Facebook Google+ Twitter

Wyprawa do kina na "Rewers" - wyprawa w nieznane

"Rewers" wchodzi do kin dopiero w piątek, więc informacji o nim mało. Nie wiedziałam wiec co mnie czeka i szłam do kina z pewnym niepokojem. Ale warto było!

Plakat filmu Rewers / Fot. Materiały dystrybutoraPo pierwsze to polski film, a aktualnie oznacza to kilka opcji: płacz na wielkim dramacie o rzeczach dotyczących 1 proc. populacji, płacz na komedii romantycznej z powodu załamania jej jakością, płacz "o minionych czasach" (wojna, ew. PRL), płacz (ze śmiechu dla odmiany) na komediach konecko-saramonowiczowych. Na 3 pierwsze łzy nie miałam ochoty, a o czwartych - no cóż, "Rewers" jest filmem Lankosza, nie Koneckiego i Saramonowicza.

Co więc skłoniło mnie do podjęcia ryzyka? Ano takie oto dziwne słowa na plakacie: CZARNA KOMEDIA. Odkąd je zobaczyłam miałam w głowie tylko jedno: "Polska czarna komedia? CO TO? Gdzie to? Jak to?" W głowie pustka, w sercu panika. Nie kojarzę takiego tworu. I słusznie, bo to pierwsza taka komedia. Ryzykowne przedsięwzięcie, bo dodatkowo akcja rozgrywa się w tragicznych czasach terroru lat pięćdziesiątych, a to nie jest raczej powód do śmiechu.

Do kina wkroczyłam wiec na nogach jak z waty, szczególnie że pokaz przedpremierowy kosztuje mnie więcej niż zwykły. Czy film będzie tego wart?

Gasną światła, na prawie pełnej sali zapada cisza. Powoli zapadam się w nowy świat. Pewien poeta nazwiskiem Tuwim nazwałby ten stan liryzmem chwili. Nie zdążyłam się do niego przyzwyczaić, bo kiedy zobaczyłam planszę z nazwiskami aktorów, liryzm ustąpił miejsca ekscytacji.

Główną bohaterkę, Sabinę (panna, lat 30) gra Agata Buzek. Jej matkę, wciąż próbującą znaleźć córce męża, gra Krystyna Janda. Anna Polony jako babka Sabiny, surowo ocenia kolejnych kandydatów. A na końcu... wkracza na scenę Marcin Dorociński, czyli ON, ten ON. Trudno o lepszą obsadę, szczególnie, że wszyscy stanęli na wysokości zadania. Nic więcej nie napiszę, bo nie mam zielonego pojęcia jak wyrazić perfekcyjne wpasowanie się aktorów w role. Są jak elementy układanki: piękne same w sobie, ale interpretowalne dopiero w całości.

I ruszyła maszyna po taśmie ospale i kręci się i nęci... Najpierw wkręcili mnie w zwykłą historię rodzinną. Śmiałam się z gagów sytuacyjnych, zbudowanych na dwuznaczności słów, wyśmiewających konwenanse i "układy rodzinne". Potem rozkręciła się cała intryga (o której na razie cicho sza!). I znowu sytuacje i słowa detonujące w ciemnej sali wybuchy śmiechu. A wszystko przyprószone prochem czarnego humoru. Nie ma siły, któryś typ humoru musi podpasować!

Nagle koniec. Zbieram klamoty i przedzieram się wśród ludzi do wyjścia. Słyszę tylko wokół pozytywne opinie współwidzów. Przez chwilę wierzę w to, że to jest ten film, który faktycznie ma szansę na Oskarach ("Rewers" jest polskim kandydatem). Lecz potem sama siebie sprowadzam na ziemię. Kto tam, daleko za oceanem, zrozumie co działo się u nas w latach pięćdziesiątych (a choćby powierzchowna znajomość realiów tego okresu jest niezbędna, by zrozumieć intrygę)? Ktoś na jakimś forum napisał też, że sprawy nie ułatwiają czarno-białe zdjęcia. Ale bez przesady. Ich piękno urzeknie każdego.

Mimo tych wątpliwości, idę na spacer z wielką łódką zamiast twarzy. Tak, to jest to! W końcu (tzn. od czasów "Lejdis") wykosztowałam się na polski film i nie żałuję! Ja chcę więcej, więcej, więcej...
Więcej!

Wybrane dla Ciebie:


Zobacz inne materiały



Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Artykuł nie za długi, nie za mały, do czytania doskonały.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.