałoby polegać na tym, że wynajmujący (właściciele wynajmowanych komuś mieszkań) mieliby przestać się bać zawierać umowy najmu, ponieważ ich prawa byłyby lepiej chronione. Przede wszystkim byłoby łatwiej eksmitować lokatora, który np. nie płaci czynszu. A to dlatego, że podpisując umowę najmu lokator zobowiązuje się na żądanie właściciela opuścić lokal i określa miejsce (adres), gdzie zamierza się wyprowadzić w takiej sytuacji. Zaś dysponent wskazanego lokalu wyraża zgodę na to, aby lokator się do niego wprowadził. Taki zapis w umowie zwalnia (w ograniczonym zakresie) wynajmującego z obowiązku udostępnienia lokatorowi lokalu zastępczego w przypadku eksmisji, kiedy ten nie ma się gdzie podziać.
I raczej w takiej sytuacji prawa właściciela są lepiej chronione. Jednak tylko pod warunkiem, że taka umowa została zawarta. A tu już pojawiają się schodki. Otóż w wielu przypadkach (być może w większości przypadków) potencjalny lokator zamierza wynająć mieszkanie od kogoś dlatego, że nie ma gdzie mieszkać, bo gdyby miał, to by tam mieszkał. Dlatego też wiele osób nie spełnia wymagań, jakie nowe przepisy stawiają lokatorom. Wymagań - jak by na to nie spojrzeć - absurdalnych, bo z reguły wynajem mieszkania jest lekarstwem na brak własnego mieszkania. Myślę, że stosunkowo niewiele osób mając swoje mieszkanie lub mogąc mieszkać w czyimś rezygnuje z tej możliwości i wynajmuje inne mieszkanie.
Oczywiście wiele osób mając swoje mieszkanie (lub należące do kogoś z rodziny) na "prowincji" wyjeżdża na studia lub do pracy do dużego miasta i tam mieszka w wynajętym mieszkaniu, a w razie jakiegoś niepowodzenia (np. utraty pracy) wróci w swoje strony. Jednak te osoby ani nie stanowią 100 proc. lokatorów, ani - zazwyczaj - nie są zbyt chętne do powrotu na "prowincję". Częściej po utracie pracy szuka się innej, a nie rzuca studia i wyjeżdża z miasta (nie wiadomo po co).
Biorąc pod uwagę takie zjawiska, umowy najmu zamiast być częściej zawierane, muszą być zawierane rzadziej, bo duża część lokatorów nie spełnia zbyt wysokich wymagań. I właśnie taka sytuacja sprzyja bezdomności.